- Co racja to racja, czasem warto wyjść z domu i zobaczyć, co dzieje się między ludźmi. - No i goblinami, ale o tych nie wspomniała, co mogło zostać odebrane, jakby traktowała ich jak osobników gorszego sortu. Tak, jak wspominała Cressida mogło tu być całkiem interesująco, zwłaszcza, że towarzystwo było nieprzewidywalne, całkiem skutecznie odciągało to myśli Prue od tego, co ostatnio działo się w jej życiu. Zawiesiła na moment swój wzrok na żyrandolu, przez co odpłynęła na chwilę. Przed jej oczami pojawiły się obrazy z książek, wróciła do tego, co kiedyś przerabiali na historii magii. Bunty goblinów - te istoty nie należały raczej do łagodnych negocjatorów, gdy coś im się nie podobało to próbowali osiągnąć to siłą, ciekawe, czy i tutaj mogło się to tak skończyć. Czy mieliby taką czelność, aby teraz, gdy Londyn niemalże spłonął próbować podobnych manewrów? Nie wątpiła w to, że pewnie tak. Mrugnęła, pokręciła też głową, żeby na nowo odnaleźć się w rzeczywistości. Przyjaciółka musiała wybaczyć jej to chwilowe rozproszenie.
- Bardzo pożyteczną pracę społeczną, to znaczy nie wiem, czy społeczeństwo faktycznie cieszy się z tego, że wyszłam z domu, ale niech będzie. - Spróbowała się nawet uśmiechnąć, ale trochę jej to nie wyszło. - Dostaniesz ciastko, a nawet dwa. - Już Prue na pewno sobie to zapamięta, pewnie podeśle jej do pracy, nie ma nic przyjemniejszego od jedzenia ciastka w kostnicy, mało kto mógł to zrozumieć, ale miała pewność, że Cressida na pewno to doceni.
- Cieszy mnie to, będę więc czekać, aż się to zmieni. - Niby nie interesowały ją plotki, ale w sumie to co działo się u jej przyjaciółki mogło być naprawdę interesujące, nie brała jeńców, żyła pełnią życia, więc pewnie niedługo sprzeda jej jakieś tajemnice. - Nie goblin, ani nie wilkołak, te są jeszcze gorsze. - Nie mogła pominąć znienawidzonych przez siebie przeklętych. - Jak dla mnie wszystkie wilkołaki powinni zostać klasyfikowane jako magiczne stworzenia, ale to chyba dyskusja na kolejny wiec, być może powinnam sama taki zorganizować. - Natchnęło ją, bo był to dość ważny problem. Bletchley naprawdę nie znosiła wilkołaków i chętnie utrudniłaby im życie.
- Powinnaś mieć większe wymagania, zasługujesz na to. - Być może nie miała najlepszych doświadczeń z mężczyznami, jednak nie zmieniało to faktu, że zasługiwała na prawdziwy diament wśród płci przeciwnej, bo była wyjątkowa, szkoda, że jeszcze nikt nie zdał sobie z tego sprawy. Prue nie wątpiła w to, że jeśli tak się stanie, to będzie zapatrzony w Cressidę jak w obrazek i zechce jej uchylić nieba.
- To jest spory atut, chociaż żeby nie był też za wysoki, bo wiesz co mówią, wysoki jak brzoza, a głupi jak koza. - Nie, żeby był to przytyk do jakiejś konkretnej osoby, nie, gdzie tam, wcale, a wcale, wcale nie brzmiała jakby miała z kimś podobnym jakieś doświadczenie.
- Mówię Ci, że nie, w ogóle, co to ma być, one mają oczy na poziomie naszych tyłków, no trochę pod nimi, to nie zmienia jednak faktu, że mogą sobie patrzeć dowoli. - Dopiero teraz to do niej dotarło, że tak właściwie mogły sobie spoglądać na nie kiedy tylko chciały. Dobrze, że zdążyły już usiąść i nie musiały się tym martwić.
- Nie jestem pewna, bo jak dla mnie one wszystkie wyglądają tak samo. - Przygryzła dolną wargę, spojrzała jeszcze na grupę goblinów, która siedziała niedaleko co tylko potwierdziło jej słowa. Jak dla niej nie dało się ich od siebie odróżnić, a przecież była całkiem bystra.
- Tak, wino niestety potrafi mocno zakrzywiać rzeczywistość, najlepiej, gdy na trzeźwo nie trzeba tego weryfikować, bo przychodzi straszne rozczarowanie. - Najwyraźniej miały podobne doświadczenie jeśli o to chodzi, takie już było życie.
- Serio? Musimy więc uważać nie tylko na krasnale, ale też na ludzi, bo każdy tutaj może być charłakiem? - Robiło się niebezpiecznie, a one spożyły wystarczającą ilość alkoholu, aby zaczęło szumieć im w głowie. Niedobrze, naprawdę niedobrze.
Ktoś wyszedł przed bar, jednak nie było go widać z ich stolika, musiał to być jeden z goblinów. Zaczął mówić coś o ich prawach. - Powinni podstawić mu krzesło… - Szepnęła jeszcze do Cressidy.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control