• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja Horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both?

[01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both?
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#9
02.09.2026, 22:44  ✶  
Kilka chwil po tym, jak goblin zaczął przemawiać, nagle rozległ się gwałtowny hałas, który przeciął gwar „Dziupli” tak skutecznie, że rozmowy przy stolikach zaczęły urywać się jedna po drugiej. Coś huknęło gdzieś przy przejściu na zaplecze, kilka krzeseł przesunęło się po podłodze, z nieprzyjemnym zgrzytem, a potem ponad rozmowami wszystkich obecnych przebił się donośny głos przypominający syrenę portową. Nie zdążyłaś nawet dobrze zorientować się, co właściwie się stało, kiedy jakiś mężczyzna wypadł spomiędzy ludzi. Wysoki, brodaty, łysy - a jakże - człowiek, który jeszcze przed chwilą znajdował się gdzieś na obrzeżach sali, teraz znalazł się znacznie bliżej przemawiającego goblina i zdecydowanie nie wyglądał na kogoś, kto zamierzał pozwolić mu dokończyć. Właściciel „Dziupli”, bo nie było chyba innego rozsądnego wyjaśnienia dla tej pewności siebie, był wściekły, nie próbował nawet zachować pozorów uprzejmości, najwyraźniej przez ostatnie kilka minut zbierał w sobie całą możliwą cierpliwość aż wreszcie po prostu nie wytrzymał.
- Mówiłem, że żadnego wiecu nie będzie! Mówiłem to wyraźnie! Nikogo tutaj nie zapraszałem! - Wskazał gwałtownie w stronę zgromadzonych, a jego głos ponownie poniósł się po całym lokalu, odbijając się od ścian. Deszcz zacinający za drzwiami najwyraźniej nie robił na nim najmniejszego wrażenia, bo kiedy ktoś obok spróbował wspomnieć o fatalnej pogodzie i o tym, że ludzie musieli gdzieś się schronić, znajdując sobie zajęcie na przeczekanie, którym równie dobrze mogła być konstruktywna rozmowa, gość znowu tylko machnął łapą, jeszcze bardziej podnosząc głos. - Mam gdzieś, czy na zewnątrz leje, wieje czy zaraz, kurwa, spadnie na nas całe niebo. To jest bar, kurwa, bar! Nie, kurwa, schronisko dla ludzi, którzy szukają sobie nory do osrania! Nie zapraszałem was tutaj, nie wynajmowałem wam lokalu i nie mam zamiaru patrzeć, jak robicie sobie z mojego lokalu trybunę polityczną. Chcecie dyskutować, idźcie sobie na ulicę i dyskutujcie do rana. Tutaj mają być zwyczajni klienci, rozumiecie? Zwyczajni! Tacy, którzy, kurwa, żrą i płacą! - Ostatnie słowa niemal wypluł, coraz bardziej zionąc nienawiścią, czemu nie pomogło to, iż sekundę później ktoś z tłumu odpowiedział mu równie podniesionym głosem. Wystarczyła jedna zaczepka, jeden gwałtowny ruch i nagle napięcie, które wisiało w powietrzu, pękło - jakiś człowiek przewrócił krzesło, gdzieś roztrzaskała się szklanka, kilka osób zaczęło krzyczeć - między stolikami natychmiast zrobiło się zamieszanie, nie było już mowy o spokojnym wysłuchaniu przemówienia, większa część zebranego towarzystwa zaczęła odsuwać się od centrum awantury, przepychając się w stronę wyjścia, niektórzy chwytali swoje płaszcze, inni próbowali zabrać ze sobą rzeczy pozostawione na stolikach. Rozróba rozprzestrzeniała się błyskawicznie, a wraz z nią przez salę przechodziła coraz wyraźniejsza fala paniki, kilka osób ruszyło do drzwi niemal biegiem, kolejne podążyły za nimi, najwyraźniej uznając, że wieczór w „Dziupli” właśnie przestał być wydarzeniem, na którym warto zostawać. Zanim zdążyłaś dokładnie zorientować się, kto z kim się kłócił i o co, większość „normalnych” ludzi wycofała się z sali, zostawiając za sobą gobliny z ich krótkimi nogami, przewrócone krzesła, rozlane napoje i narastający chaos.
