05.09.2026, 14:56 ✶
Cyt cyt cykada cyt cyt szumią szumią drzewa cyt…
Zaśmiała się jak głupotki gadał Basilius, zaśmiała się jak wtórował mu Thomas i w sumie, och w sumie tak samo śmiała się z siebie.
– A wiecie, Peregrinus przewidział mi, że tak to się skończy… – pomyślała, znaczy ups nie, powiedziała, ale czego by nie mogła przy nich mówić, skoro już gorzej być nie mogło. Znaczy lepiej. Całowali się. Co będą robić wieczorem? Policzki jej nie płonęły, bo Moody robiła w swoim życiu bardzo szalone rzeczy i nie była cnotką (mimo niedawnych ślubów czystości, które o kant hehe dupy można było rozbić, a nawet o kant dwóch dup, czy trzech patrząc na przyjemny tłok ich… relacji). Wyobraźnia jej gnała jak chmury nad głową, sprawiając tylko tyle i aż tyle, że jej się tak jakoś zaczęło do wieczoru dłużyć.
– Czy w burzy piaskowej są pioruny? A Ty Liszek? Zaliczyłeś też jakąś burzę? Może na morzu? – wiedziała, że nie lubi wody, może to był powód? – Wtedy ja bym brała powietrze, na siebie, ty masz piasek Tommy, a Lish wziąłby swoją ulubioną wodę… – czy to było ważne? Nie. Źdźbło przerzuwanej trawy przewędrowało w inny kącik ust. Chciała ich namalować. Chciała namalować sen, który stał się jawą.
– Bold of you to assume, że nie zgarnę majtek przed koszulą… hmm.. może ogarniemy kąpiel przed grą? Uważam, że ta balia na dole jest wystarczająco duża. – Nie była. Ale być może znów chciała zobaczyć jak Thomas chowa twarz w trawę jak w poduszkę, być może chciała usłyszeć zakłopotane kaszlnięcia Basiliusa, być może chciała by wyskoczyli z ubrań jeszcze szybciej. – Albo tepnę nas do Bath i włamiemy się na mugolski basen. – Przymknęła oczy, już nie narzekając na to że jest październik i po prostu nie mogła zaciągnąć ich do odczyszczonego Książycowego Stawu nocą.
Zaśmiała się jak głupotki gadał Basilius, zaśmiała się jak wtórował mu Thomas i w sumie, och w sumie tak samo śmiała się z siebie.
– A wiecie, Peregrinus przewidział mi, że tak to się skończy… – pomyślała, znaczy ups nie, powiedziała, ale czego by nie mogła przy nich mówić, skoro już gorzej być nie mogło. Znaczy lepiej. Całowali się. Co będą robić wieczorem? Policzki jej nie płonęły, bo Moody robiła w swoim życiu bardzo szalone rzeczy i nie była cnotką (mimo niedawnych ślubów czystości, które o kant hehe dupy można było rozbić, a nawet o kant dwóch dup, czy trzech patrząc na przyjemny tłok ich… relacji). Wyobraźnia jej gnała jak chmury nad głową, sprawiając tylko tyle i aż tyle, że jej się tak jakoś zaczęło do wieczoru dłużyć.
– Czy w burzy piaskowej są pioruny? A Ty Liszek? Zaliczyłeś też jakąś burzę? Może na morzu? – wiedziała, że nie lubi wody, może to był powód? – Wtedy ja bym brała powietrze, na siebie, ty masz piasek Tommy, a Lish wziąłby swoją ulubioną wodę… – czy to było ważne? Nie. Źdźbło przerzuwanej trawy przewędrowało w inny kącik ust. Chciała ich namalować. Chciała namalować sen, który stał się jawą.
– Bold of you to assume, że nie zgarnę majtek przed koszulą… hmm.. może ogarniemy kąpiel przed grą? Uważam, że ta balia na dole jest wystarczająco duża. – Nie była. Ale być może znów chciała zobaczyć jak Thomas chowa twarz w trawę jak w poduszkę, być może chciała usłyszeć zakłopotane kaszlnięcia Basiliusa, być może chciała by wyskoczyli z ubrań jeszcze szybciej. – Albo tepnę nas do Bath i włamiemy się na mugolski basen. – Przymknęła oczy, już nie narzekając na to że jest październik i po prostu nie mogła zaciągnąć ich do odczyszczonego Książycowego Stawu nocą.