- Zmieniam się na lepsze - dodał kiedy panna Avery zdziwiła się o jego stosunek do pracy. Miała trochę racji w tym. Przez ostatnie lata stawiał pracę na pierwszym miejscu. Może w końcu warto byłoby pożyć trochę życiem zanim będzie za późno?
Dziwnie się spojrzał kiedy Stella zapytała czy ma ją zakuć w kajdanki - Ciebie? - zaśmiał się - Znaczy jak chcesz to dobra. Jak masz taki fetysz to spoko. Nie oceniam - uniósł ręce - Nie wiedziałem, że taki istnieje… Fetysz bycia zakutą w kajdanki przez brygadzistę… - pochylił się do przodu - Chodziło mi o tego jegomościa - kiwnął w stronę barmana.
Poczekał, aż Stella w spokoju odpowie na zadane jej pytania, a następnie odwdzięczy się tym samym.
- Zanim odpowiem na Twoje pytania to… - wysunął rękę, aby zabrać jej kubek z winem - Pięciolatkom nie wolno pić alkoholu - złapał jej trunek i zaczął powoli ciągnąć w swoją stronę - Jako stróż prawa muszę zadbać o to, żeby prawo było respektowane - zapewnił ją z uśmiechem na ustach - Ja się tym zaopiekuję. Nie bój się - pokiwał głową aby ją o tym zapewnić. Czym dla niego był taki jeden kubeczek winka? Niczym. Mógłby do śniadania taki pić.
W końcu odpuścił i puścił jej kubek - Naprawdę 29 luty? - dopytał z niedowierzaniem. Przecież to szansa jakaś jedna na milion - Wow - odparł zaskoczony - Ty to jednak jesteś wyjątkowa - przyznał - I zaskakująca przy okazji - dodał. Stanley miał wrażenie, że Stella przed każdym spotkaniem przygotowuje sobie jakiegoś asa w rękawie, aby tylko go czymś zaskoczyć.
- Wróżbiarstwem i numerologią? - spojrzał na nią wzrokiem jakby chciał zapytać “naprawdę?” - Umm… To musi być bardzo ciekawe… - stwierdził. Powstrzymał się jednak od negatywnego komentarza albo od totalnego zaorania swojego rozmówcy. W końcu to osoba odpowiadająca musiała odpowiadać szczerze. On już do tych odpowiedzi nie musiał się odnieść z całą prawdą. Z drugiej strony wolał się nie rozkręcać na ten temat. Bo wtedy jeszcze by musiał znowu wypić kilka piw na odwagę…
Pociągnął duży łyk. Zorientował się, że pije to wielkimi haustami i za chwilę skończy mu się pierwszy kubek. Może i dobrze. Wtedy nie będzie miał żadnych oporów przed mówieniem czegokolwiek.
- Możemy poprosić po jeszcze jednym winie? - odwrócił się do barmana - Jest bardzo dobre - kiwnął do właściciela w geście zrozumienia - Dziękuje bardzo - odparł, a następnie odwrócił się z powrotem do swojej rozmówczyni.
- Dobra… Huh… Gotowy - wypuścił ciężko powietrze - Moje ulubione święto to… - zaczął się zastanawiać. Poklepał się palcami po bródce. Nie znał za dużo świąt bo przecież nigdy nie przykuwał do nich wielkiej uwagi. Gdyby nie panna Avery to zapewne nadal by miał do nich ambiwalentne podejście. Jak się tak zastanawiał to zrozumiał, że w zasadzie to chyba to na którym byli razem. Bawili się wtedy co najmniej nieźle - To z tą kapustą całą. Bardzo mi się podobało - specjalnie się pomylił nawiązując do tego jak wtedy nazywał tę całą paprotkę - Ale to tylko dzięki Tobie. Jakbym sam poszedł to bym się zapewne zanudził na śmierć - sprostował.
Dopił pierwszy kubek do końca, a moment później barman przyniósł im po świeżo grzanym winie z dodatkami.
- Magiczne stworzenie? - powtórzył sobie pytanie aby kupić cenny czas - Nie zastanawiałem się nad tym nigdy za bardzo - popatrzył po rogach zwierząt rozwieszonych po całym pomieszczeniu - Chyba smoka? - zapytał jej - Są potężne, silne i mądre. No i wyglądają świetnie przede wszystkim - odpowiedział.
- No to jest chyba najtrudniejsze… - przyznał się. Odpowiedziałby, że słód jęczmienny potrzebny do produkcji piwa. Ale za taką odpowiedź to Stella by go raczej zabiła - Może herbatniki? Albo ciastka owsiane? Ciężko mi zdecydować - zaczął dywagować - Z jednej strony herbatniki są takie bardzo wiesz… Normalne? I pasują wszędzie - podrapał się po brodzie - A z drugiej, to smak ciastek owsianych… To jest coś przepięknego… - zamyślił się na chwilę - Niech będą owsiane. Wygrywają nad herbatnikami - uśmiechnął się.
Pociągnął łyk napoju, a następnie przetarł ręce - Gotowa dalej? - zapytał i po chwili zrobił werble z palców uderzając o stolik
- No to lecimy. Pytanie pierwsze… - zaczął kręcić głową, raz w jedną, a raz w drugą stronę - Masz rodzeństwo? - to było ciekawe. Dla Stanleya trochę wydawała się mieć takie zachowania jedynaczki. Ale z drugiej strony on sam był jedynakiem…
- Drugie w takim razie… - zastanowił się - Gdzie siebie widzisz za… Nie wiem… 10 lat? - zdał sobie sprawę, że zadał to pytanie jakby ją co najmniej rekrutował do nowej pracy. Z drugiej strony było to dla niego bardzo ciekawe. Gdzie artyści widzą siebie po takim czasie. Na słodkiej emeryturze?
- A trzecie… - spojrzał się w stronę kominka, aby na chwilę zawiesić wzrok na trzaskającym ogniu - Może trochę prywatne… Ale co tam… - spojrzał z powrotem na kubek wina - Alkohol mnie lekko otwiera… Powiedzmy… Wracając… - zmienił swój obiekt zainteresowań na Stellę - Co to znaczy, że czekasz, aż Ci rodzice wybiorą kandydata? To nie Ty sama powinnaś zdecydować kto będzie dla Ciebie odpowiedni? - przyjrzał się jej reakcji - Jak zbyt prywatnie to przepraszam… Pytam bo wspominałaś kiedyś coś takiego… Ale jak nie chcesz to nie mów… Nie będzie problemu żadnego… - zreflektował się. Z jednej strony dotarcie pierwszych promili do głowy zdejmowało mu większość wewnętrznych blokad, a z drugiej mógł już przekroczyć granicę dobrego smaku. A tego nie chciał zrobić.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972