02.09.2026, 19:14 ✶
Tu sobie rzuciłam
Brenna była absolutnie zażenowana. I trochę zmartwiona tym, że kiedyś mogłaby znowu wpaść na tę kobietę, bo chyba spaliłaby się wtedy ze wstydu. Uśmiechnęła się do niej, kiedy ta zaczęła do niej mówić, absolutnie odruchowo, bo zwykle uśmiechała się do ludzi, ale ten uśmiech zamarł jej na ustach, kiedy usłyszała w głowie głos Atreusa, domagającego się od niej, żeby właśnie się uśmiechała. I bajerowała.
Czy wszystkie jego wyniki w pracy aurora były oparte na oczarowywaniu ludzi? No, musiał mieć do tego talent. Bo Brenna, która normalnie po prostu podjęłaby temat dalej, działając tak jak zawsze, zawiesiła się teraz na zagadnieniu bajerowania, nie mając zielonego pojęcia, jak się za to zabrać. Uniosła dłoń i potarła kark, a potem znowu zamarła, gdy nie wyczuła pod palcami włosów, przypominając sobie, że to nie jej ciało.
Co za pojebany dzień.
– Interesują mnie… nas… różne komponenty do pozyskania buchorożca. Także skóry. Jakby pani mogła je nam pokazać, to będę wdzięczn…y – stwierdziła, uśmiechając się wreszcie. Zobaczenie skóry, nawet jak to nie ona ich interesowała, było dobrym pomysłem, bo mogli się rozejrzeć przy okazji, czy uda się zobaczyć cokolwiek podejrzanego.
– Zapraszam tutaj – zachęciła ją sprzedawczyni, otwierając drzwi na zaplecze. Brenna ruszyła za nią, marząc o tym, by umknąć. Rozejrzała się od razu, ale nawet jeśli coś z tego, co stało na półkach, nie powinno się tu znaleźć, miała za małą wiedzę, by to rozpoznać.
– Doskonała jakość, transport świeżo dotarł – zapewniła sprzedawczyni, wyciągając skóry.
– Naprawdę? Musicie mieć świetnych dostawców, po Spalonej Nocy strasznie ciężko o zaopatrzenie – stwierdziła Brenna, już bardziej pewna siebie, gdy rozmowa wracała na zwykłe dla niej tory. – Zagraniczni dostawcy? Tu chyba dużo rzeczy przypływa na statkach?
– Och, tak, Panna Maria ledwo co dostarczyła nam całkiem spore zapasy.
Brenna była absolutnie zażenowana. I trochę zmartwiona tym, że kiedyś mogłaby znowu wpaść na tę kobietę, bo chyba spaliłaby się wtedy ze wstydu. Uśmiechnęła się do niej, kiedy ta zaczęła do niej mówić, absolutnie odruchowo, bo zwykle uśmiechała się do ludzi, ale ten uśmiech zamarł jej na ustach, kiedy usłyszała w głowie głos Atreusa, domagającego się od niej, żeby właśnie się uśmiechała. I bajerowała.
Czy wszystkie jego wyniki w pracy aurora były oparte na oczarowywaniu ludzi? No, musiał mieć do tego talent. Bo Brenna, która normalnie po prostu podjęłaby temat dalej, działając tak jak zawsze, zawiesiła się teraz na zagadnieniu bajerowania, nie mając zielonego pojęcia, jak się za to zabrać. Uniosła dłoń i potarła kark, a potem znowu zamarła, gdy nie wyczuła pod palcami włosów, przypominając sobie, że to nie jej ciało.
Co za pojebany dzień.
– Interesują mnie… nas… różne komponenty do pozyskania buchorożca. Także skóry. Jakby pani mogła je nam pokazać, to będę wdzięczn…y – stwierdziła, uśmiechając się wreszcie. Zobaczenie skóry, nawet jak to nie ona ich interesowała, było dobrym pomysłem, bo mogli się rozejrzeć przy okazji, czy uda się zobaczyć cokolwiek podejrzanego.
– Zapraszam tutaj – zachęciła ją sprzedawczyni, otwierając drzwi na zaplecze. Brenna ruszyła za nią, marząc o tym, by umknąć. Rozejrzała się od razu, ale nawet jeśli coś z tego, co stało na półkach, nie powinno się tu znaleźć, miała za małą wiedzę, by to rozpoznać.
– Doskonała jakość, transport świeżo dotarł – zapewniła sprzedawczyni, wyciągając skóry.
– Naprawdę? Musicie mieć świetnych dostawców, po Spalonej Nocy strasznie ciężko o zaopatrzenie – stwierdziła Brenna, już bardziej pewna siebie, gdy rozmowa wracała na zwykłe dla niej tory. – Zagraniczni dostawcy? Tu chyba dużo rzeczy przypływa na statkach?
– Och, tak, Panna Maria ledwo co dostarczyła nam całkiem spore zapasy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.