Nie zauważył oczywiście, że się Zenek napina, gdy dotyka jego sprzętu. Urządzenie go fascynowało, jak każde inne urządzenie pochodzące z tego innego, dalekiego świata co się znajdował dosłownie kilka uliczek dalej, ale był Weasleyem, a ta fascynacja, właśnie w jego krwi z tego powodu płynęła.
Sam Billius naprawdę lubił muzykę i czasem może nawet mu przykro było, ze sam nie ma żadnego talentu właśnie w te stronę. Widziałby się przecież na scenie, w towarzystwie tłumów co by go kochał i z uwielbieniem skandował jego imię, a po wszystkim jeszcze, wyobrażał sobie tłum panienek, napalonych oczywiście panienek, co to rozkładają przed nim swoje nogi i uśmiechają się zachęcająco. No, ale ta opcja pozostawała daleko, pośród marzeńe, bo talentu mu życie pożałowało i, gdy śpiewał, to uszy słuchaczy zawijały się wręcz do środka ich głów. Utalentowany był jedynie w piciu piwska oraz obijaniu pysków (ale to też nie zawsze), no i może w łamaniu klątw, ale też raczej bez szaleństw.
— Billius Weasley, — rzucił z uśmiechem dalej tym głupim na ustach, skoro się tu przed sobą przedstawiali — Nie no, super jest ta muzyka, zupełnie nie przypomina niczego, co słyszałem wcześniej. Specjalistą może i nie jestem, ale czasem sobie nogą potuptam do rytmu. Dużo lepsze niż te poprzednie smęty. — Przyznał szczerze, bo dlaczego miałby kłamać niby? — Mój stary to fanatyk wszystkiego co mugolskie. Pół szopki zajebane mugolskimi gratami. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżącą na ziemi żarówkę czy przewróci na siebie regał z pierdołami i trzeba wyciągać szkło w św. Mungu. — paplał trochę bezsensu, na jednym tchu, ale rzadko kiedy w tym ich czarodziejskim świecie, spotykał kogoś, kto wzbudzał w nim jakiekolwiek zainteresowanie. A chłop i to w Rejwach, i to muzyk, i to jeszcze grający na mugolskim instrumencie, to już całkiem był czymś dla niego zupełnie nowym i nieznanym. — Dlatego się zainteresowałem, zresztą rzadko kiedy widuje tu nowych. — znów napił się z swojego kufelka.
— Dlaczego właśnie Rejwach? Wydawało mi się, że nikt tu z własnej woli nie przychodzi raczej, a szczególnie żeby grać dla tak wymagającej widowni, jaką można napotkać tutaj. — na usta mu się cisnęło, że widowni pełnej pijaków i degeneratów, ale sam był trochę degeneratem, a pijakiem to już całkiem, więc słabo było tak dissować samego siebie.
engines stop running, the wheat is growin' thin
a nuclear error, but I have no fear
cause L o n d o n is drowning, I,
I live by the river