19.03.2023, 01:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.03.2023, 00:29 przez Theodore Lovegood.)
Kiwnął głową z pewnością siebie i przekonaniem, jakby Charlie pytał go o to, czy dwa plus dwa to cztery.
- No, ten-tego i tak dalej. Aż z żadną inną nie przyszedłem dziś świętować, choć oczywiście miałem na to okazje – powiedział z jakiegoś powodu gestykulując w stronę trzymanego kusego stroju brygadzistki. Relacja z Heather była jeszcze bardzo świeża, nie miał jeszcze czasu jej przetrawić, a w dodatku z powodu wyjaśnień chłopaków, które tak naprawdę nic nie wyjaśniały, nie był pewien, na czym stoi. Był jednak przekonany, że jest nią zainteresowany. Przy kolejnym spotkaniu będzie musiał z nią pogadać o Julienie i Cameronie.
Innych „okazji” oczywiście żadnych nie było, co jednak nie było łatwo wyczuć po płynnym tonie głosu Lovegooda.
- Niech to – wyrzucił z siebie głośno, obrócił się na pięcie, jakby szukał wokół siebie dobrego celu do wyładowania emocji, a na koniec uderzył pięścią w swoją otwartą dłoń. Nie był zły na Juliena, a na sytuację i przeklęty zbieg okoliczności, przez który jego idealne kłamstwo wyszło na jaw. Westchnął głośno i spojrzał na chłopaków jak szczeniak, który został przyłapany na nieprawidłowym zachowaniu.
- To nie przejdzie. Przedstawiłem jej już swoją wersję, według której byłem tam sam i własnoręcznie pokonałem bestię. Chyba będę musiał powiedzieć jej… prawdę – ostatnie słowo powiedział tak, jakby to była najokropniejsza rzecz na świecie.
- To może dowiedz się, gdzie ta uzdrowicielka mieszka, zakradnij się tam w nocy z gitarą i zacznij śpiewać miłosne serenady pod jej oknem – zaproponował z uśmiechem kolejne rozwiązanie. Może nie było ono subtelne, miał tego świadomość, ale był przekonany, że byłoby skuteczne!
- Oczywiście, że nie. Jesteś pierwszym – odparł zastanawiając się, co się stało, że chłopak nagle zaczął się jąkać. Nie znając go dobrze, nie znalazł w głowie sensownej odpowiedzi, więc wzruszył ramionami i poszedł za Lupinem aż do straganu z biżuterią, a następnie spojrzał na jego pierścionek i efekt, jaki przyniósł właścicielowi.
- Mam złe wspomnienia z osobami, które zamieniają się w ryby – zaśmiał się i wylosował pierścień dla siebie. Założył go bez zastanowienia, a następnie, gdy się rozejrzał, chcąc się pochwalić, zorientował się, że jakimś trafem stracił z oczu swoich towarzyszy. Chwilę się posmucił, a następnie udał w stronę pali.
!losowanie pierścionka
- No, ten-tego i tak dalej. Aż z żadną inną nie przyszedłem dziś świętować, choć oczywiście miałem na to okazje – powiedział z jakiegoś powodu gestykulując w stronę trzymanego kusego stroju brygadzistki. Relacja z Heather była jeszcze bardzo świeża, nie miał jeszcze czasu jej przetrawić, a w dodatku z powodu wyjaśnień chłopaków, które tak naprawdę nic nie wyjaśniały, nie był pewien, na czym stoi. Był jednak przekonany, że jest nią zainteresowany. Przy kolejnym spotkaniu będzie musiał z nią pogadać o Julienie i Cameronie.
Innych „okazji” oczywiście żadnych nie było, co jednak nie było łatwo wyczuć po płynnym tonie głosu Lovegooda.
- Niech to – wyrzucił z siebie głośno, obrócił się na pięcie, jakby szukał wokół siebie dobrego celu do wyładowania emocji, a na koniec uderzył pięścią w swoją otwartą dłoń. Nie był zły na Juliena, a na sytuację i przeklęty zbieg okoliczności, przez który jego idealne kłamstwo wyszło na jaw. Westchnął głośno i spojrzał na chłopaków jak szczeniak, który został przyłapany na nieprawidłowym zachowaniu.
- To nie przejdzie. Przedstawiłem jej już swoją wersję, według której byłem tam sam i własnoręcznie pokonałem bestię. Chyba będę musiał powiedzieć jej… prawdę – ostatnie słowo powiedział tak, jakby to była najokropniejsza rzecz na świecie.
- To może dowiedz się, gdzie ta uzdrowicielka mieszka, zakradnij się tam w nocy z gitarą i zacznij śpiewać miłosne serenady pod jej oknem – zaproponował z uśmiechem kolejne rozwiązanie. Może nie było ono subtelne, miał tego świadomość, ale był przekonany, że byłoby skuteczne!
- Oczywiście, że nie. Jesteś pierwszym – odparł zastanawiając się, co się stało, że chłopak nagle zaczął się jąkać. Nie znając go dobrze, nie znalazł w głowie sensownej odpowiedzi, więc wzruszył ramionami i poszedł za Lupinem aż do straganu z biżuterią, a następnie spojrzał na jego pierścionek i efekt, jaki przyniósł właścicielowi.
- Mam złe wspomnienia z osobami, które zamieniają się w ryby – zaśmiał się i wylosował pierścień dla siebie. Założył go bez zastanowienia, a następnie, gdy się rozejrzał, chcąc się pochwalić, zorientował się, że jakimś trafem stracił z oczu swoich towarzyszy. Chwilę się posmucił, a następnie udał w stronę pali.
!losowanie pierścionka
Postać opuszcza sesję