Pogoda dzisiaj zdecydowanie nie była sprzymierzeńcem osób, które musiały załatwić coś wymagającego wyściubienie nosa na zewnątrz. Deszcz padał niemalże od rana, z początku mżył, później było tylko gorzej. Nie wątpiła w to, że Cressida na pewno przygotowała się odpowiednio do spaceru, który ją czekał, pogoda jednak potrafiła być dużo bardziej upierdliwa niż można się po niej tego było spodziewać, z tymi londyńskimi deszczami mało kto mógł sobie poradzić, nawet najlepsi miewali z tym problem.
- Na tę potrzebę akurat jestem w stanie coś zaradzić, posiadam sporą kolekcję parasolek, jakoś zawsze jak trafi się jakaś ładna nie potrafię powstrzymać się przed kupnem. - Miała pokaźną kolekcję w szafie w przedpokoju, bo wychodziła z założenie, że jest to rzecz, która zawsze może się przydać - nawet jeśli miała ich powyżej dziesięciu, nie należały bowiem do najbardziej trwałych przedmiotów, wiatr potrafił zakończyć ich żywot w kilka sekund.
- Rozumiem Twoje podejście, czasem nadchodzi taki moment, że nie pozostaje nic innego, jak pogodzenie się ze swoim losem. - Bez względu na to, czy chodziło o deszcz, czy inne sprawy, niekiedy nie dało się już nic zrobić, aby polepszyć swoją sytuację i wypadało jedynie zacisnąć zęby i iść dalej.
- Nie przeszłoby mi przez myśl, aby uznać Cię za nierozsądną, po prostu to nie jest Twój dzień, ale go odratujemy. - Dodała z delikatnym uśmiechem, bo przecież Cressida wspomniała o tym, że była przygotowana na deszcz, po prostu jej parasolka nie poradziła sobie z pogodą, a to było coś zupełnie innego.
- Zawsze wyglądasz na rozsądną, a jeśli ktoś Ci wmawia jakieś głupoty, to się nimi nie przejmuj. - Dodała jeszcze, bo czuła, że coś takiego może się jej przydać.
- Podeszłaś do tego bardzo odpowiedzialnie, po prostu wszechświat miał inny pomysł na ten dzień. Nie skupiaj się na jej gadaniu, będzie Ci lżej. - Wiedziała, że matka Cressidy bywała bardzo intensywna, niby chciała dobrze, ale to całe jej gadanie potrafiło sprawiać przykrość, nawet jeśli wydawało jej się, że robi to w dobrej wierze.
- Nie spałam dzisiaj najlepiej. - Tak właściwie, to nie zmrużyła oka od kilku dni, ale nie chciała zbytnio wgłębiać w ten temat, no i nie chciała martwić przyjaciółki. Jakoś sobie sama poradzi z tym wszystkim, co aktualnie ją trapiło - zawsze przecież sobie radziła, tym razem nie mogło być inaczej, prawda?
- Jakoś nie było okazji, aby o nim wspomnieć. - Wyjaśniła jeszcze, bo zwierzak znajdował się tutaj ledwie kilka dni, nie widziały się od momentu, gdy trafił do jej domu, a nie sądziła, że było to coś o czym powinna wspominać w liście. - Wszystko? - Nieco zmrużyła oczy, zawiesiła swoje spojrzenie na ścianie, która znajdowała się za przyjaciółką. Uderzyły w nią obrazy wspomnień, było ich bardzo wiele, ale wszystkie dotyczyły ostatnich tygodni. Pożary, to jak udało jej się jakimś cudem je przetrwać, później Exmoor, wieczory spędzone w lesie, czy nad jeziorem, ślub w Walii, aż w końcu dni i noce w jej mieszkaniu. Mrugnęła, odetchnęła głęboko, starała się nie dać po sobie poznać, że odpłynęła, chociaż nie było to wcale takie proste.
Kocur niepewnym krokiem zbliżył się do Cressidy, otarł się o jej nogę i zamruczał, najwyraźniej mówienie do zwierzęcia wystarczyło, aby wzbudzić w nim zaufanie. Być może kobieta miała w sobie coś takiego… co powodowało, że jej się nie bał. Otaczała ją naprawdę przyjemna aura i zwierzak na pewno to wyczuł. Mruknął głośno, gdy spytała o to, czy wie, że jest śliczniutki, oczywiście, że wiedział, doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control