adnotacja moderatora
Kilka ulic dalej, po drodze przez Pokątną, zdążyłam już dojść do wniosku, że ten wieczór powinien się skończyć na pierwszej rozsądnej okazji do usiądnięcia, wysuszenia się i zrobienia czegoś, co nie wymagało biegania za nikim po mokrym bruku, najlepiej do uzupełnienia procentów w krwioobiegu. Razem z Prue skierowałyśmy się więc do Dziurawego Kotła, licząc na to, że znajdziemy tam kawałek wolnego miejsca i przynajmniej przez najbliższe pół godziny nikt nie będzie próbował organizować żadnych rewolucji, napadać na kogoś ani urządzać spontanicznych pościgów, oczywiście, już po kilku minutach stało się jasne, że najwyraźniej wymagałyśmy od tego wieczoru zdecydowanie zbyt wiele… Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie Bajarz II
Deszcz w końcu zelżał, chociaż bruk nadal błyszczał od wilgoci, a nad ulicą unosiła się ta charakterystyczna wieczorna mieszanina zapachów, przede wszystkim dymu z kominów oraz ciepłego jedzenia, którego woń przyprawiała mnie o burczenie w żołądku. Rozmawiałyśmy o czymś zupełnie niezwiązanym z polityką, kiedy niedaleko wejścia do „Dziurawego” Kotła znowu usłyszałam podniesione głosy i odruchowo zwolniłam, bo po ostatnich wydarzeniach nauczyłam się, że podniesione głosy w tej okolicy rzadko zwiastowały coś dobrego. Zaczęłam stawiać wolniejsze kroki, łapiąc przy tym przyjaciółkę za rękę, aby również zwróciła na to uwagę - przy jednej ze ścian, przed drzwiami lokalu, zebrała się niewielka grupa czarodziejów i goblinów, najwyraźniej związanych z tym samym niedoszłym wiecem, który kilka godzin wcześniej miał doprowadzić do wielkiej dyskusji o równych prawach, a skończył się mniej więcej tak dobrze, jak można było przewidzieć po pierwszych pięciu minutach.
Jeden z czarodziejów trzymał w ręce pomiętą ulotkę, drugi najwyraźniej próbował coś komuś tłumaczyć, a goblin stojący naprzeciwko nich co chwilę podnosił głos, kiedy ktoś próbował mu przerwać. Nie trzeba było długo słuchać, żeby zrozumieć, o czym rozmawiali, wrócił temat Buntu Goblinów z 1612 roku, tym razem w znacznie poważniejszym wydaniu, bo zamiast przerzucać się wyłącznie oskarżeniami, zebrani zaczęli zastanawiać się nad tym, dlaczego w ogóle dochodziło do takich krwawych powstań i walk - los najwyraźniej miał wyjątkowo kiepskie poczucie humoru - jeszcze niedawno biegłyśmy za jednym z takich stworów przez mokre uliczki, a teraz znalazłyśmy się kilka kroków od grupy jego pobratymców, którzy z pełną powagą rozbierali na części przyczyny krwawych powstań sprzed kilku stuleci. Padło nazwisko jednego z przywódców powstania, potem wspomnienie o ofiarach i o tym, że w czasie walk ginęli nie tylko ci, którzy rzeczywiście brali udział w starciach, co ironicznie dobrze oddawało również naszą obecną sytuację, tyle tylko, że teraz chodziło o charłaki i mugolaków, którzy raczej nie posuwali się tak daleko jak prowodyrzy tamtych zdarzeń…
Z uchylonych i zamkniętych drzwi „Dziurawego Kotła” dobiegł tymczasem gwar rozmów i brzęk naczyń, ktoś przechodzący obok potrącił jedną z ulotek leżących na ziemi, wiatr przesunął ją kilka centymetrów po mokrym bruku, prosto pod moje obcasy - popatrzyłam na nią, później na grupę i w końcu na Prue, po czym ruszyłam powoli w stronę wejścia, starając się nie zwracać na nas uwagi, gdyż w międzyczasie rozmowa szybko zeszła na pytanie, czy przemoc była konsekwencją wieloletniego ucisku, czy też w pewnym momencie stawała się już własną siłą, która przestawała potrzebować pierwotnego powodu, a ja nie chciałam na to odpowiadać…