Miała wrażenie, że jej koleżanka jest przemoknięta do ostatniej suchej nitki, a to nie wróżyło niczego dobrego. Jesień już rozgościła się na dobre, na zewnątrz nie padał więc letni, przyjemny deszczyk, który niósł przyjemny chłód. Ten za oknem mógł być odpowiedzialny za typowe, jesienne przeziębienie, a zdecydowanie wolałaby, aby jej koleżanka nie rozchorowała się już na samym rozpoczęciu sezonu.
- Cześć, cześć. Ciebie też dobrze widzieć. - Nie przywitała się wcześniej, była nieco oderwana od rzeczywistości, miała nadzieję, że Cressida nie odbierze tego jako nietaktu, nie powinna, nie należała do tych osób, którym łatwo przychodziło ocenianie innych, nie bez powodu była jedną z nielicznych koleżanek Prue.
- Tak, parasolek, wyglądasz jakbyś jakiejś potrzebowała. - Pogoda nie była dzisiaj szczególnie łaskawa, warto było więc zaopatrzyć się w parasolki, które mogły chociaż przez chwilę pomóc im uniknąć deszczu. Czekał je krótkich spacer, mimo wszystko warto jednak było dbać o takie szczegóły, niby nie były z cukru, jednak wolała jak zawsze zapobiegać, a nie martwić się później swoim stanem zdrowia, zwłaszcza, że był to bardzo pracowity czas.
- Już nie masz? Czyli została przejęta przez złe siły? - Sugerowały to słowa, które wypowiedziała. - Tak, na pewno znajdę jakąś dla Ciebie, nie musisz się tym martwić. - Prue była całkiem nieźle zaopatrzona jeśli chodzi o przedmioty pierwszej potrzeby, a jedną z takich były parasolki w deszczowym Londynie.
- Tak, tak, zrobimy wszystko, żeby nie miała się do Ciebie o co przyczepić. - Nie byłaby dobrą koleżanką, gdyby dokładała matce Cressidy powodu do tego, aby zaczynała kolejny wywód, kobieta była być może miła, ale potrafiła być okropnie męcząca, kiedy było to zupełnie niepotrzebne.
- Coś Ty, nikt nie weźmie Cię za gholukę, wyglądasz pięknie, to, że odrobinę zmokłaś tego nie zmienia. - Dodała jeszcze, widać było, że koleżanka spędziła dzisiaj przed lustrem sporo czasu i deszcz nie miał tego zmienić, być może odrobinę rozmazał jej makijaż, ale zaraz się tym zajmą.
W mieszkaniu rozległo się głośne miauknięcie, oczywiście nie umknęło ono uszom Cressidy. - Nie podoba mu się, że wychodzę. - Nie wydawało jej się, że musiała odpowiadać na pytanie Co to było, należało raczej do tych retorycznych, ten dźwięk można było przypisać bardzo konkretnemu stworzeniu.
- Tak, mam kota. - Odpowiedziała w końcu. Został z nią po tym, jak jej tymczasowy, już były chłopak przyniósł go do jej mieszkania, później sam je opuścił, chociaż tyle po nim zostało.
- To całkiem świeża sprawa, mam go ledwie od kilku dni, nie miałam kiedy Ci o tym wspomnieć, musisz mi wybaczyć. - Miała nadzieję, że koleżanka nie będzie rozczarowana tym, że nie zdążyła jej przekazać tej informacji. - To jest kot, a to Cressida, poznajcie się. - Przesunęła się na bok, aby czarny kocur mógł wyłonić się zza jednej z szafek, dosyć nieśmiało ruszył się do przodu, bardzo uważnie obserwował nieznajomą, nie był duszą towarzystwa, ale widać było, że zainteresowało go to, że ktoś obcy znalazł się w mieszkaniu. - Kot jeszcze nie ma imienia. - Dodała, żeby nie było, to mogło świadczyć również o tym, że był całkiem nowym elementem tego mieszkania.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control