Można było pomyśleć, że nigdy nie należał do przesadnie religijnych osób i cóż, nie było to złe wrażenie. Niekoniecznie bawiła go religia, ale wydarzenia Beltane, to co zobaczył w limbo. To, czego dokonała Arcykapłanka… przynajmniej nauczyło go to nieco pokory. Ta natomiast, była jedną z ważnych cech religijności. Może dlatego pamiętał w tym roku, żeby zamówić wieniec trochę wcześniej, a nie robić wszystko na ostatnią chwilę.
Od maja bywał tutaj nieco częściej. Na mszach, gdzieś pośród kowenowych murów, jakby mógł zrobić przynajmniej tyle, oprócz przekazywania co jakiś czas datków na to miejsce i jego potrzeby. Z tego co zauważył, Victoria zachowywała się podobnie, ale może o to chodziło. Może takie przeżycia były czymś, co musiało chociaż trochę zmienić człowieka w taki czy inny sposób.
Przyszedł więc z wieńcem, by złożyć go na ołtarzu. Poczekał na swoją kolej, a potem podszedł do stołu, gdzie wszyscy układali swoje podarunki. Odłożył na nim plecionkę, a następnie sięgnął po świecę, by pomodlić się w intencji. Za bliskich. Prosił, by byli bezpieczni; jego rodzice, brat, ale też kuzynostwo, z którym przecież miał się widzieć jeszcze tego dnia na uroczystej kolacji. Wreszcie też, prosił o bezpieczeństwo Brenny. Tak, o niej też nie mógł zapomnieć. Z resztą, to na pewno miało się przydać, biorąc pod uwagę jak często wpadała w różne doły i sytuacje.
Skończył i cofnął się, nie oglądając nawet i nie czekając aż jego wieniec zostanie zabrany przez kapłana, by trafić do rytualnego ognia.
// mój wianek: 88