29.08.2026, 16:26 ✶
Mokre włosy przykleiły mi się do policzków, a z końców mojego jesiennego płaszcza kapała woda, zostawiając na podłodze w korytarzu wcale nie tak subtelne i niewielkie ślady panującej na zewnątrz aury pogodowej, których z całą pewnością nie powinnam była wnosić do czyjegoś mieszkania. Nie to, żebym to planowała - naprawdę starałam się przygotować na wszelkie możliwe okoliczności, wiedziona ostatnimi doświadczeniami, jednak i tak dałam się czemuś zaskoczyć - ostatecznie dotarłam pod drzwi koleżanki w stanie, który zapewne nie najlepiej świadczył o moich zdolnościach organizacyjnych, ale za to doskonale pokazywał, jak bardzo zależało mi na tym, żeby wyciągnąć ją z mieszkania. Wystarczyło zresztą, że Prue otworzyła drzwi, aby cała moja uwaga natychmiast skupiła się na niej.
- Cześć! Miło cię widzieć! - Uśmiechnęłam się szeroko, choć przez chwilę nie byłam pewna, czy powinnam była ją najpierw przeprosić za to, że tak długo się dobijałam. Była blada, wyraźnie bledsza niż zapamiętałam, pod oczami nadal dostrzegałam ślady zmęczenia mimo tego, że najwyraźniej zrobiła wszystko, żeby je ukryć. Zastanawiałam się przez chwilę, czy powinnam coś powiedzieć, lecz ostatecznie tylko lekko zmarszczyłam brwi - nie chciałam od razu pytać, co się stało, zwłaszcza że od pewnego czasu sama nie odzywałam się do niej tak często, jak powinnam, jednak nie umknęło mi, że coś było nie w porządku. Wiedziałam, że czasem człowiek nie potrzebował pytań, tylko obecności drugiej osoby i czegoś, co pozwalało mu chociaż na chwilę oderwać myśli od tego, co siedziało w jego głowie.
- Parasolek? - Powtórzyłam, spoglądając najpierw na nią, potem na własny przemoczony rękaw. Wychodząc z domu żadnej ze sobą nie zabrałam, co prawda miałam rano jedną przy sobie, ale wiatr uznał, że potrzebował jej bardziej ode mnie, więc teraz prawdopodobnie znajdowała się gdzieś po drugiej stronie miasta albo w zupełnie innym hrabstwie. - Tak, tak, warto. Tylko ja swojej już nie mam, ale znajdziesz jakąś zapasową, prawda, proszę? Zawsze masz mnóstwo przydatnych rzeczy… Jeśli mam wrócić później w takim stanie, w jakim tutaj przyszłam, matka powie mi, że wyglądam jak topielec wyłowiony z Tamizy, znasz ją, zaw–… - Zatrzymałam się dopiero wtedy, gdy uświadomiłam sobie, że zaczęłam mówić zdecydowanie szybciej niż zwykle, więc urwałam, odchrząknęłam i poprawiłam mokry kosmyk włosów przyklejony do policzka. - No, nieważne. Miło będzie się trochę osuszyć przed dalszą drogą, bo jeszcze mnie wezmą za ghoulkę, a nie po to się tyle szykowałam. - Oznajmiłam, kiwnąwszy głową.
Dopiero kiedy uchyliła drzwi szerzej, wyciągnęłam przed siebie torbę, zamierzając dodać coś więcej o przyniesionym przeze mnie alkoholu, którym mogłybyśmy się uraczyć przez tę chwilę przed ponownym wyjściem, ale wtedy…
Usłyszałam stłumione „miau” dobiegające z wnętrza mieszkania - tak, to na pewno było „miau”, nie wydawało mi się - zmarszczyłam brwi i dyskretnie zajrzałam do środka, próbując ustalić, skąd dokładnie dochodził ten dźwięk. Przez moment pomyślałam nawet, że może gdzieś w pobliżu siedział jakiś kot sąsiadów, który postanowił urządzić sobie wieczorną wycieczkę, lecz kolejne miauknięcie rozwiało moje wątpliwości, gdyż zdecydowanie dotarło z głębi pomieszczenia.
- Co to było? - Zapytałam, chociaż odpowiedź wydawała się dość oczywista, zwłaszcza że po chwili usłyszałam następne miauknięcie, tym razem jeszcze bardziej stanowcze. Zdziwienie, jakie mnie ogarnęło, musiało być przy tym wyjątkowo dostrzegalne, ponieważ przez moment zupełnie zapomniałam o winie w torbie, wiecu, parasolkach, deszczu i wszystkim innym, i zakołysałam się na obcasach botków, jakbym miała zaraz paść twarzą do przodu. - Czy… Ty masz kota? - Wyrzuciłam z siebie w końcu, moje oczy niemal natychmiast rozbłysły zainteresowaniem a starannie wyregulowane brwi powędrowały znacznie wyżej niż na początku. Zrobiłam krok do środka, zupełnie zapominając o tym, że przed chwilą miałam tylko szybko się osuszyć. - Prue, ty masz kota i nic mi o tym nie powiedziałaś? - Nie czekałam nawet na odpowiedź, ponieważ w momencie, w którym kolejne „miau” dobiegło z głębi mieszkania, od razu skierowałam tam wzrok, próbując wypatrzyć nowego lokatora. Przesunęłam spojrzeniem po wnętrzu, szukając zwierzęcia, lecz ono najwyraźniej doskonale wiedziało, że właśnie zdobyło moją uwagę i nie zamierzało ułatwiać mi zadania.
