Zawsze jak słyszał o tym, że ktoś spędził swoje dzieciństwo w Dolinie Godryka, myślał o jakichś wiejskich rozrywkach pod tytułem ganianie się po sadach, wożenie taczkami, albo uciekanie przed gęsiami. Babcia zabierająca na herbatki wywołała podobne skojarzenia, bo przypomniało mu, że przecież Abbottowie mieli swoje sady właśnie we wspomnianym wcześniej miasteczku. Wyobrażał więc sobie małą Victorię, która owszem, na herbatkę została zabrana, ale bardzo szybko robiła jakąś przebieżkę pomiędzy wszystkimi donicami i rzędami owocowych drzew, właściwe czynności herbatkowe pozostawiając starszym kobietom. Zawsze jednak, była to jakaś znajomość - stare baby, znaczy babcie, miały to do siebie, ze bardzo chętnie rozwodziły się nad niesamowitym procesem dorastania, który przydarzał się małym dzieciom. Jakby za każdym razem się dziwiły, że przez dwadzieścia lat życia, ktoś faktycznie urósł, a nie pozostał zasmarkanym krasnalem na wieczność.
Słuchał jej, wbrew pozorom nie jednym uchem, chociaż spojrzeniem dryfował od ściany do ściany, przyglądając się wystrojowi wnętrz. Kiwał przy tym lekko głową, na kolejne spływające ku niemu informacje.
— To wszystko wygląda jak jedna wielka szklarnia… — zauważył mimochodem, bo całość wydawała się w nadmierny wręcz sposób przeszklona. Domyślał się, że chodziło o to, by wpadało tu jak najwięcej naturalnego światła (w końcu kwiatki w domu zawsze stały przy oknie). — Ale jasne, chodźmy do największej szklarni. W sumie im miejsce będzie bardziej uczęszczane tym większa szansa dla nas, że kogoś złapiemy — pokiwał głową znowu, ruszając razem z nią we wskazanym kierunku. — W sumie jakiś czas temu było coś słychać o Abbottach, co nie? A może mi się wydaje? W sensie było coś z jakimiś jabłoniami? Coś im szalało w sadach? Przeleciało mi koło ucha odnośnie Doliny Godryka, bo parę osób okrzyknięto bohaterami, czy coś takiego. Słyszałaś o tym coś wiecej?