31.08.2026, 17:01 ✶
Początek jesieni siedemdziesiątego drugiego najwyraźniej postanowił urządzić sobie tego dnia prywatną krucjatę przeciwko wszystkim ludziom, którzy mieli jakiekolwiek plany poza siedzeniem pod kocem, ale od czego miało się doskonale przygotowanych przyjaciół. Uśmiechnęłam się szeroko, wyraźnie zachwycona perspektywą posiadania przez nią wielu różnorodnych opcji ochrony przed deszczem, naprawdę nie zamierzałam lekceważyć pogody, szczególnie po tym, jak właśnie pokazała mi, co potrafiła zrobić z moim wyglądem w ciągu kilku minut, zdecydowanie wolałam nie testować tych możliwości po raz drugi.
- Dobrze, skoro tak mówisz, uznam ten wieczór za oficjalnie uratowany. - Posłałam jej ciepły uśmiech, zupełnie nie wziąwszy pod uwagę tego, co mogło się wydarzyć poza tym korytarzem, bądź też mieszkaniem koleżanki, ponieważ wolałam nie rozpatrywać przyszłości w ponurych barwach, nigdy nie byłam czarnowidzem i nie miałam nim zostać nawet po wszystkich ostatnich wydarzeniach. Rzeczywistość i bez tego była dostatecznie szara. - I zapamiętam, bądź pewna, że nie jestem nierozsądna. Możesz mi to przypomnieć, kiedy następnym razem będę próbowała zrobić coś… Hm– No–tentego. - Nie miałam najmniejszych wątpliwości, że taka okazja prędzej czy później miała się pojawić, może niekoniecznie dzisiaj, lecz kto to wiedział… W mojej głowie wszystko nadal układało się w całkiem przyjemny plan - najpierw wino i parasolka, potem spacer, później „Dziupla” i wreszcie wiec - samo ponowne wyjście na zewnątrz w taką pogodę nie mogło mi mniej przeszkadzać, skoro Prue była gotowa uratować mnie przed kolejną falą ulewy.
- To brzmi tak, jakbyś naprawdę potrzebowała porządnie odpocząć. - Podeszłam odrobinę bliżej, nie chciałam jej osaczać, lecz przy okazji przyjrzałam się jej uważniej - bladość nie zniknęła, przeciwnie, teraz jeszcze wyraźniej widziałam cienie, które próbowała ukryć - sama nie byłam pewna, ile prawdy kryło się za tym krótkim wyjaśnieniem, lecz coś mi podpowiadało, że „nie spałam najlepiej” mogło oznaczać znacznie więcej niż jedną gorszą noc. Przez chwilę bawiłam się paskiem swojej torby, zastanawiając się, jak powiedzieć to, co przyszło mi na myśl, tak, żeby nie zabrzmiało przesadnie poważnie. - Tylko dzisiaj? - Zapytałam ostrożnie, nie znałam powodu jej zmęczenia ani bladości, ale zdecydowanie nie zamierzałam całkowicie zignorować tego, co widziałam, gdyż zawsze zależało mi na tym, żeby zdawała sobie sprawę z tego, że nie musiała udawać przede mną, iż „wszystko było w porządku” - zwłaszcza wtedy, kiedy ewidentnie nie było - nie znałam szczegółów dotyczących powodu bezsenności, o której wspomniała, nie wiedziałam, ile nocy miała za sobą bez zaznania porządnego odpoczynku, nie wiedziałam też, co dokładnie wydarzyło się w jej życiu przez ostatnie tygodnie, za co prawdopodobnie powinnam była bić sobie brawo… Lecz skoro już tu byłam i dostrzegłam, że była wyczerpana, nie zamierzałam zostawić jej z tym samej, nawet jeśli tego wieczoru miałam przede wszystkim wpoić w nią trochę wina i wyciągnąć ją na wiec. Nie zamierzałam robić z niej pacjentki wymagającej całodobowej opieki, ale mogłam przynajmniej zaoferować konkretną pomoc.
