25.08.2026, 14:04 ✶
– Świetnie. Wybierz te, które uważasz za najlepsze albo za najciekawsze - powiedział Christopher. Nie był szczególnie zaskoczony: chyba zdałoby się mu raczej dziwne, że będąc spokrewnioną z Rosierami i najwyraźniej potrafiąc szyć Prewettówna nie miałaby niczego takiego. Jakość szycia, dobór kolorów i materiałów, rodzaj ubrań, jakie wybrała, to wszystko mogło sporo powiedzieć. I może nie miało mieć wpływu na to, jakie zajęcia dostanie teraz, ale mogło już wskazywać potencjalną ścieżkę rozwoju… albo sygnalizować, że taka powinna zostać zamknięta.
Obrzucił ją teraz nieco uważniejszym spojrzeniem. Jego nawykiem było w pierwszej kolejności ocenianie tego, co ktoś akurat miał na sobie: bo zdaniem Chrisa sposób ubierania, buty, fryzura, makijaż albo jego brak, sporo mówiły o człowieku, zwłaszcza jeśli miałeś okazję zobaczyć, co na siebie założył przy paru rożnych okazjach. Teraz skupiony był z początku na swoich projektach, więc dopiero gdy znalazł się przy biurku przyjrzał się dalekiej kuzynce.
– Katty załatwi z tobą formalności i tak dalej – rzucił, wymieniając imię swojej asystentki. Oczywiście papierami zajmował się jeszcze ktoś inny, ale Chris nie zamierzał zawracać sobie głowy osobiście żadnymi nudnymi szczegółami, w rodzaju godzin pracy, przedstawienia Electry kobiecie nadzorującej krawcowe, podpisaniem umowy czy uzgodnieniami zarobków. Nie miał na to głowy i przede wszystkim uważał to za straszliwie nużące, a Chris bardzo, ale to bardzo nie lubił się nudzić. – Mam nadzieję – skwitował. Nazwisko Rosier otwierało sporo dróg, ale Electra nie miała też tyle farta, co Chris, w bezpośredniej linii od właścicieli Domu Modu. Oczywiście sam siebie uważał za absolutnego geniusza, ale prawdopodobnie nie zaszedłby tak daleko i tak szybko gdyby nie protekcja krewnych. – Jakieś pytania, Electro? – spytał, przed imieniem robiąc drobną pauzę, gdy próbował sobie przypomnieć, jak ona właściwie ma na imię. Pewnie niekoniecznie świadczyło to o nim najlepiej, ale też nigdy nie był szczególnie blisko akurat z tą gałęzią rodziny.
Obrzucił ją teraz nieco uważniejszym spojrzeniem. Jego nawykiem było w pierwszej kolejności ocenianie tego, co ktoś akurat miał na sobie: bo zdaniem Chrisa sposób ubierania, buty, fryzura, makijaż albo jego brak, sporo mówiły o człowieku, zwłaszcza jeśli miałeś okazję zobaczyć, co na siebie założył przy paru rożnych okazjach. Teraz skupiony był z początku na swoich projektach, więc dopiero gdy znalazł się przy biurku przyjrzał się dalekiej kuzynce.
– Katty załatwi z tobą formalności i tak dalej – rzucił, wymieniając imię swojej asystentki. Oczywiście papierami zajmował się jeszcze ktoś inny, ale Chris nie zamierzał zawracać sobie głowy osobiście żadnymi nudnymi szczegółami, w rodzaju godzin pracy, przedstawienia Electry kobiecie nadzorującej krawcowe, podpisaniem umowy czy uzgodnieniami zarobków. Nie miał na to głowy i przede wszystkim uważał to za straszliwie nużące, a Chris bardzo, ale to bardzo nie lubił się nudzić. – Mam nadzieję – skwitował. Nazwisko Rosier otwierało sporo dróg, ale Electra nie miała też tyle farta, co Chris, w bezpośredniej linii od właścicieli Domu Modu. Oczywiście sam siebie uważał za absolutnego geniusza, ale prawdopodobnie nie zaszedłby tak daleko i tak szybko gdyby nie protekcja krewnych. – Jakieś pytania, Electro? – spytał, przed imieniem robiąc drobną pauzę, gdy próbował sobie przypomnieć, jak ona właściwie ma na imię. Pewnie niekoniecznie świadczyło to o nim najlepiej, ale też nigdy nie był szczególnie blisko akurat z tą gałęzią rodziny.