• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja Horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both?

[01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both?
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#8
02.09.2026, 21:56  ✶  
Pokiwałam głową z zadowoleniem, bo właśnie o to mi chodziło od samego początku, nie przeszkadzało mi nawet, że Prue wyglądała na trochę rozkojarzoną - widziałam, jak na moment zawiesiła wzrok gdzieś nad moją głową, więc pozwoliłam jej spokojnie wrócić do rzeczywistości, zamiast od razu zasypywać ją kolejnymi słowami - sama zresztą zaczynałam się dobrze bawić, ponieważ im dłużej znajdowałyśmy się w tym miejscu, tym więcej interesujących rzeczy miało potencjał wydarzyć się wokół. Tłum był ogromny, atmosfera robiła się coraz gęstsza, a temat wiecu najwyraźniej budził w ludziach znacznie więcej emocji, niż mogłabym przypuszczać. Nie zamierzałam udawać, że przyszłam tutaj z gotowym stanowiskiem, ale z każdą minutą coraz bardziej cieszyłam się, że jednak wyciągnęłam przyjaciółkę z mieszkania, nawet na deszcz i w jesienną zawieruchę. Zaśmiałam się - teoretycznie planowałam zrobić to tylko pod nosem, ale w praktyce wyszło mi trochę głośniej niż zamierzałam - widząc tę próbę uśmiechu, która wyszła jej trochę krzywo.
- Dwa? Pree, jesteś cudowna. - Nie zamierzałam nawet pytać o to, gdzie i kiedy mogłaby mi je dać, liczyło się to, iż zdecydowanie ich chciałam - nie miałam nawet nic przeciwko dziwnym miejscom na jedzenie, nie po tylu latach przyzwyczajania się do luksusu, jakim czasem potrafiła być przerwa sama w sobie. Uniosłam brwi i uśmiechnęłam się znacząco, rozpromieniłam się na kilka sekund, po czym natychmiast spoważniałam, kiedy wspomniała o wilkołakach.
- Czekaj, wilkołaki też? - Spojrzałam na nią z lekkim niedowierzaniem, zawiesiłam głos, po czym energicznie pokiwałam głową na myśl o organizacji wiecu lub najlepiej pikiety przeciwko tym tam, o których powiedziała, bo może byłam tolerancyjna, ale nie aż tak, by chcieć akceptować dzikie bestie na salonach. - Jeśli rzeczywiście go zorganizujesz, koniecznie mnie zaproś. Tylko wcześniej powiedz mi, czy mam przynieść transparent. Mogę zrobić bardzo ładny. - Zawahałam się po tych słowach. - Albo adekwatnie brzydki. W końcu mowa o wilkołakach. - Z tymi również nie chciałam się spoufalać, co sprawiało, że lista moich towarzyskich wymagań coraz bardziej się wydłużała, no, może jednak nie byłam aż tak tolerancyjna w kwestii wyboru znajomych, ale tych nielicznych zdecydowanie nie żałowałam. Prudence była najlepsza! Przez moment patrzyłam na nią, po czym uśmiechnęłam się z rozczuleniem.
- Wiem, wiem, powinnam mieć wysokie oczekiwania. - Przytaknęłam, kiedy zaczęła zapewniać mnie, że zasługiwałam na kogoś odpowiedniego. - Tylko najwyraźniej właściwi mężczyźni potrzebują trochę więcej czasu, żeby się zorientować. - Najważniejsze, żeby idealny kandydat tym razem nie był przekonany, że cały świat został stworzony po to, żeby spełniać jego zachcianki, gdyż zbyt wielu kręcących się przy mnie facetów zdecydowanie należało do ludzi, którzy mieli niewiele powodów, żeby uważać się za najważniejszą osobę w pomieszczeniu, ale dostatecznie rozdmuchane ego, aby mieć się za przyszłych brytyjskich Ministrów Magii. - Chociaż właściwie… Masz rację, kochana. Nie chcę faceta, który będzie wyższy ode mnie o trzy głowy. Bałabym się, że przy każdym przytuleniu zniknę mu gdzieś pod brodą. - Zawahałam się. - Właściwie boję się też takich bardzo brodatych. Nie wiem dlaczego, ale zawsze wyglądają, jakby mieszkali pod mostem i mogli mieć tam między włosami coś obrzydliwego. Okruszki ze śniadania, takie tam. Całkowicie łysy też budzi moje obawy, bo nigdy nie wiadomo, gdzie mu się kończy twarz. - Zmarszczyłam nos, nie zamierzałam jednak rozwijać tego tematu, bo w tej chwili znacznie ciekawsze było obserwowanie narastającego tłumu wokół nas. - W każdym razie, dobrze, będę miała standardy. Chociaż po moich dotychczasowych doświadczeniach zaczynam podejrzewać, że znalezienie odpowiedniego człowieka może być zadaniem wymagającym większej ilości czasu niż zdobycie mieszkania w Londynie. - Nie zamierzałam jednak się tym przejmować na zapas, ani ponownie wracać do Francisa, samo wspomnienie o nim wystarczało, żebym poczuła lekkie ukłucie irytacji, więc znacznie bardziej odpowiadało mi przekonanie, że gdzieś tam czekał na mnie człowiek, który nie będzie próbował korzystać z każdej nadarzającej się okazji do sięgania po cudze melony i inne takie, a jeśli już o tym była mowa…
