26.08.2026, 08:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.08.2026, 08:42 przez Émile Mulciber.)
Émilie słyszała nieco o systemie edukacji w Anglii i doprawdy cieszyła się, że było jej dane uczęszczać do Beauxbatons, a nie do Hogwartu. Jakże to szkoła mogła mieć ten durnowaty podział na domy? Na jakiej podstawie uznawano, że jedenastoletnie dziecko miało pewne cechy świadczące o przynależności do danej grupy. A jeden z owych domów ponoć miał sypialnie i salon w lochach. Jak można było trzymać w takim miejscu dzieci, podczas gdy inne miały wygodne miejsca w wieżach? Jej ojciec był wszak wychowankiem Slytherinu i opowiedział jej i bratu, jak mieszkało się w tym ciemnym, mało sympatycznym miejscu. A w Beauxbatons wszyscy byli równi. Mieszkali w dormitoriach obok siebie, a pokoje przydzielano im na zasadzie losowania. No i mieli fakultety, a nie obowiązkowe latanie na miotle. Mogli uczęszczać chociażby na zajęcia artystyczne, o wiele lepsze niż sport pozbawiony ruchu korzystnego dla ciała i niszczący prawidłową postawę.
– Mogę pana nauczyć kilku słówek, jeśli będzie miał pan na to ochotę – uśmiechnęła się lekko, nakładając nogę na nogę. Pozwoliła, by sukienka, niby przypadkowo, łagodnie odsłoniła fragment jej uda, tam gdzie znajdował się pasek od pończoch. To zawsze przykuwało wzrok mężczyzn. To również wiedziała z autopsji.
Flirtowanie było kolejną grą, której zasady tak dobrze znała. Zresztą widziała, że mężczyzna nie miał z tym problemu. Wręcz przeciwnie, on sam starał się przejąć inicjatywę. Był bezpośredni, a i dobrze wyczuwał, co lubiła Émilie. Przepadała za komplementami na temat swej urody, jednak te na temat intelektu stanowiły dla niej największą przyjemność. Nawet przykryły jej policzki łagodnym rumieńcem.
– Bardzo pan miły – uśmiechnęła się, zdając sobie sprawę, że nie znała imienia tego człowieka. To dobrze. Anonimowość była nie tylko bardziej ekscytująca, ale i dla niej o wiele bezpieczniejsza. – A skoro zaproszono pana na konferencję, również i mądry. Ja zaś nie uczestniczyłam w całej dotychczasowej konferencji, ale udało mi się wysłuchać kilku wykładów.
Nie martwiła się, że mężczyzna jakoś ją potem odnajdzie. Na konferencji pojawiała się pod swoją typową, męską postacią.
– Mieszka pan obecnie w Hôtel Royal? – spytała. Wiedziała, że jej matka ulokowała tam większość delegatów spoza okolic Paryża.
– Mogę pana nauczyć kilku słówek, jeśli będzie miał pan na to ochotę – uśmiechnęła się lekko, nakładając nogę na nogę. Pozwoliła, by sukienka, niby przypadkowo, łagodnie odsłoniła fragment jej uda, tam gdzie znajdował się pasek od pończoch. To zawsze przykuwało wzrok mężczyzn. To również wiedziała z autopsji.
Flirtowanie było kolejną grą, której zasady tak dobrze znała. Zresztą widziała, że mężczyzna nie miał z tym problemu. Wręcz przeciwnie, on sam starał się przejąć inicjatywę. Był bezpośredni, a i dobrze wyczuwał, co lubiła Émilie. Przepadała za komplementami na temat swej urody, jednak te na temat intelektu stanowiły dla niej największą przyjemność. Nawet przykryły jej policzki łagodnym rumieńcem.
– Bardzo pan miły – uśmiechnęła się, zdając sobie sprawę, że nie znała imienia tego człowieka. To dobrze. Anonimowość była nie tylko bardziej ekscytująca, ale i dla niej o wiele bezpieczniejsza. – A skoro zaproszono pana na konferencję, również i mądry. Ja zaś nie uczestniczyłam w całej dotychczasowej konferencji, ale udało mi się wysłuchać kilku wykładów.
Nie martwiła się, że mężczyzna jakoś ją potem odnajdzie. Na konferencji pojawiała się pod swoją typową, męską postacią.
– Mieszka pan obecnie w Hôtel Royal? – spytała. Wiedziała, że jej matka ulokowała tam większość delegatów spoza okolic Paryża.
Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.