Miał pewne poglądy i wcale nie chodziło o duchy czy poltergeisty, a samego Sebastiana. Pamiętał jeszcze ich spacerek wzdłuż Kniei, kiedy razem z Geraldine i Laurentem próbowali udać się na Polanę Ognisk, by sobie co nieco obejrzeć. Wyszło jak wyszło, ale przerzucanie się odpowiedzialnością za aktualną sytuację w Kniei, zapadło nieco Atreusowi w pamięci. W końcu to Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami był najbardziej winny (pomijając działalność wywrotową Departamentu Tajemnic), prawda?
— Co za głupota — podsumował, jakby ktokolwiek potrzebował, żeby w tym temacie dorzucił swoje 3 knuty. — Nie wiem nad czym się tu roztkliwiać, no bo one przecież nie czują chyba, prawda? Pakujesz go do butelki i na tamten świat. Koniec tematu — nie był tylko pewien, jak to właściwie miało działać z samymi poltergeistami.
Atreus bardzo, ale to bardzo chciał aby jego podchody zadziałały na sklepikarkę, ale niestety, gdzieś w nim kryły się też jakieś podejrzenia, że jego trud był płonny. Szybko z resztą zobaczył to na własne oczy, kiedy spojrzenie dziewczyny opadło na niego, niezwykle oceniające, a potem zaczęło uciekać w kierunku Brenny, jakby szukało tam ratunku, a może… Nawet się nie dziwił, że widząc takiego wspaniałego aurora, dziewczyna od razu zwróciła na niego uwagę, ale czemu akurat musieli się pozamieniać miejscami? Nadął się jakoś, cofając nieco od lady, ze smutną świadomością że chyba mógł o wiele bardziej całej sytuacji zaszkodzić niż cokolwiek innego.
— Buchorożca? — podchwyciła dziewczyna natychmiast, zwyczajnie ignorując Atreusa w ciele Brenny, jakby go tam w ogóle nie było. — Mamy nieco skór, jeśli to jest to, co pana interesuje. Pokazać? — odpowiedziała, rumieniąc się przy tym nieco, jakby zawstydzona, ale wciąż się uśmiechając.
Uśmiechnij się do niej, albo cokolwiek. Zbajeruj, to jeszcze ci z pocałowaniem ręki powie gdzie iść. Błagam — rzucił smętnie w jej myślach.