- Jeśli chcesz, możemy się jutro zamienić. Dodatkowe dyżury nie są dla mnie żadnym problemem, wiesz. Mogę przejąć część roboty, posiedzieć dłużej albo przyjść wcześniej. Cokolwiek będzie ci potrzebne. - Nie proponowałam tego z grzeczności, naprawdę mogłam poświęcić trochę własnego czasu, szczególnie jeśli dzięki temu Prue miałaby okazję przespać choć kilka godzin. Nie wiedziałam nawet, kiedy ostatnio gdzieś wyjechała, kiedy miała okazję zobaczyć miejsce, w którym było więcej słońca niż w Londynie, a przecież przy tej ostatniej aurze człowiek zaczynał bardzo szybko zapominać, że istniały jeszcze inne pory roku.
- No. Wszystko. - Odparłam bez zastanowienia, dopiero wtedy dostrzegając, co wywołały moje słowa. Nie byłam pewna, czy naprawdę chodziło wyłącznie o brak snu, lecz postanowiłam nie rozbierać tego na części tuż przy wejściu do mieszkania, gdzie każdy mógł nas usłyszeć - nie chciałam, żeby poczuła się przyparta do muru, nie planowałam wyciągać z niej słów na siłę, zwłaszcza wtedy, kiedy dostrzegłam wzajemne zainteresowanie ze strony jej nowego pupila, który od razu kupił moją uwagę.
- No dobrze, panie kocie, skoro to ty zrobiłeś pierwszy krok, chyba oboje uważamy, że możemy się zaprzyjaźnić. - Mruczenie, które dobiegło do moich uszu chwilę później, sprawiło, że uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. - Wiedziałam. Od razu wiedziałam, że mnie polubisz. - Pogłaskałam go dopiero wtedy, gdy sam wsunął głowę pod moją dłoń, zachwycona tym, jak szybko przestał mnie obserwować z podejrzliwością - pogładziłam mruczka po czarnej sierści, czując coraz większą sympatię do tego małego stworzenia, nie dało się ukryć, że od razu skradł mi serce - dopiero po chwili przypomniałam sobie, że przecież miałyśmy jeszcze dziś wyjść z domu.
- Chyba będziemy musieli uważać, bo jeśli dalej będziesz taki uroczy, możemy w ogóle nie dotrzeć na ten wiec. - Spojrzałam na Prue, potem znów na kota. - Jest naprawdę przekonujący… - Dodałam, już do niej, odnosząc się do wcześniejszych słów o jego niezadowoleniu z powodu wyjścia pańci z domu, po czym zerknęłam w stronę okna, za którym deszcz nadal uderzał o szyby z imponującą wprost zawziętością.
- Dobrze, skoro tak mówisz, uznam ten wieczór za oficjalnie uratowany. - Posłałam jej ciepły uśmiech, zupełnie nie wziąwszy pod uwagę tego, co mogło się wydarzyć poza tym korytarzem, bądź też mieszkaniem koleżanki, ponieważ wolałam nie rozpatrywać przyszłości w ponurych barwach, nigdy nie byłam czarnowidzem i nie miałam nim zostać nawet po wszystkich ostatnich wydarzeniach. Rzeczywistość i bez tego była dostatecznie szara. - I zapamiętam, bądź pewna, że nie jestem nierozsądna. Możesz mi to przypomnieć, kiedy następnym razem będę próbowała zrobić coś… Hm– No–tentego. - Nie miałam najmniejszych wątpliwości, że taka okazja prędzej czy później miała się pojawić, może niekoniecznie dzisiaj, lecz kto to wiedział… W mojej głowie wszystko nadal układało się w całkiem przyjemny plan - najpierw wino i parasolka, potem spacer, później „Dziupla” i wreszcie wiec - samo ponowne wyjście na zewnątrz w taką pogodę nie mogło mi mniej przeszkadzać, skoro Prue była gotowa uratować mnie przed kolejną falą ulewy.
