Słysząc odpowiedź Śmierciożercy szybko pożałowała swych słów.
Nie chodziło co prawda o to, że poprosił ją o zabicie świadka — był przecież brudnym mugolem, nikim kogo by w jakikolwiek sposób żałowała, bała się jednak konsekwencji. Bo co, jeśli prawda kiedykolwiek wyjdzie na jaw? Co, jeśli Ministerstwo lub ktokolwiek inny dowie się o jego śmierci. Co powie ojcu, którego będzie musiała o całym zdarzeniu powiadomić. Czy uda jej się ukryć powody śmierci mugola, a jeśli nie, to co zrobi w tej całej sytuacji Cyrus? Jak bardzo bolesna będzie jej kara? Bo musiała mu powiedzieć, nie widziała innej opcji. W końcu, to on wysłał ją do tego mugola, to on wyznaczał granice, na krawędzi których kilka minut wcześniej tańczyła Edith. Przez chwilę zastanawiała się jeszcze nad tym, czy ojciec wiedział, że właśnie w tym mieszkaniu i właśnie tej nocy, pojawi się czarnoksiężnik służący Czarnemu Panu? Czy była jednym z trybków w jakimś większym planie, czy może to było tylko i wyłącznie jej szczęście, zwyczajny przypadek.
Milczała przez chwilę, milczała, bo co miała teraz zrobić? Kłócić się? Próbować go przekonać? W jednym momencie zabrakło jej słów, zupełnie nie wiedziała, jak może się wybronić. I chyba to ją najbardziej irytowało. Nie Śmierciożerca, celujący w jej stronę różdżką, nie ojciec, który po raz kolejny udowadniał jej, że tak naprawdę bawi się jej życiem i chyba nie do końca obchodzi go co się stanie z jego jedyną córką. Nie ten wścibski mugol, ten który zareagował na zamieszanie w domu sąsiada, ten który zajrzał tam, gdzie nie powinien, ten, który jak tchórz uciekł z miejsca wydarzeń, nie powiadamiając o tym co widzi nawet bezużytecznych, mugolskich władz.
Bez słowa, marszcząc jedynie brwi w geście irytacji właśnie, skierowała swą różdżkę ponownie w stronę mugola. Zastanawiała się przez chwilę jakiego zaklęcia użyć, co zrobić i jak zakończyć sprawę na tyle szybko, by wrócić do domu i, jak najszybciej zapomnieć o tym niewygodnym spotkaniu i co najważniejsze, nie ubrudzić sobie rąk.
/rzut na mugola, na ZauroczeniaSukces!
Rzucając urok myślała tylko o tym, jak bardzo go nienawidzi, a nienawidziła go z wielu powodów. Samo przebywanie w jego obecności było dla niej trudne, a wspomnienia, jakie kilka minut wcześniej obejrzała tylko pogłębiały całą tą niechęć — był zwyczajny, do bólu nudny i to całe nieszczęście, rozwód, dzieci, które miały go głęboko gdzieś, tylko potęgowały wszystkie te, kłębiące się pod skórą uczucia. Winiła go za to w jakiej sytuacji się znalazła, za zachowanie ojca i rozkaz Śmierciożercy, który kazał Edith zrobić to, czego nie myślała, że kiedykolwiek będzie musiała zrobić.
Rozejrzała się po pomieszczeni, w poszukiwaniu czegoś, dzięki czemu mógłby zakończyć swój nędzny los; jednocześnie nie spuszczała go z końca swojej różdżki. W końcu, wzrok Edith zatrzymał się na szklanym kloszu lampki nocnej, znajdującej się tuż obok łóżka.
— Rozbij klosz i poderżnij sobie gardło. — powiedziała spokojnie i pewnie, nie dając swemu głosowi zadrżeć nawet na sekundę. W tym samym momencie znikł cały ten strach, który czuła jeszcze kilka minut wcześniej, ten, który nakazał jej poddać się woli Śmierciożercy. Nie czuła jednak również żadnej ekscytacji ani szczęścia. Nie czuła zadowolenia, jakie mógł nieść fakt pozbawienia kogoś życia. Dlaczego? Bo tak naprawdę nie miał z nią żadnych szans, bo krew płynąca w jej żyłach, stawiała Edith na szczycie łańcucha pokarmowego, bo magia, którą władała była w stanie zrobić naprawdę wiele — rzeczy strasznych, ale i pięknych.
Mężczyzna usiadł na łóżku i bez zastanowienia rozbił lampę o ścianę, później wziął największy z odłamków szkła i wbił go w wprost w swoją szyję. Bez cienia zastanowienia, bez żadnych emocji czy oporów. Trafił prosto w tętnice i pociągnął poziomo, poszerzając rozcięcie, a krew rozbryzgała na boki, plamiąc śnieżnobiałą pościel, w której jeszcze kilka minut wcześniej spał oraz samą Edith, która znajdowała się najbliżej. Kilka kropel wylądowało na bladej twarzy czarownicy, odrobina na jej dłoniach, reszta na krwistoczerwonej szacie, którą tamtego dnia ubrała.
Kiedy była już pewna, że mężczyzna zakończył swój marny los i wykonała zadanie zlecone przez postać obok, której stała. Wyprostowała się dumnie i zwróciła swe spojrzenie z ciała na niego właśnie, dłońmi otrzepała swoją szatę, trochę jakby próbowała pozbyć się z swoich ubrań krwi, która wsiąkła w drogi materiał. Milczała przez chwilę przyglądając się bogato zdobionej masce, w spojrzeniu Edith czaiła się tylko i wyłącznie obojętność.
— Zadowolony? — rzuciła w końcu, neutralnie, jakby to co właśnie zrobiła było, jak coś zupełnie zwyczajnego. Nie oczekiwała na słowa pochwały czy uznanie. Chciała być już w swoim własnym domu i myślała tylko i wyłącznie o gorącej kąpieli, jaką sobie urządzi by zmyć tą całą krew.
torment me. IN DETAIL.