Senka była niezmiernie rozbawiona starciem, którego była świadkiem. Tym bardziej, że sprzedawczyni wyglądała na coraz bardziej bezradną i zagubioną, coraz częściej strzelając spojrzeniem w jej kierunku, jakby błagając ją o pomoc. Greyback była jednak nieugięta i doskonale wiedziała, po czyjej stronie faktycznie się znajduje. Nie mówiąc już o tym, że sama była absolutnie oburzona faktem, że nie mieli na straganiku szczuroszczetowych pluszaków.
— No szyję sama, tak — przytaknęła sprzedawczyni. — Ale oczywiście, jeśli tak chcesz to wtedy trzeba trochę poczekać, bo złożyć zamówienie i musiałabym dopiero po powrocie do domu wziąć się za pracę — wytłumaczyła blondyneczce cały proces. — A jak weźmiesz już teraz i zrobisz sama, to będziesz miała dzisiaj szczurka, a do tego super czas z siostrą, bo ona na pewno ci pomoże, prawda? — Asena nie wytrzymała i parsknęła rozbawiona, bo w Rejwachu chyba nie było jednej osoby, która byłaby w stanie pewnie utrzymać w rękach igłę.
— Ja się w sumie nie znam, ale myślę, że powinien być… — zauważyła grzecznie Senka, uśmiechając się do kobiety za straganem wesoło, ale już wyłapywała niezadowolenie w jej twarzy. Widać było, że jeśli nie chciały nic kupować, to powinny stąd iść prędzej jak później. — Ale wiesz co, skoro nie ma tu nic co nam się podoba, to chyba pójdziemy dalej, tak? No, chodź, chodź… — złapała Nico za rękę i pociągnęła dalej, słysząc za sobą ściszony szept ekspedientki, która złorzeczyła pod nosem. — Wiesz, jeszcze chwila i myślę, że ta kobieta by wybuchła — zaśmiała się cicho, pochylając na moment do Nico.
Blood is rare and sweet as cherry wine