Rozumiał ból Avery związany z urodzinami obchodzonymi nie w swoim terminie. Musiała przecież kiedyś te urodziny mieć. Chociaż obchodzenie ich oficjalnie co 4 lata, musiało być niezłym przeżyciem.
Przemilczał dalsze wywody Stelli dotyczące wróżbiarstwa. Z każdym łykiem było mu coraz trudniej trzymać język za zębami, a nie chciał psuć klimatu wieczoru.
- Raczej nie. Przecież z jakąś inną panną bym nie poszedł tak o do lasu - odpowiedział na słowa dziewczyny dotyczące Lithy - Jeszcze bym się nudził i co by wtedy było? - zapytał.
- W sumie tak ale też nie… - po części zgodził się odnośnie herbatników i ciastek owsianych - To tylko ciastka… Nie ma co się rozwodzić nad nimi… - odparł. I w zasadzie miał rację. To na pewno jest jest najciekawszy temat do rozpatrywania.
Przyszedł czas na odpowiedzi. Stanley wziął tylko łyk winka, a następnie założył sobie ręce na klatce piersiowej i zaczął się przysłuchiwać.
- O proszę - odpowiedział na wiadomość o siostrze - Też taka ładna czy tylko Ty? - zapytał bez żadnego zająknięcia ani grymasu na twarzy. Czyżby alkohol już działał?
- To będziesz miała pełno malowania - pokiwał z uznaniem. Sztuki może i nie rozumiał. Rozumiał za to ile tych dzieł trzeba naskrobać, aby wypełnić jeden pokój. A co dopiero całą galerię sztuki. Chociaż tutaj Stella wspominała o galeriach sztuki. Liczbie mnogiej - Przecież Ci ręka odpadnie - odparł. Jak ona miała być radę to zrobić ze swoimi drobnymi rączkami? - Mogę dać Ci trochę raportów do pisania to ręce się przyzwyczają - zaoferował. Może wtedy te sprawozdania by jakoś wyglądały, a nie naskrobane jak kura pazurem.
Kiedy panna Avery odpowiedziała na ostatnie pytanie, pochylił się do przodu i oparł głowę o swoje skrzyżowane palce. Skrzywił się mocno jak usłyszał o hodowaniu sióstr. Ewidentnie mu się to nie spodobało. Jednak nie odważył się na komentarz do tej części - No bo de facto przestały istnieć… Pierwsze słyszę o czymś takim… - przyznał. Dla niego jako zwykłego czarodzieja było niedopomyślenia, aby takie rzeczy miały miejsce - Nie myślałaś aby… Nie wiem uciec z tego? Wyrwać się z tego błędnego koła? Żeby coś zrobić aby to wszystko zakończyć? - oburzył się - Przecież traktują Cię jak zwierzę - odchylił się do tyłu i rozłożył ręce w geście niezadowolenia - To już nawet Anne nie jest taka zaborcza w porównaniu do tego co słyszę - dodał. Jakby przyrównać matkę Stanley z rodzicami Stelli, to wychodziło z tego wszystko, że to jednak pani Borgin była tą lepszą osobą.
Tak się zasłuchał w to co Avery ma mu do przekazania, że aż nie zauważył kiedy opróżnił ponad połowę kubka. Dobrze się popijało winko do takich opowieści.
Poprawił się na krześle aby być w jak najlepszej gotowości do odpowiedzenia na swoje pytania. Nie spodziewał się jednak, że już pierwsze z nich wybije go z rytmu. A to dopiero miało być najłatwiejsze pytanie.
- Umm… - wymamrotał z zasłoniętych ręką ust. Nie wiedział co ma odpowiedzieć na to pytanie. Nie miał za dużo szczęśliwych momentów w życiu. Nigdy też się nie zastanawiał, który z tej bardzo małej listy uważa za swój najlepszy dzień. Można było bez trudu zauważyć zakłopotanie na twarzy Stanleya - Nie wiem w sumie… - podniósł kubek aby się napić - Za dużo to ich nie było… - zaśmiał się nerwowo odstawiając kubek - A żem się sam na minę wpierdolił proponując tę grę… - zacisnął pięść aby dłoń przestała mu drżeć - Chyba… Chyba… Jak mi wybaczyłaś… - przygryzł wargę i odwrócił się w stronę barmana, aby szybko zmienić temat - Chcesz jeszcze jeden? Na pewno - zapytał Stellę ale odpowiedział sobie sam. Uniósł dwa palce do góry dając znak właścicielowi, że potrzebują kolejnej dolewki za chwilę.
Zacisnął, a następnie rozluźnił pięść słysząc kolejne pytanie - Ty to lubisz zadawać ciężkie pytanie, nie? - upewnił się, że tak było - Chyba samotności. Boję się zostać sam jak palec na tym świecie - rozpoczął swój wywód, a następnie zaczął się bawić kubkiem - Gdzie nie mam dla kogo żyć, a moja dalsza egzystencja sprowadza się po prostu do tego, że mija mi dzień za dniem. Bez żadnego większego ładu lub składu. Tak po prostu, czas sobie leci, a ja jestem zakładnikiem własnej bezradności… - skończył mówić i ciężko westchnął.
Stanley potrzebował chwilę odpocząć przed kolejnym pytaniem. Na całe szczęście barman miał świetne wyczucie czasie i pojawił się po tym jak on zakończył mówić. Postawił obok dwa nowe kubki, a następnie obrócił się na pięcie i wrócił za swoją lade.
- No tak… Spodziewałem się tego… Nie wiedział tylko kiedy… - przyznał kiedy usłyszał ostatnie pytanie. Uciekł wzrokiem niemal od razu na bok. Podrapał się po szyi, a następnie zaczął miętosić palce u dłoni. Oczy mu się lekko przeszkliły - Chwilka… - poprosił lekko podłamany głosem. Wziął solidnego łyka gorącego wina. Nie zważał, że parzy go w gardło czy język. Potrzebował po prostu teraz trochę procentów - Bo go nie ma - powiedział, spoglądając na Stellę i wzruszając ramionami - Nigdy go nie było. Nie znam go - zaczął tłumaczyć. Nie używał określenia tata tylko go - Nawet nie wiem czy on żyje w ogóle i czy kiedykolwiek go spotkam - przetarł nos - Próbowałem go szukać… Ale nic… Matka też mi nic nie mówiła o nim… Nie chce abym go odnalazł… - schował oczy w dłoni, a następnie przejechał palcami pod nimi, aby ściągnąć kilka łez.
Siorbnął nosem kilka razy - Raz, dwa, raz, dwa - powiedział pod nosem. Wziął kilka głębszych wdechów i wydechów - Już w porządku. Prawda to kurwa - stwierdził lekko roześmianym głosem.
- No to tak… Kiedyś wspomniałaś, że dobrze, że nie zniknąłem i że masz nadzieję, że nigdy nie zniknę… - wziął łyk wina. Lekko go to uspokoiło - Rozwiń tę myśl - zaproponował.
- Każdej mniej lub bardziej Tobie znanej sobie osobie byś udawała drugą połówkę przed jego matką? - zapytał spoglądając na nią.
- A trzecie… - zastanowił się przez chwilę - Nie boisz się utraty sławy? Wiesz. Ludzie tam wyżej… W hierarchii… Czasem się potykają i spadają na samo dno… - poprawił wąsa, a następnie zaczął się przysłuchiwać.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972