20.08.2026, 02:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.08.2026, 02:35 przez Jonathan Selwyn.)
Jonathan sam był zaskoczony, że przyszedł na kolację punktualnie. Nie było to przecież szczególnie łatwe zadanie. W końcu musiał rozbudzić się z wywołanej eliksirem, nawet przyjemnej, drzemki, uspokoić swoje nerwy, gdy przypomniał sobie, że jest w pociągu, ponownie rzucić kilka zaczepno-zalotnych uwag na ten temat w strobę Anthony'emu, uspokoić nerwy po raz kolejny gdy dowiedział się o tym kto zajrzał do ich przedziału i co się wydarzyło, a potem jeszcze odświeżyć się i wybrać odpowiedni strój, ignorując przy tym okazjonalne zawroty głowy. A to wszystkl gdy eliksir wyciszający wciąż na niego działał.
Pomimo tych wielu przeciwności losu, Jonathan zjawił się jednak w wagonie klubowym z uśmiechem, witając wszystkich zgromadzonych.
Włosy miał oczywiście idealnie ułożone, ale niestety musiał zrezygnować z zaplanowanego przez siebie zawczasu stroju, zorientowawszy się, że w obecnych warunkach powinien postawić na jak największą wygodę. Dlatego Selwyn ostatecznie usiadł do stołu w swoich sprawdzonych już pod kątem wygody wełnianych spodniach i elegancko skrojonej szacie. Oba elementy garderoby utrzymane były kolorach ciepłego beżu – Jonathan liczył, że ta barwa nieco zamaskuje jego dość bladą twarz. Oczywiście jako, że Selwyn nie przepadał ubierać się w tylko jeden kolor, jego koszula, dla przełamania monotonii, była błękitnej barwy. Podobnie zresztą jak jedwabna podszetka jego szaty, która, po tym jak ją zdjął, by przewiesić ją przez swoje siedzenie, zademonstrowała zgromadzonym fragment niebiesko-beżowy wzóru w kwiaty. Niestety ze względu na towarzyszący mu już i tak dość duży dyskomfort musiał rozstać się zarówno z krawatem, jak i kamizelką. Tak na wszelki wypadek. Już i tak przez chwilę miał wrażenie, że jego skórzane buty, które nie sprawiały mu dotąd żadnych problemów, robią się dziwnie niewygodne, kołnierzyk koszuli drapie w szyję, pasek spodni ogranicza oddychanie, a ministerialny sygnet dziwnie ciąży mu na palcu. Przynajmniej znał się na tyle, aby skorzystać ze swojej sprawdzonej i ulubionej wody kolońskiej w obawie, że wszystkie inne pachnidła, nie ważne jak piękne by nie były, w obecnej sytuacji zaczną go drażnić.
Ogólnie Jonathan obecnie wciąż nie był szczególnie zadowolony z życia, nawet jeśli było z nim lepiej, niż gdy wsiedli do tej maszkary zwanej pociągiem. Nie wspominając już o tym, że przez ten przeklęty eliksir nie mógł pić alkoholu! A mieli tutaj czerwone Bordeaux! Skandal!
Do tej pory po prostu próbował raczyć się posiłkiem, nawet jeśli apetyt nieszczególnie mu dopisywał i przysłuchiwać się prowadzonym rozmowom. Ah no i oczywiście zastanawiał się też jakie to myśli tak bardzo frasowały Anthony'ego, przyciągając jego uwagę do mijanego nocnego krajobrazu.
– Bellamont mimo wszystko lubi, gdy wychodzi na filantropa – wtrącił się w dyskusję dwójki polityków, usilnie starając się, aby w jego głosie nie było żadnych śladów otumanienia. – Trzeba to tylko odpowiednio rozegrać – dodał, niczym pies popijając swój filet z soli meunière z masłem, cytryną i pietruszką zwykłą wodą. – Można powołać się na europejską wspólnotę. Przypomnieć o jakimś wydarzeniu, kiedy to Włochy pomogły Anglii i wyszło to dla nich na korzyść. Ah no i oczywiście niech myśli, że sam dokładnie wszystko skontrolował i upewnił się, że nie ma żadnych nieprawidłowości w dokumentach. Mam tylko nadzieję, że da nam przy tym chociaż trochę żyć. Chciałbym jednak nieco pozwiedzać.
