04.09.2026, 19:37 ✶
Proste wyznanie uniosło jego brwi ku górze. Czy rzeczywiście Hannibal się cieszył? Czy powiedziałby to samo przy swoim wuju pardon kuzynie? Albo wyjątkowo nerwowym przyjacielu, który go zaciągnął tamtego wieczoru do łazienki? Samo zdanie jednak wywołało w nim przyjemne mrowienie, podobnie jak ciemne wpatrzone weń tak ufnie ślepia.
Było w tym coś nienaturalnie pięknego, jak skrajnie odmienne od siebie były kolejne rozdziały pisanej przez nich opowieści. Rozdzierające preludium, intensywne w pogoni słów fugatto, a teraz kojąca okrzepłą ekstazą siciliana. Był w tym chaos. Był w tym porządek. Było w tym coś co sprawiało, że był ciekaw jaka melodia zagra im kolejnym razem w tej dziwnej Suicie pełnej intrygujących skrajności.
Pozwalał w tym wszystkim przemawiać też ciszy, pozwalał otulać chłopca miękkością troski, którą potrafił wykrzesać z siebie i robuchać do wielkiego ogrzewającego płomienia. Warto było dbać o kogoś kto mógł mu jeszcze przez długie lata ofiarowywać tak dobrą krew.
Zdawało się, że jego ciało było bardziej niż chętne do tego, co niewątpliwie pozwalało Gabrielowi utrzymać łagodny, błąkający się po twarzy uśmiech widoczny w jego lustrzanym odbiciu.
Dopiero o wzmiance o nowej dziewczynie zaśmiał się wybity z rytmu, odłożył szmatkę do misy, jakby musiał ją przepłukać, bo przecież nie ukarać Hannibala za wypytywanie o jego życie osobiste.
– Gdyby którykolwiek nazwał ją tak w jej obecności, z pewnością w tej samej chwili mógłby pożegnać się ze swoim językiem. – Mimo lekkiego tonu, kryła się w tym zdaniu realna przestroga. – Nie można nazywać dwustuletniej kobiety pannicą, ani dziewczyną, a już nazywanie jej czyjąś dziewczyną… Jednorazowy wybryk. Bardzo śmiertelny. – Zmierzwił czuprynę Hannibala, jakby chciał ukarać go tym za psotę, ale też i sobie czas na odegnanie myśli o tym, jak bardzo chłopiec się mylił, mimo, że przecież tak przedstawił Selwynom (również temu trzeciemu, który nie nosił tego nazwiska najprawdopodobniej) cała sytuację. Jak ją przedstawił? Nie pamiętał już. Tamtej nocy… wydarzyło się wiele w jego sercu, ale z całą intensywnością pojawienia się wzburzenia, gdy opadło po podjęciu decyzji co do dalszych kroków… Oblizał wargi, coraz wyraźniej zbity z pantałyku, tak "niewinnym" pytaniem, jak i myślom, które wokół niego krążyły. – Jesteśmy przyjaciółmi – przyznał bez przekonania.
Było w tym coś nienaturalnie pięknego, jak skrajnie odmienne od siebie były kolejne rozdziały pisanej przez nich opowieści. Rozdzierające preludium, intensywne w pogoni słów fugatto, a teraz kojąca okrzepłą ekstazą siciliana. Był w tym chaos. Był w tym porządek. Było w tym coś co sprawiało, że był ciekaw jaka melodia zagra im kolejnym razem w tej dziwnej Suicie pełnej intrygujących skrajności.
Pozwalał w tym wszystkim przemawiać też ciszy, pozwalał otulać chłopca miękkością troski, którą potrafił wykrzesać z siebie i robuchać do wielkiego ogrzewającego płomienia. Warto było dbać o kogoś kto mógł mu jeszcze przez długie lata ofiarowywać tak dobrą krew.
Zdawało się, że jego ciało było bardziej niż chętne do tego, co niewątpliwie pozwalało Gabrielowi utrzymać łagodny, błąkający się po twarzy uśmiech widoczny w jego lustrzanym odbiciu.
Dopiero o wzmiance o nowej dziewczynie zaśmiał się wybity z rytmu, odłożył szmatkę do misy, jakby musiał ją przepłukać, bo przecież nie ukarać Hannibala za wypytywanie o jego życie osobiste.
– Gdyby którykolwiek nazwał ją tak w jej obecności, z pewnością w tej samej chwili mógłby pożegnać się ze swoim językiem. – Mimo lekkiego tonu, kryła się w tym zdaniu realna przestroga. – Nie można nazywać dwustuletniej kobiety pannicą, ani dziewczyną, a już nazywanie jej czyjąś dziewczyną… Jednorazowy wybryk. Bardzo śmiertelny. – Zmierzwił czuprynę Hannibala, jakby chciał ukarać go tym za psotę, ale też i sobie czas na odegnanie myśli o tym, jak bardzo chłopiec się mylił, mimo, że przecież tak przedstawił Selwynom (również temu trzeciemu, który nie nosił tego nazwiska najprawdopodobniej) cała sytuację. Jak ją przedstawił? Nie pamiętał już. Tamtej nocy… wydarzyło się wiele w jego sercu, ale z całą intensywnością pojawienia się wzburzenia, gdy opadło po podjęciu decyzji co do dalszych kroków… Oblizał wargi, coraz wyraźniej zbity z pantałyku, tak "niewinnym" pytaniem, jak i myślom, które wokół niego krążyły. – Jesteśmy przyjaciółmi – przyznał bez przekonania.