- Cześć! Miło cię widzieć! - Uśmiechnęłam się szeroko, choć przez chwilę nie byłam pewna, czy powinnam była ją najpierw przeprosić za to, że tak długo się dobijałam. Była blada, wyraźnie bledsza niż zapamiętałam, pod oczami nadal dostrzegałam ślady zmęczenia mimo tego, że najwyraźniej zrobiła wszystko, żeby je ukryć. Zastanawiałam się przez chwilę, czy powinnam coś powiedzieć, lecz ostatecznie tylko lekko zmarszczyłam brwi - nie chciałam od razu pytać, co się stało, zwłaszcza że od pewnego czasu sama nie odzywałam się do niej tak często, jak powinnam, jednak nie umknęło mi, że coś było nie w porządku. Wiedziałam, że czasem człowiek nie potrzebował pytań, tylko obecności drugiej osoby i czegoś, co pozwalało mu chociaż na chwilę oderwać myśli od tego, co siedziało w jego głowie.
- Parasolek? - Powtórzyłam, spoglądając najpierw na nią, potem na własny przemoczony rękaw. Wychodząc z domu żadnej ze sobą nie zabrałam, co prawda miałam rano jedną przy sobie, ale wiatr uznał, że potrzebował jej bardziej ode mnie, więc teraz prawdopodobnie znajdowała się gdzieś po drugiej stronie miasta albo w zupełnie innym hrabstwie. - Tak, tak, warto. Tylko ja swojej już nie mam, ale znajdziesz jakąś zapasową, prawda, proszę? Zawsze masz mnóstwo przydatnych rzeczy… Jeśli mam wrócić później w takim stanie, w jakim tutaj przyszłam, matka powie mi, że wyglądam jak topielec wyłowiony z Tamizy, znasz ją, zaw–… - Zatrzymałam się dopiero wtedy, gdy uświadomiłam sobie, że zaczęłam mówić zdecydowanie szybciej niż zwykle, więc urwałam, odchrząknęłam i poprawiłam mokry kosmyk włosów przyklejony do policzka. - No, nieważne. Miło będzie się trochę osuszyć przed dalszą drogą, bo jeszcze mnie wezmą za ghoulkę, a nie po to się tyle szykowałam. - Oznajmiłam, kiwnąwszy głową.
Dopiero kiedy uchyliła drzwi szerzej, wyciągnęłam przed siebie torbę, zamierzając dodać coś więcej o przyniesionym przeze mnie alkoholu, którym mogłybyśmy się uraczyć przez tę chwilę przed ponownym wyjściem, ale wtedy…
Usłyszałam stłumione „miau” dobiegające z wnętrza mieszkania - tak, to na pewno było „miau”, nie wydawało mi się - zmarszczyłam brwi i dyskretnie zajrzałam do środka, próbując ustalić, skąd dokładnie dochodził ten dźwięk. Przez moment pomyślałam nawet, że może gdzieś w pobliżu siedział jakiś kot sąsiadów, który postanowił urządzić sobie wieczorną wycieczkę, lecz kolejne miauknięcie rozwiało moje wątpliwości, gdyż zdecydowanie dotarło z głębi pomieszczenia.
- Co to było? - Zapytałam, chociaż odpowiedź wydawała się dość oczywista, zwłaszcza że po chwili usłyszałam następne miauknięcie, tym razem jeszcze bardziej stanowcze. Zdziwienie, jakie mnie ogarnęło, musiało być przy tym wyjątkowo dostrzegalne, ponieważ przez moment zupełnie zapomniałam o winie w torbie, wiecu, parasolkach, deszczu i wszystkim innym, i zakołysałam się na obcasach botków, jakbym miała zaraz paść twarzą do przodu. - Czy… Ty masz kota? - Wyrzuciłam z siebie w końcu, moje oczy niemal natychmiast rozbłysły zainteresowaniem a starannie wyregulowane brwi powędrowały znacznie wyżej niż na początku. Zrobiłam krok do środka, zupełnie zapominając o tym, że przed chwilą miałam tylko szybko się osuszyć. - Prue, ty masz kota i nic mi o tym nie powiedziałaś? - Nie czekałam nawet na odpowiedź, ponieważ w momencie, w którym kolejne „miau” dobiegło z głębi mieszkania, od razu skierowałam tam wzrok, próbując wypatrzyć nowego lokatora. Przesunęłam spojrzeniem po wnętrzu, szukając zwierzęcia, lecz ono najwyraźniej doskonale wiedziało, że właśnie zdobyło moją uwagę i nie zamierzało ułatwiać mi zadania.