Zerknął na pusty kieliszek Roberta. Kochał swojego kuzyna i był mu wdzięczny, że najwyraźniej nie zamierzał robić ani jemu, ani Anthony'emu problemów, ale na Merlina, czy musiał pić przy nim tak ostentacyjnie ten alkohol? Z tą myślą przeniósł spojrzenie na siedzących obok nich Lanę Dolohov i Gustava Delacoura, z którymi do tej pory nie miał okazji zamienić zbyt dużej ilości słów.
– A państwo? Wyczekują państwo na coś szczególnego w Szwajcarii?
Pomimo tych wielu przeciwności losu, Jonathan zjawił się jednak w wagonie klubowym z uśmiechem, witając wszystkich zgromadzonych.
Włosy miał oczywiście idealnie ułożone, ale niestety musiał zrezygnować z zaplanowanego przez siebie zawczasu stroju, zorientowawszy się, że w obecnych warunkach powinien postawić na jak największą wygodę. Dlatego Selwyn ostatecznie usiadł do stołu w swoich sprawdzonych już pod kątem wygody wełnianych spodniach i elegancko skrojonej szacie. Oba elementy garderoby utrzymane były kolorach ciepłego beżu – Jonathan liczył, że ta barwa nieco zamaskuje jego dość bladą twarz. Oczywiście jako, że Selwyn nie przepadał ubierać się w tylko jeden kolor, jego koszula, dla przełamania monotonii, była błękitnej barwy. Podobnie zresztą jak jedwabna podszetka jego szaty, która, po tym jak ją zdjął, by przewiesić ją przez swoje siedzenie, zademonstrowała zgromadzonym fragment niebiesko-beżowy wzóru w kwiaty. Niestety ze względu na towarzyszący mu już i tak dość duży dyskomfort musiał rozstać się zarówno z krawatem, jak i kamizelką. Tak na wszelki wypadek. Już i tak przez chwilę miał wrażenie, że jego skórzane buty, które nie sprawiały mu dotąd żadnych problemów, robią się dziwnie niewygodne, kołnierzyk koszuli drapie w szyję, pasek spodni ogranicza oddychanie, a ministerialny sygnet dziwnie ciąży mu na palcu. Przynajmniej znał się na tyle, aby skorzystać ze swojej sprawdzonej i ulubionej wody kolońskiej w obawie, że wszystkie inne pachnidła, nie ważne jak piękne by nie były, w obecnej sytuacji zaczną go drażnić.
Ogólnie Jonathan obecnie wciąż nie był szczególnie zadowolony z życia, nawet jeśli było z nim lepiej, niż gdy wsiedli do tej maszkary zwanej pociągiem. Nie wspominając już o tym, że przez ten przeklęty eliksir nie mógł pić alkoholu! A mieli tutaj czerwone Bordeaux! Skandal!
Do tej pory po prostu próbował raczyć się posiłkiem, nawet jeśli apetyt nieszczególnie mu dopisywał i przysłuchiwać się prowadzonym rozmowom. Ah no i oczywiście zastanawiał się też jakie to myśli tak bardzo frasowały Anthony'ego, przyciągając jego uwagę do mijanego nocnego krajobrazu.
– Bellamont mimo wszystko lubi, gdy wychodzi na filantropa – wtrącił się w dyskusję dwójki polityków, usilnie starając się, aby w jego głosie nie było żadnych śladów otumanienia. – Trzeba to tylko odpowiednio rozegrać – dodał, niczym pies popijając swój filet z soli meunière z masłem, cytryną i pietruszką zwykłą wodą. – Można powołać się na europejską wspólnotę. Przypomnieć o jakimś wydarzeniu, kiedy to Włochy pomogły Anglii i wyszło to dla nich na korzyść. Ah no i oczywiście niech myśli, że sam dokładnie wszystko skontrolował i upewnił się, że nie ma żadnych nieprawidłowości w dokumentach. Mam tylko nadzieję, że da nam przy tym chociaż trochę żyć. Chciałbym jednak nieco pozwiedzać.
Zerknął na pusty kieliszek Roberta. Kochał swojego kuzyna i był mu wdzięczny, że najwyraźniej nie zamierzał robić ani jemu, ani Anthony'emu problemów, ale na Merlina, czy musiał pić przy nim tak ostentacyjnie ten alkohol? Z tą myślą przeniósł spojrzenie na siedzących obok nich Lanę Dolohov i Gustava Delacoura, z którymi do tej pory nie miał okazji zamienić zbyt dużej ilości słów.
– A państwo? Wyczekują państwo na coś szczególnego w Szwajcarii?