Nie zdążyłaś nawet porządnie ocenić, w którą stronę najlepiej się wycofać, kiedy właściciel „Dziupli” dostrzegł przy jednym ze stolików właśnie ciebie, najwyraźniej w całym tym chaosie twoja obecność wyjątkowo rzuciła mu się w oczy, bo gwałtownie odwrócił się w twoją stronę i ruszył przez salę, odsuwając po drodze jakieś krzesło kopnięciem.
- Ty! Tak, do ciebie mówię! - Wydarł się, wskazując cię palcem. - Myślisz, że co ty tutaj, kurwa, robisz? - Nie czekał na odpowiedź, najwyraźniej zbyt mocno buzowała w nim złość, żeby pozwolić komukolwiek wtrącić chociaż jedno słowo. - Chcesz sobie dyskutować o goblinach, charłakach czy innych wielkich problemach tego zasranego świata, to wypierdalaj na ulicę i dyskutuj pod deszczem. Tutaj są moi klienci. - Wskazał ręką na ludzi, którzy właśnie próbowali przecisnąć się do wyjścia, po czym prychnął ze złością. - Normalni ludzie przyszli napić się piwa, zjeść coś i mieć święty spokój, a wy urządzacie mi tutaj cyrk, drzecie mordy i robicie burdel na pół lokalu. - Zrobił krok bliżej, wyraźnie próbując przekrzyczeć cały chaos. - I nie obchodzi mnie, kurwa, kto was tu zaprosił. Ja tego nie zrobiłem! Nie prosiłem się o tę bandę sępów, darmozjadów i pierdolonych mędrców, którzy najwyraźniej uznali, że mogą sobie wejść do mojego lokalu i przejąć go na cały wieczór. - Ktoś z drugiego końca sali krzyknął coś w jego stronę, przez co właściciel odwrócił głowę, rzucił tamtemu krótkie, pełne furii spojrzenie i zaraz znów skierował uwagę na ciebie. - A ty siedzisz tutaj i jeszcze się patrzysz, jakby to wszystko było cholernie zabawne. Nie jest. Wypierdalaj stąd, zanim naprawdę stracę cierpliwość. - W tym samym momencie za jego plecami przewróciło się kolejne krzesło, ktoś zaklął, a z tłumu dobiegł następny krzyk, właściciel zacisnął szczękę, najwyraźniej mając już serdecznie dość całego tego wieczoru. - Wszyscy wynocha! Mam gdzieś, czy pada, czy nie. Nie będę wam tu robił schroniska, pierdolonej sali obrad ani miejsca na wasze polityczne przedstawienia. Koniec. Wypierdalać! - Z każdym kolejnym słowem coraz więcej osób kierowało się ku drzwiom, cała sytuacja zaczynała przypominać znacznie większą awanturę, niż ktokolwiek mógł przewidzieć jeszcze kilka minut wcześniej.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (4025), Prudence Fenwick (2629)




Wiadomości w tym wątku
[01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both? - przez Prudence Fenwick - 01.09.2026, 10:25
RE: [01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both? - przez Bard Beedle - 01.09.2026, 15:01
RE: [01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both? - przez Prudence Fenwick - 01.09.2026, 19:09
RE: [01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both? - przez Bard Beedle - 01.09.2026, 19:53
RE: [01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both? - przez Prudence Fenwick - 01.09.2026, 20:16
RE: [01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both? - przez Bard Beedle - 01.09.2026, 21:26
RE: [01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both? - przez Prudence Fenwick - 02.09.2026, 20:40
RE: [01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both? - przez Bard Beedle - 02.09.2026, 21:56
RE: [01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both? - przez Bard Beedle - 02.09.2026, 22:44
RE: [01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both? - przez Prudence Fenwick - 03.09.2026, 07:06

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa