05.09.2026, 02:45 ✶
Nie podobało jej się to, że nie potrafiła znaleźć żadnego logicznego związku między tym, co wydarzyło się przed chwilą, a tym, co widziała teraz. Zbyt wiele elementów się nie zgadzało. Uniosła wzrok na filiżankę stojącą nietkniętą na spodeczku i pokręciła głową.
- Nawet nie zdążyłam jej wypić… może opary? - zastanowiła się jeszcze, choć ta teoria miała zbyt wiele luk, bo przecież Hannibal nadal stał ze swoim normalnym kolorem skóry. - Nie dotykaj jej! - ostrzegła szybko, ale zmiast tego chwycił za jej dłoń. Miała głupią nadzieję, że faktycznie uda mu się zetrzeć niechciany kolor. Nie mogła się tak pokazać w galerii. Nigdzie nie mogła się tak pokazać, przecież to skrajny brak profesjonalizmu i wyszłaby na kompletną idiotkę.
- Najpierw poczułam pieczenie. Natychmiast cofnęłam rękę. Po kilku sekundach przestało. Dopiero później zauważyłam kolor - zmarszczyła lekko brwi, jakby chronologia zdarzeń mogła mieć najwyższe znaczenie. - Klątwa filiżanki?
Na samą myśl poczuła nieprzyjemne ukłucie gdzieś pod żebrami. Nie pozwoliła jednak, by znalazło odbicie na twarzy. Gorączkowo szukała rozwiązania problemu.
- Na balu Lestrange'ów wydarzyło się coś podobnego. Po wypiciu doprawionego wina moja skóra również zrobiła się niebieska, ale wtedy nie było żadnego pieczenia. I efekt sam ustąpił. Dlatego nie wykluczam, że teraz może być tak samo - a przynajmniej miała taką nadzieję, choć na tym nie zamierzała poprzestać. Zawsze miała jakiś plan awaryjny, a tym razem musiała znaleźć kogoś od klątw, żeby jej pomógł. Tylko jak miała to zrobić bez wychodzenia z pracowni?
- Nie wiem - wypuściła powoli powietrze, zerkając ponownie na swoją niebieską dłoń. - Ostatnio kilka wrednych dzieciaków nasłało na mnie skurwyjce… może to ich kolejny "żart"? - westchnęła ciężko. Samo wspomnienie wystarczyło, by jej szczęka zacisnęła się odrobinę mocniej. Ostatnimi czasy zdecydowanie zbyt wiele rzeczy wymykało się jej rutynie. - Ktokolwiek to zrobił, był na tyle tchórzliwy, by się nie podpisać.
Przez chwilę rozważała jego pytanie. Nie zamierzała siedzieć bezczynnie, a najlogiczniejszym posunięciem wydawało jej się samodzielne usunięcie problemu.
- A znasz jakiś sposób, żeby to rozproszyć? - zapytała, siegając po własną różdżkę. Jej palce zacisnęły się na drewnie odrobinę mocniej niż zwykle, choć twarz Astorii pozostała spokojna. Skoro nie wiedziała, co dokładnie wywołało zmianę, mogła przynajmniej sprawdzić najbardziej podstawową możliwość. Wycelowała we własną dłoń i spróbowała użyć zaklęcia, którego stosowała do pozbycia się drobnych uroków z obrazów. Przez sekundę wpatrywała się w swoją skórę, niemal wstrzymując oddech. Nic. Niebieski kolor pozostał dokładnie taki sam. Przełknęła ślinę i przez krótką chwilę przyglądała się własnym palcom. Tym razem jednak w jej spojrzeniu pojawiło się coś więcej niż irytacja. Cichy, niechętny niepokój, którego nie potrafiła całkowicie zagłuszyć analizą.
- Znasz jakiegoś dyskretnego klątwołamacza?
- Nawet nie zdążyłam jej wypić… może opary? - zastanowiła się jeszcze, choć ta teoria miała zbyt wiele luk, bo przecież Hannibal nadal stał ze swoim normalnym kolorem skóry. - Nie dotykaj jej! - ostrzegła szybko, ale zmiast tego chwycił za jej dłoń. Miała głupią nadzieję, że faktycznie uda mu się zetrzeć niechciany kolor. Nie mogła się tak pokazać w galerii. Nigdzie nie mogła się tak pokazać, przecież to skrajny brak profesjonalizmu i wyszłaby na kompletną idiotkę.
- Najpierw poczułam pieczenie. Natychmiast cofnęłam rękę. Po kilku sekundach przestało. Dopiero później zauważyłam kolor - zmarszczyła lekko brwi, jakby chronologia zdarzeń mogła mieć najwyższe znaczenie. - Klątwa filiżanki?
Na samą myśl poczuła nieprzyjemne ukłucie gdzieś pod żebrami. Nie pozwoliła jednak, by znalazło odbicie na twarzy. Gorączkowo szukała rozwiązania problemu.
- Na balu Lestrange'ów wydarzyło się coś podobnego. Po wypiciu doprawionego wina moja skóra również zrobiła się niebieska, ale wtedy nie było żadnego pieczenia. I efekt sam ustąpił. Dlatego nie wykluczam, że teraz może być tak samo - a przynajmniej miała taką nadzieję, choć na tym nie zamierzała poprzestać. Zawsze miała jakiś plan awaryjny, a tym razem musiała znaleźć kogoś od klątw, żeby jej pomógł. Tylko jak miała to zrobić bez wychodzenia z pracowni?
- Nie wiem - wypuściła powoli powietrze, zerkając ponownie na swoją niebieską dłoń. - Ostatnio kilka wrednych dzieciaków nasłało na mnie skurwyjce… może to ich kolejny "żart"? - westchnęła ciężko. Samo wspomnienie wystarczyło, by jej szczęka zacisnęła się odrobinę mocniej. Ostatnimi czasy zdecydowanie zbyt wiele rzeczy wymykało się jej rutynie. - Ktokolwiek to zrobił, był na tyle tchórzliwy, by się nie podpisać.
Przez chwilę rozważała jego pytanie. Nie zamierzała siedzieć bezczynnie, a najlogiczniejszym posunięciem wydawało jej się samodzielne usunięcie problemu.
- A znasz jakiś sposób, żeby to rozproszyć? - zapytała, siegając po własną różdżkę. Jej palce zacisnęły się na drewnie odrobinę mocniej niż zwykle, choć twarz Astorii pozostała spokojna. Skoro nie wiedziała, co dokładnie wywołało zmianę, mogła przynajmniej sprawdzić najbardziej podstawową możliwość. Wycelowała we własną dłoń i spróbowała użyć zaklęcia, którego stosowała do pozbycia się drobnych uroków z obrazów. Przez sekundę wpatrywała się w swoją skórę, niemal wstrzymując oddech. Nic. Niebieski kolor pozostał dokładnie taki sam. Przełknęła ślinę i przez krótką chwilę przyglądała się własnym palcom. Tym razem jednak w jej spojrzeniu pojawiło się coś więcej niż irytacja. Cichy, niechętny niepokój, którego nie potrafiła całkowicie zagłuszyć analizą.
- Znasz jakiegoś dyskretnego klątwołamacza?
learn the rules
then break some
then break some