- To brzmi tak, jakbyś naprawdę potrzebowała porządnie odpocząć. - Podeszłam odrobinę bliżej, nie chciałam jej osaczać, lecz przy okazji przyjrzałam się jej uważniej - bladość nie zniknęła, przeciwnie, teraz jeszcze wyraźniej widziałam cienie, które próbowała ukryć - sama nie byłam pewna, ile prawdy kryło się za tym krótkim wyjaśnieniem, lecz coś mi podpowiadało, że „nie spałam najlepiej” mogło oznaczać znacznie więcej niż jedną gorszą noc. Przez chwilę bawiłam się paskiem swojej torby, zastanawiając się, jak powiedzieć to, co przyszło mi na myśl, tak, żeby nie zabrzmiało przesadnie poważnie. - Tylko dzisiaj? - Zapytałam ostrożnie, nie znałam powodu jej zmęczenia ani bladości, ale zdecydowanie nie zamierzałam całkowicie zignorować tego, co widziałam, gdyż zawsze zależało mi na tym, żeby zdawała sobie sprawę z tego, że nie musiała udawać przede mną, iż „wszystko było w porządku” - zwłaszcza wtedy, kiedy ewidentnie nie było - nie znałam szczegółów dotyczących powodu bezsenności, o której wspomniała, nie wiedziałam, ile nocy miała za sobą bez zaznania porządnego odpoczynku, nie wiedziałam też, co dokładnie wydarzyło się w jej życiu przez ostatnie tygodnie, za co prawdopodobnie powinnam była bić sobie brawo… Lecz skoro już tu byłam i dostrzegłam, że była wyczerpana, nie zamierzałam zostawić jej z tym samej, nawet jeśli tego wieczoru miałam przede wszystkim wpoić w nią trochę wina i wyciągnąć ją na wiec. Nie zamierzałam robić z niej pacjentki wymagającej całodobowej opieki, ale mogłam przynajmniej zaoferować konkretną pomoc.
- Jeśli chcesz, możemy się jutro zamienić. Dodatkowe dyżury nie są dla mnie żadnym problemem, wiesz. Mogę przejąć część roboty, posiedzieć dłużej albo przyjść wcześniej. Cokolwiek będzie ci potrzebne. - Nie proponowałam tego z grzeczności, naprawdę mogłam poświęcić trochę własnego czasu, szczególnie jeśli dzięki temu Prue miałaby okazję przespać choć kilka godzin. Nie wiedziałam nawet, kiedy ostatnio gdzieś wyjechała, kiedy miała okazję zobaczyć miejsce, w którym było więcej słońca niż w Londynie, a przecież przy tej ostatniej aurze człowiek zaczynał bardzo szybko zapominać, że istniały jeszcze inne pory roku.
- No. Wszystko. - Odparłam bez zastanowienia, dopiero wtedy dostrzegając, co wywołały moje słowa. Nie byłam pewna, czy naprawdę chodziło wyłącznie o brak snu, lecz postanowiłam nie rozbierać tego na części tuż przy wejściu do mieszkania, gdzie każdy mógł nas usłyszeć - nie chciałam, żeby poczuła się przyparta do muru, nie planowałam wyciągać z niej słów na siłę, zwłaszcza wtedy, kiedy dostrzegłam wzajemne zainteresowanie ze strony jej nowego pupila, który od razu kupił moją uwagę.
- No dobrze, panie kocie, skoro to ty zrobiłeś pierwszy krok, chyba oboje uważamy, że możemy się zaprzyjaźnić. - Mruczenie, które dobiegło do moich uszu chwilę później, sprawiło, że uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. - Wiedziałam. Od razu wiedziałam, że mnie polubisz. - Pogłaskałam go dopiero wtedy, gdy sam wsunął głowę pod moją dłoń, zachwycona tym, jak szybko przestał mnie obserwować z podejrzliwością - pogładziłam mruczka po czarnej sierści, czując coraz większą sympatię do tego małego stworzenia, nie dało się ukryć, że od razu skradł mi serce - dopiero po chwili przypomniałam sobie, że przecież miałyśmy jeszcze dziś wyjść z domu.
- Chyba będziemy musieli uważać, bo jeśli dalej będziesz taki uroczy, możemy w ogóle nie dotrzeć na ten wiec. - Spojrzałam na Prue, potem znów na kota. - Jest naprawdę przekonujący… - Dodałam, już do niej, odnosząc się do wcześniejszych słów o jego niezadowoleniu z powodu wyjścia pańci z domu, po czym zerknęłam w stronę okna, za którym deszcz nadal uderzał o szyby z imponującą wprost zawziętością.