Kuna była nieodłącznym mieszkańcem lasów. Lasów, które otaczały Helloise nawet teraz. Ale też tych zielonych terenów, które dawno zostawiła za sobą w Snowdonii. To niewielkie stworzonko było niezwykle sprytne, nie wspominając już o tym, jak niesamowitym drapieżnikiem było, pomimo swoich niewielkich rozmiarów. Była niepozorna, ale jako symbol patronowała tym którzy chcieli rozwijać swą intuicję i czujność.
Helloise widziała w płomieniu świecy znajomy kształt czegoś, co wołało do niej. Ale płomyczek był tylko lustrem, które pozwalało skoncentrować się na tym, co grało wewnątrz niej i przemykało kolejno po zgromadzonych do tej pory wskazówkach. Nie było ich na ten moment zbyt wiele, ale wystarczająco by wysnuć jakieś wnioski.
Czarownica czuła, że chodzi o coś, co związane było z naturą. Stwierdzenie proste i wręcz banalne, ale prowadzące do wniosków że jej przeciwnik wciąż był istotą, myślącym stworzeniem, który posługiwał się magią, ale wciąż nie w ten sam sposób w jaki robili to czarodzieje.
Istotą, o której snuć można było legendy, w końcu ludzie tak bardzo kochali przekazywanie sobie niestworzonych opowieści. Drzewo, które rozrysowała jej Ginny, wydawało się natomiast znajome. Na tyle, by przyszło jej do głowy, że może w rodzinnych stronach ktoś ze starszego pokolenia, albo mieszkający długo w Snowdonii, byłby w stanie dać jej na ten temat nieco więcej informacji. Księgi kryjące się w najrzadziej odwiedzanych kątach rodzinnej biblioteki mogły okazać się przydatne, a może wystarczyło zapytać któregoś z gajowych, pilnujących należących do rodziny lasów.
Jeśli natomiast chciała dalej działać na własną rękę, cóż, ciężko jej było w tym momencie polegać na własnej wiedzy, bo ta plątała się niczym włóczka, którą ściskała między palcami. Brakowało jej nieco więcej spokoju i dystansu, by spojrzeć na wszystko z odpowiedniej perspektywy.