05.09.2026, 15:30 ✶
Skrzywił się boleśnie na brzmienie imienia swojej niedoszłej żony. Ostatnie dwa miesiące nie były dla niego łaskawie, gdy wakacyjna miłość zdążyła na nowo wybuchnąć, tylko po to, aby zwiędnąć nim spadł pierwszy śnieg. Miał szykować się do ślubu, miał stać się mężem i ojcem, odpowiedzialnym stolarzem z pięknym domem i dwiema kobietami, które kochał bardziej niż ktokolwiek inny.
Miał mieć swoje gniazdo.
Mógł tupnąć nogą, mógł się na to nie zgodzić, mógł szarpać się i krzyczeć na nią, że nie ma prawa go odprawiać. Mógł. Rozeszli się w zgodzie, jak wtedy gdy wypuszczał ją z rąk wtedy na peronie. Odjechała do Londynu, nosząc pod sercem ich dziecko.
Teraz w jego dłoniach, w jego objęciu mogła znaleźć się tylko Mabel.
Czy już wybrała swoją zwierzęcą formę?
– Nie. Dość regularnie widuję się z Thomasem, gdy odwiedzam Little Whinging. – Jego niedoszły szwagier zawsze patrzył na niego takim zasmuconym wzrokiem, ale Sam nie znał się za bardzo na ludziach i tego nie dostrzegał, nosząc swój własny żal w sercu. Źycie jednak płynęło dalej. Podniósł się po śmierci rodziców. Podniesie się i po tym.
Nie chcąc kontynuować tematu, skupił się na chorobie, która tak pięknie objawiała się na jej skórze.
– Przykro mi, że Cię boli… Mogę zapytać swoją przyjaciółkę o coś co załagodzi ból, jest zmyślną zielarką, podejrzewam, że nie raz też doskwierała jej ta choroba – jego sękata pracą przy drewnie dłoń opadła na głowę Dory i łagodnie zmierzwiła jej włosy. Nie byli tak blisko by mógł pozwalać sobie na taki kontakt, ale jakoś nie pomyślał, że mogłoby to być niewłaściwe. – W sumie mógłbym od razu zapytać ją o coś na korę… – połączył kropki w głowie, czy raczej zderzyły się dwa nasiona dmuchawca puszczone w ruch falą skojarzeń – Magii zauroczeń nie lubię. To byłoby kłamstwo, a kłamstwo niszczy duszę. Nie chciałbym, żeby moja dusza była zniszczona. Nie bardziej niż czyni to wyrwa na Kniei. – Powiedział całkiem poważnie, z głębi swojego szczerego serca.
Miał mieć swoje gniazdo.
Mógł tupnąć nogą, mógł się na to nie zgodzić, mógł szarpać się i krzyczeć na nią, że nie ma prawa go odprawiać. Mógł. Rozeszli się w zgodzie, jak wtedy gdy wypuszczał ją z rąk wtedy na peronie. Odjechała do Londynu, nosząc pod sercem ich dziecko.
Teraz w jego dłoniach, w jego objęciu mogła znaleźć się tylko Mabel.
Czy już wybrała swoją zwierzęcą formę?
– Nie. Dość regularnie widuję się z Thomasem, gdy odwiedzam Little Whinging. – Jego niedoszły szwagier zawsze patrzył na niego takim zasmuconym wzrokiem, ale Sam nie znał się za bardzo na ludziach i tego nie dostrzegał, nosząc swój własny żal w sercu. Źycie jednak płynęło dalej. Podniósł się po śmierci rodziców. Podniesie się i po tym.
Nie chcąc kontynuować tematu, skupił się na chorobie, która tak pięknie objawiała się na jej skórze.
– Przykro mi, że Cię boli… Mogę zapytać swoją przyjaciółkę o coś co załagodzi ból, jest zmyślną zielarką, podejrzewam, że nie raz też doskwierała jej ta choroba – jego sękata pracą przy drewnie dłoń opadła na głowę Dory i łagodnie zmierzwiła jej włosy. Nie byli tak blisko by mógł pozwalać sobie na taki kontakt, ale jakoś nie pomyślał, że mogłoby to być niewłaściwe. – W sumie mógłbym od razu zapytać ją o coś na korę… – połączył kropki w głowie, czy raczej zderzyły się dwa nasiona dmuchawca puszczone w ruch falą skojarzeń – Magii zauroczeń nie lubię. To byłoby kłamstwo, a kłamstwo niszczy duszę. Nie chciałbym, żeby moja dusza była zniszczona. Nie bardziej niż czyni to wyrwa na Kniei. – Powiedział całkiem poważnie, z głębi swojego szczerego serca.