- Przestań, fuj, teraz już będę o tym myśleć za każdym razem, kiedy jakiś przejdzie obok. - Roześmiałam się, może odrobinkę niezręcznie, lecz rzeczywiście zaczęłam zerkać na mijające nas gobliny z nieco większą ostrożnością. - Chociaż wolałabym nie wiedzieć, gdzie dokładnie patrzą… -  Rzuciłam przelotne spojrzenie na grupę siedzącą niedaleko - zrobiło mi się w związku z tym trochę niewygodnie - spojrzałam na nią, potem mimowolnie znowu na stwory obok i jakoś natychmiast wróciłam wzrokiem do Prue, po czym przechyliłam głowę.
- Ten po lewej ma… Nos. Ten po prawej też ma nos. Ten trzeci również. Właściwie to nawet nochal. - Westchnęłam teatralnie. - To będzie trudniejsze, niż myślałam. - Oczywiście nie zamierzałam naprawdę studiować ich twarzy, lecz sama świadomość, że Prue również miała z tym problem była dla mnie odrobinę pocieszająca, o reszcie nie musiałam myśleć - całe szczęście, że nie potrzebowałyśmy mieć z nimi do czynienia bardziej, niż to było konieczne, bo z kim, jak z kim, z niektórymi istotami naprawdę nie było mi po drodze się integrować, nawet jeśli przyszłam tu z otwartą głową. Mogły chcieć walczyć o swoje prawa, zasługiwały nawet na to, by je mieć, jednak to nie sprawiało, iż nie czułam się w ich obecności jakaś taka… Bardziej czujna - naprawdę trudno było mi całkiem wyluzować, co może wychodziło mi na dobre, znając moje skłonności do bratania się z różnymi ludźmi po alkoholu.
Uśmiechnęłam się znacząco.
- No, ale właściwie to bardzo przydatna właściwość, kiedy rzeczywistość sama w sobie nie jest szczególnie zachwycająca. - Przechyliłam głowę i rozejrzałam się po lokalu. - Chociaż może lepiej rzeczywiście nie sprawdzać jutro, jak wyglądały osoby, które dzisiaj wydają nam się interesujące. Chyba najlepiej będzie po prostu mieć oczy dookoła głowy i nie dać się ochujać? - Przez chwilę zastanawiałam się nad tym, po czym wzruszyłam ramionami, zwłaszcza że tego wieczoru sama byłam znacznie bardziej zainteresowana tym, co miało się wydarzyć, niż tym, kto dokładnie siedział przy sąsiednim stoliku.
Wreszcie dostrzegłam ruch w okolicach głównej części lokalu - ktoś wyszedł przed bar i po chwili odezwał się z miejsca, którego nie widziałyśmy dokładnie z naszego stolika, słowa o prawach goblinów dotarły do nas mimo gwaru, więc spojrzałam na Prue, kiedy ta skomentowała potrzebę podstawienia mówcy krzesła.
- Rzeczywiście, wtedy wszyscy mieliby znacznie lepszy widok. - Zerknęłam w tamtą stronę, próbując dostrzec, kto przemawiał. - Albo gorszy, zależy, jak patrzeć, bo za ładni to oni nie są… No, ale skoro zaprosili ich tutaj, powinni przynajmniej zapewnić im odpowiednie warunki do przemawiania. - Co prawda nie wiedziałam, kto to wszystko organizował, ale w to już nie wnikałam. - Następnym razem wybierzmy coś mniej… Edukacyjnego. Nie wiem, kolację, teatr, wyścigi hipogryfów. - Dodałam, bo chyba nie byłam już wystarczająco przekonana, czy dobre intencje wystarczały, byśmy były tu dzisiaj całkowicie spokojne i bezpieczne, trudno było wyrokować…
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (4025), Prudence Fenwick (2629)




Wiadomości w tym wątku
[01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both? - przez Prudence Fenwick - 01.09.2026, 10:25
RE: [01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both? - przez Bard Beedle - 01.09.2026, 15:01
RE: [01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both? - przez Prudence Fenwick - 01.09.2026, 19:09
RE: [01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both? - przez Bard Beedle - 01.09.2026, 19:53
RE: [01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both? - przez Prudence Fenwick - 01.09.2026, 20:16
RE: [01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both? - przez Bard Beedle - 01.09.2026, 21:26
RE: [01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both? - przez Prudence Fenwick - 02.09.2026, 20:40
RE: [01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both? - przez Bard Beedle - 02.09.2026, 21:56
RE: [01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both? - przez Bard Beedle - 02.09.2026, 22:44
RE: [01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both? - przez Prudence Fenwick - 03.09.2026, 07:06

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa