23.08.2026, 22:14 ✶
Na ustach wampira błąkał się uprzejmy uśmiech, który przez lata stał się drugą twarzą mężczyzny, kiedy przysłuchiwał się rozmowie cierpliwie. (Pośpiech był jedną z najmniej eleganckich ludzkich przypadłości!). Nie tknął kryształowego kieliszka szampana stojącego przy jego nakryciu. Wina również nie pił. Obok porcelany i srebrnych sztućców spoczywał niewielki termos… wystarczająco wymowny dla każdego, kto wiedział, na co patrzył.
Przez stulecia Delacour nauczył się rzeczy, których istota jego natury nie wymagała, a których wymagało od niego towarzystwo. Nauczył się jeść. Nauczył się pić. Nauczył się przełykać odpowiednio często i w odpowiednim momencie, chociaż sama myśl o tym, ile czasu poświęcił na doskonalenie tak nieistotnej z pozoru czynności, budziła w nim niekiedy rozbawienie.
Magiczna socjeta oczekiwała, że każdy, kto zasiadał z nim przy stole, będzie postępował według tych samych reguł, nawet jeśli natura owego człowieka od dawna przestała być ich częścią, a Gustaw człowiekiem nie był. Co więcej, pojawienie się było kwestią strategii.
Najpierw należało wyczuć teren. Następnie poznać ludzi, którzy mieli zasiąść przy stole. Zobaczyć, kto mówił zbyt wiele, kto słuchał, a kto jedynie udawał, że słuchał. Poznać układ sił, a ponad wszystko — należało się pokazać! (…nazwisko Delacour nie powinno przecież pojawiać się w żadnym miejscu bez odpowiedniej oprawy). W związku z tym, jego uwaga przesuwała się od Anthony’ego do Jonathana, zatrzymywała na krótką chwilę przy Robercie, aby następnie powrócić do centrum rozmowy.
— Sama perspektywa pomyślnego zakończenia negocjacji stanowi dla mnie wystarczający stymulant. Uroki Szwajcarii są powszechnie znane, lecz mój umysł pozostaje skupiony w granicach sali konferencyjnej. Jasno określony cel potrafi uczynić każde miejsce… znośnym — odpowiedział Jonathanowi.
Sam miał zamiar być nieznośny. Odwołanie się zarówno do próżności Bellamonta jako filantropa, jak i do jego paranoi jako urzędnika, wymagała delikatnej równowagi.
— Często to właśnie rozmowy prowadzone pomiędzy oficjalnymi sesjami przesądzają o rezultacie samych sesji — jego spojrzenie powędrowało ku oknu, gdzie własne odbicie nakładało się na pędzącą w ciemności noc. — Mamy argumenty. To, czego potrzebujemy teraz, to precyzyjne wyważenie sposobu, w jaki je przedstawimy, a do tego musimy zrozumieć nie tylko to, co chcą usłyszeć, lecz również to, czego obawiają się usłyszeć. Strach jest z mojego doświadczenia znacznie bardziej niezawodnym motywatorem niż altruizm.
Przez stulecia Delacour nauczył się rzeczy, których istota jego natury nie wymagała, a których wymagało od niego towarzystwo. Nauczył się jeść. Nauczył się pić. Nauczył się przełykać odpowiednio często i w odpowiednim momencie, chociaż sama myśl o tym, ile czasu poświęcił na doskonalenie tak nieistotnej z pozoru czynności, budziła w nim niekiedy rozbawienie.
Magiczna socjeta oczekiwała, że każdy, kto zasiadał z nim przy stole, będzie postępował według tych samych reguł, nawet jeśli natura owego człowieka od dawna przestała być ich częścią, a Gustaw człowiekiem nie był. Co więcej, pojawienie się było kwestią strategii.
Najpierw należało wyczuć teren. Następnie poznać ludzi, którzy mieli zasiąść przy stole. Zobaczyć, kto mówił zbyt wiele, kto słuchał, a kto jedynie udawał, że słuchał. Poznać układ sił, a ponad wszystko — należało się pokazać! (…nazwisko Delacour nie powinno przecież pojawiać się w żadnym miejscu bez odpowiedniej oprawy). W związku z tym, jego uwaga przesuwała się od Anthony’ego do Jonathana, zatrzymywała na krótką chwilę przy Robercie, aby następnie powrócić do centrum rozmowy.
— Sama perspektywa pomyślnego zakończenia negocjacji stanowi dla mnie wystarczający stymulant. Uroki Szwajcarii są powszechnie znane, lecz mój umysł pozostaje skupiony w granicach sali konferencyjnej. Jasno określony cel potrafi uczynić każde miejsce… znośnym — odpowiedział Jonathanowi.
Sam miał zamiar być nieznośny. Odwołanie się zarówno do próżności Bellamonta jako filantropa, jak i do jego paranoi jako urzędnika, wymagała delikatnej równowagi.
— Często to właśnie rozmowy prowadzone pomiędzy oficjalnymi sesjami przesądzają o rezultacie samych sesji — jego spojrzenie powędrowało ku oknu, gdzie własne odbicie nakładało się na pędzącą w ciemności noc. — Mamy argumenty. To, czego potrzebujemy teraz, to precyzyjne wyważenie sposobu, w jaki je przedstawimy, a do tego musimy zrozumieć nie tylko to, co chcą usłyszeć, lecz również to, czego obawiają się usłyszeć. Strach jest z mojego doświadczenia znacznie bardziej niezawodnym motywatorem niż altruizm.
Wiatr kołysze w locie ćmy
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw