01.09.2026, 21:26 ✶
Przechyliłam lekko głowę, próbując przebić się wzrokiem przez tłum i jednocześnie nie zgubić wątku rozmowy, bo po dwóch butelkach wina oraz całym tym zamieszaniu z parasolkami targanymi wiatrem z deszczem moja zdolność do prowadzenia kilku procesów myślowych naraz wyraźnie ucierpiała.
- Aa—ach. - Rzuciłam, teraz już bez zawahania. - To w takim razie nie jesteś głuptasem. Po prostu chciałam zobaczyć, co się tutaj wydarzy. Nie mam przygotowanej listy oczekiwań, nie przychodzę z przemową i nie zamierzam nikogo przekonywać do żadnej wielkiej ideologii. Chciałam się trochę rozerwać, zobaczyć, o co tyle zamieszania, może posłuchać kilku ciekawych rzeczy. Poza tym skoro już dostałyśmy zaproszenia, to grzechem byłoby nie sprawdzić, czy rzeczywiście będzie tak interesująco, jak obiecano. - Nie przejmowałam się specjalnie tym, że kilka osób zerkało w naszą stronę, bo przecież nie zamierzałam nagle zmienić sposobu mówienia tylko dlatego, że ktoś miał za dobre - lub za duże i zbyt spiczaste - uszy, wręcz przeciwnie, im bardziej próbowałam zachowywać się naturalnie, tym mocniej wychodziło mi mówienie dokładnie tego, co akurat przyszło mi do głowy. Ciekawiło mnie samo wydarzenie, ludzie, którzy się na nim pojawili, atmosfera i to, co właściwie zamierzali osiągnąć, poza tym Prue wyglądała dziś na tak przybitą, że samo wyciągnięcie jej z mieszkania uznałam za wystarczający sukces. Właściwie cała moja logika opierała się właśnie na tym, że skoro coś wydawało mi się interesujące, to należało tego spróbować, co prawda, nie zawsze był to najlepszy sposób podejmowania decyzji, lecz przynajmniej rzadko kiedy prowadził do nudnych wniosków.
- Czyli mam rozumieć, że wykonałam dzisiaj pożyteczną pracę społeczną. - Roześmiałam się i poklepałam ją lekko po ramieniu. - Proszę bardzo. Uratowałam cię przed spędzeniem kolejnego wieczoru w domu i dostarczyłam ci rozrywki. Możesz mi za to kiedyś kupić ciastko. - Przez chwilę przyglądałam się jej twarzy, zauważając zaróżowione policzki i lekko szkliste oczy, sama też pewnie wyglądałam podobnie, czułam przyjemne rozluźnienie, przez które wszystko wydawało się trochę bardziej kolorowe niż zazwyczaj, więc nie zamierzałam udawać, że właśnie prowadziłyśmy najbardziej trzeźwą rozmowę w Londynie.
- Nie mam żadnego, ale gdybym miała, na pewno powiedziałabym ci pierwszej. - Nachyliłam się ku niej z konspiracyjnym uśmiechem, jednocześnie stawiając kilka chwiejnych kroków. - Musisz jednak przyznać, że perspektywa posiadania takiego sekretu jest całkiem kusząca. - Spojrzałam jej prosto w oczy i przez chwilę próbowałam utrzymać poważną minę, lecz szybko poległam. - Oczywiście, o ile to nie goblin. - Zerknęłam na najbliższe grono, w którym rzeczywiście znajdowało się kilku goblinów, po czym wróciłam wzrokiem do Prue, skrzywiwszy się teatralnie, nie zamierzałam udawać, że jej komentarze mnie nie bawiły, właściwie po winie bawiło mnie dzisiaj zdecydowanie zbyt wiele rzeczy.
Nie miałam szczególnie dużo doświadczenia w kontaktach z goblinami, przynajmniej poza bankiem, więc nie zamierzałam udawać, że ich rozmiar był dla mnie czymś zupełnie naturalnym. Wygląd tych stworów zawsze wydawał mi się trochę osobliwy, a zęby w ich paszczach zdecydowanie nie pomagały mi w pozbyciu się tego wrażenia. Nie znałam ich zwyczajów, nie znałam ich środowiska, nie wiedziałam nawet, jakie rzeczy uznawały za uprzejme, więc zdecydowanie wolałam obserwować je z pewnego dystansu.
- Właściwie wystarczy mi, żeby mężczyzna potrafił przejść obok stołu bez sprawdzania, co na nim leży. - Nie zamierzałam jej tłumaczyć, że moje doświadczenia z odpowiednimi mężczyznami były wystarczająco skomplikowane, żeby nie ufać żadnym prostym kryteriom, bo doskonale zdawała sobie z tego sprawę, niestety. Francis zdecydowanie nie był człowiekiem, którego można było opisać jako „konwencjonalnie atrakcyjnego” i szczególnie oszczędnego w zainteresowaniu cudzymi talerzami, wręcz przeciwnie, miał tę nieszczęśliwą skłonność do sięgania do zdecydowanie zbyt wielu z nich, co z czasem przestało być nawet przykre i frustrujące, a stało się po prostu nieakceptowalne. Problem polegał na tym, że nie rozumiał, iż nie każdy stół, do którego dało się sięgnąć przy jego wzroście, powinien był być dostępny dla wszystkich.
- Chociaż przyznam, że nie miałabym nic przeciwko komuś, kto przynajmniej potrafi dosięgnąć do górnej półki bez wspinania się na krzesło. - Uśmiechnęłam się do niej i ruszyłam dalej za rękę, wciąż lawirując między ludźmi, co chyba wyjaśniało, dlaczego prawie zdeptałyśmy kogoś, kto jednym nie był…
- Nie sięgał ci do uda? - Spojrzałam na Prue z autentycznym niedowierzaniem, po czym zerknęłam w stronę goblina, który nadal znajdował się niedaleko nas, zmierzywszy go - bardzo dosłownie - wzrokiem. Miała rację, ale… Jaaaak?! - Jesteś pewna, że to ten sam? - Spytałam, bo ja już nie byłam. - Poza tym po dwóch butelkach wina wszystko wygląda na trochę większe… - Byłam pewna, iż na jakimś etapie życia raczej każda z nas już się o tym przekonała.
W końcu dotarłyśmy do wolnego stolika, Prue pierwsza zajęła miejsce, więc usiadłam naprzeciwko niej i oparłam się wygodnie o oparcie krzesła, dopiero wtedy pozwoliłam sobie odetchnąć i rozejrzałam się po zatłoczonej sali, poprawiwszy torbę na kolanach. Słowa o tym, że otaczało nas niekoniecznie przewidywalne grono, i że według lokalnych standardów rzeczywiście wyglądałyśmy na bogate, sprawiły, że zerknęłam najpierw na nią, potem na własne ubranie, przełknąłszy ślinę.
- Charłaki to nie, ale gobliny podobno potrafią wyczuć złoto z nawet drugiego końca ulicy… - Mruknęłam, zupełnie nie przejąwszy się tym, że siedziałyśmy w barze, na wiecu poświęconym równym prawom, otoczone przedstawicielami grup, o których właśnie mówiłyśmy z pewnym lekceważeniem, jednocześnie ściskając własne rzeczy, żeby przypadkiem ktoś nam ich nie zabrał. Wokół nas było zdecydowanie za dużo różnych elementów, zdecydowanie zbyt wiele głosów i zdecydowanie za dużo spojrzeń, które miałam ochotę odwzajemnić jeszcze bardziej bezczelnym patrzeniem w ich kierunku, skoro już wszyscy tak bardzo interesowali się naszą obecnością, nie zamierzałam jednak przejmować się tym, że ktoś słuchał, bo skoro przyszliśmy tutaj wszyscy rozmawiać, to chyba nikt nie powinien być szczególnie zaskoczony, że dwie kobiety również miały własne opinie.
- Aa—ach. - Rzuciłam, teraz już bez zawahania. - To w takim razie nie jesteś głuptasem. Po prostu chciałam zobaczyć, co się tutaj wydarzy. Nie mam przygotowanej listy oczekiwań, nie przychodzę z przemową i nie zamierzam nikogo przekonywać do żadnej wielkiej ideologii. Chciałam się trochę rozerwać, zobaczyć, o co tyle zamieszania, może posłuchać kilku ciekawych rzeczy. Poza tym skoro już dostałyśmy zaproszenia, to grzechem byłoby nie sprawdzić, czy rzeczywiście będzie tak interesująco, jak obiecano. - Nie przejmowałam się specjalnie tym, że kilka osób zerkało w naszą stronę, bo przecież nie zamierzałam nagle zmienić sposobu mówienia tylko dlatego, że ktoś miał za dobre - lub za duże i zbyt spiczaste - uszy, wręcz przeciwnie, im bardziej próbowałam zachowywać się naturalnie, tym mocniej wychodziło mi mówienie dokładnie tego, co akurat przyszło mi do głowy. Ciekawiło mnie samo wydarzenie, ludzie, którzy się na nim pojawili, atmosfera i to, co właściwie zamierzali osiągnąć, poza tym Prue wyglądała dziś na tak przybitą, że samo wyciągnięcie jej z mieszkania uznałam za wystarczający sukces. Właściwie cała moja logika opierała się właśnie na tym, że skoro coś wydawało mi się interesujące, to należało tego spróbować, co prawda, nie zawsze był to najlepszy sposób podejmowania decyzji, lecz przynajmniej rzadko kiedy prowadził do nudnych wniosków.
- Czyli mam rozumieć, że wykonałam dzisiaj pożyteczną pracę społeczną. - Roześmiałam się i poklepałam ją lekko po ramieniu. - Proszę bardzo. Uratowałam cię przed spędzeniem kolejnego wieczoru w domu i dostarczyłam ci rozrywki. Możesz mi za to kiedyś kupić ciastko. - Przez chwilę przyglądałam się jej twarzy, zauważając zaróżowione policzki i lekko szkliste oczy, sama też pewnie wyglądałam podobnie, czułam przyjemne rozluźnienie, przez które wszystko wydawało się trochę bardziej kolorowe niż zazwyczaj, więc nie zamierzałam udawać, że właśnie prowadziłyśmy najbardziej trzeźwą rozmowę w Londynie.
- Nie mam żadnego, ale gdybym miała, na pewno powiedziałabym ci pierwszej. - Nachyliłam się ku niej z konspiracyjnym uśmiechem, jednocześnie stawiając kilka chwiejnych kroków. - Musisz jednak przyznać, że perspektywa posiadania takiego sekretu jest całkiem kusząca. - Spojrzałam jej prosto w oczy i przez chwilę próbowałam utrzymać poważną minę, lecz szybko poległam. - Oczywiście, o ile to nie goblin. - Zerknęłam na najbliższe grono, w którym rzeczywiście znajdowało się kilku goblinów, po czym wróciłam wzrokiem do Prue, skrzywiwszy się teatralnie, nie zamierzałam udawać, że jej komentarze mnie nie bawiły, właściwie po winie bawiło mnie dzisiaj zdecydowanie zbyt wiele rzeczy.
Nie miałam szczególnie dużo doświadczenia w kontaktach z goblinami, przynajmniej poza bankiem, więc nie zamierzałam udawać, że ich rozmiar był dla mnie czymś zupełnie naturalnym. Wygląd tych stworów zawsze wydawał mi się trochę osobliwy, a zęby w ich paszczach zdecydowanie nie pomagały mi w pozbyciu się tego wrażenia. Nie znałam ich zwyczajów, nie znałam ich środowiska, nie wiedziałam nawet, jakie rzeczy uznawały za uprzejme, więc zdecydowanie wolałam obserwować je z pewnego dystansu.
- Właściwie wystarczy mi, żeby mężczyzna potrafił przejść obok stołu bez sprawdzania, co na nim leży. - Nie zamierzałam jej tłumaczyć, że moje doświadczenia z odpowiednimi mężczyznami były wystarczająco skomplikowane, żeby nie ufać żadnym prostym kryteriom, bo doskonale zdawała sobie z tego sprawę, niestety. Francis zdecydowanie nie był człowiekiem, którego można było opisać jako „konwencjonalnie atrakcyjnego” i szczególnie oszczędnego w zainteresowaniu cudzymi talerzami, wręcz przeciwnie, miał tę nieszczęśliwą skłonność do sięgania do zdecydowanie zbyt wielu z nich, co z czasem przestało być nawet przykre i frustrujące, a stało się po prostu nieakceptowalne. Problem polegał na tym, że nie rozumiał, iż nie każdy stół, do którego dało się sięgnąć przy jego wzroście, powinien był być dostępny dla wszystkich.
- Chociaż przyznam, że nie miałabym nic przeciwko komuś, kto przynajmniej potrafi dosięgnąć do górnej półki bez wspinania się na krzesło. - Uśmiechnęłam się do niej i ruszyłam dalej za rękę, wciąż lawirując między ludźmi, co chyba wyjaśniało, dlaczego prawie zdeptałyśmy kogoś, kto jednym nie był…
- Nie sięgał ci do uda? - Spojrzałam na Prue z autentycznym niedowierzaniem, po czym zerknęłam w stronę goblina, który nadal znajdował się niedaleko nas, zmierzywszy go - bardzo dosłownie - wzrokiem. Miała rację, ale… Jaaaak?! - Jesteś pewna, że to ten sam? - Spytałam, bo ja już nie byłam. - Poza tym po dwóch butelkach wina wszystko wygląda na trochę większe… - Byłam pewna, iż na jakimś etapie życia raczej każda z nas już się o tym przekonała.
W końcu dotarłyśmy do wolnego stolika, Prue pierwsza zajęła miejsce, więc usiadłam naprzeciwko niej i oparłam się wygodnie o oparcie krzesła, dopiero wtedy pozwoliłam sobie odetchnąć i rozejrzałam się po zatłoczonej sali, poprawiwszy torbę na kolanach. Słowa o tym, że otaczało nas niekoniecznie przewidywalne grono, i że według lokalnych standardów rzeczywiście wyglądałyśmy na bogate, sprawiły, że zerknęłam najpierw na nią, potem na własne ubranie, przełknąłszy ślinę.
- Charłaki to nie, ale gobliny podobno potrafią wyczuć złoto z nawet drugiego końca ulicy… - Mruknęłam, zupełnie nie przejąwszy się tym, że siedziałyśmy w barze, na wiecu poświęconym równym prawom, otoczone przedstawicielami grup, o których właśnie mówiłyśmy z pewnym lekceważeniem, jednocześnie ściskając własne rzeczy, żeby przypadkiem ktoś nam ich nie zabrał. Wokół nas było zdecydowanie za dużo różnych elementów, zdecydowanie zbyt wiele głosów i zdecydowanie za dużo spojrzeń, które miałam ochotę odwzajemnić jeszcze bardziej bezczelnym patrzeniem w ich kierunku, skoro już wszyscy tak bardzo interesowali się naszą obecnością, nie zamierzałam jednak przejmować się tym, że ktoś słuchał, bo skoro przyszliśmy tutaj wszyscy rozmawiać, to chyba nikt nie powinien być szczególnie zaskoczony, że dwie kobiety również miały własne opinie.