Atreus uważał siebie za bardzo dobrego bajeranta, owszem. Powiedzieć jednak, że na bajerowaniu oparł całą swoją karierę, to była trochę przeginka, bo posiadał też inne atuty. Niewątpliwie jednak, bywało to pomocne. Pomagało ludziom rozsupłać nieco język, zyskać ich zaufanie czy tam przychylność i tak dalej, i tak dalej. Nauczył się chyba, ze pewne rzeczy przychodziły o wiele łatwiej, jeśli tylko się dobrze uśmiechnąć i do odpowiedniej osoby. Jego zdaniem natomiast, Brenna uśmiechała się aktualnie nieodpowiednie i ogólnie nie robiła dobrej roboty. Jeśli więc chodziło o przemyślenia co do tego, że bardzo chętnie można by zapaść się pod ziemię, to było ich dwoje. Ona nie mogła patrzeć na siebie, a on na swoje ciało, które zachowywało się dokładnie nie tak jak powinno.
Uniósł dłoń i potarł czoło, próbując powstrzymać niedowierzanie, które aktualnie w nim wzbierało. Niesamowite to było, że kiedy normalnie z nią rozmawiał i obserwował w pracy, jej odruchy były no… właściwe. Czymś czego się spodziewał i co powinno się wydarzyć, ale teraz? Ten blond auror wcale nie powinien tak działać.
Zapytaj ją o te Pannę Marię i chodźmy stąd – mruknął w jej myślach, nie ruszając jednak za nimi do składziku, chyba dochodząc do wniosku, że lepiej żeby załatwiła to sama. Albo zwyczajnie nie mogąc dalej na siebie patrzeć.