05.09.2026, 21:08 ✶
Bycie żywym wydawało mu się czasami bardzo dziwne.
Analizował głęboko to, dlaczego oddycha nie wiedząc o tym. I dlaczego podejmowanie decyzji, generalnie to co robiło się w ciągu dnia, działało tak podobnie do tych wszystkich czynności jakie wykonywał bezwiednie. Jeśli się za mocno na tym oddychaniu skupiłeś, automat się wyłączał. Czasami budził się i wiedział dokładnie gdzie chce iść, czym będzie się zajmował, a czasami – tak jak dzisiaj – włóczył się. Nie wiedział co robić, gdzie iść, nie był w stanie przestać myśleć o tym, jak abstrakcyjnym stało się robienie czegokolwiek, więc szedł bez celu i myślał, myślał, myślał…
Bycie żywym wydawało mu się czasami bardzo dziwne, bo dlaczego właściwe wciąż był żywy? Mniej niż tydzień temu poderżnął sobie gardło. Więc dlaczego? Dlaczego życie nadal trwało? Ktoś z litości wyłowił go z rzeki, więc teraz był zobowiązany do tego, żeby nadal żyć? Skoro nie, to dlaczego nie pójdzie do którejś z przyczep i się w niej tak po prostu nie powiesi? Dlaczego nie czuł chęci, żeby znów rozdrapać sobie paznokciami skórę i patrzeć na strugi krwi ściskające na brudną posadzkę? Dlaczego nie potrafił tak po prostu wyłączyć oddychania i zasnąć?
Bycie żywym było naprawdę dziwne.
Najdziwniejsze było w tym wszystkim to, że chociaż wokół niego kłębili się teraz ludzie, nie potrafił czuć się bardziej samotny i żałosny niż teraz. Najwyraźniej dało się czuć po czymś takim upokorzenie. Bellowie byli radośni. Zadawali mu pytania, próbowali o niego dbać, a on… co miałby im niby powiedzieć? Miałby się do tego przyznać? Prędzej znów spróbuje odciąć się od świata, niż obedrze się ze skóry na ich oczach.
Po pomocy w naciągnięciu namiotu, szybko oddalił się od zbiorowiska i ruszył w kierunku wozu Fiery.
Widział, że zdawała sobie sprawę z jego szorującego po dnie samopoczucia. Zresztą, nie odezwał się do niej ani dzisiaj ani wczoraj nawet jednym słowem. Nie trzeba było być geniuszem żeby zorientować się, że Flynn znów nurkował w tej ciemnej, wodnej toni, z której nie potrafił sam wypłynąć, ale chorobliwie unikał każdego próbującego podać mu rękę. Zachowywał się jak dziwak. Stał kilkanaście kroków dalej. Widać po nim było, jak zbiera słowa, a później nic nie mówi, bo od razu się poddaje. Spoglądał to na nią, to na fajkę w dłoni. Każdy taki gest ostatecznie kwitował westchnieniem i ciszą.
Zdarzało mu się błyszczeć, huczeć, krzyczeć, rozbłyskać oślepiającym światłem sprawiającym, że ludzie kłócili się ze sobą o możliwość kąpania się w tym świetle, a później… zgasnąć, jak teraz. Znów wyglądał jak wtedy, kiedy Alexander kazał mu wypierdalać i wyrzucił go na zbity pysk.
@The Beast
Analizował głęboko to, dlaczego oddycha nie wiedząc o tym. I dlaczego podejmowanie decyzji, generalnie to co robiło się w ciągu dnia, działało tak podobnie do tych wszystkich czynności jakie wykonywał bezwiednie. Jeśli się za mocno na tym oddychaniu skupiłeś, automat się wyłączał. Czasami budził się i wiedział dokładnie gdzie chce iść, czym będzie się zajmował, a czasami – tak jak dzisiaj – włóczył się. Nie wiedział co robić, gdzie iść, nie był w stanie przestać myśleć o tym, jak abstrakcyjnym stało się robienie czegokolwiek, więc szedł bez celu i myślał, myślał, myślał…
Bycie żywym wydawało mu się czasami bardzo dziwne, bo dlaczego właściwe wciąż był żywy? Mniej niż tydzień temu poderżnął sobie gardło. Więc dlaczego? Dlaczego życie nadal trwało? Ktoś z litości wyłowił go z rzeki, więc teraz był zobowiązany do tego, żeby nadal żyć? Skoro nie, to dlaczego nie pójdzie do którejś z przyczep i się w niej tak po prostu nie powiesi? Dlaczego nie czuł chęci, żeby znów rozdrapać sobie paznokciami skórę i patrzeć na strugi krwi ściskające na brudną posadzkę? Dlaczego nie potrafił tak po prostu wyłączyć oddychania i zasnąć?
Bycie żywym było naprawdę dziwne.
Najdziwniejsze było w tym wszystkim to, że chociaż wokół niego kłębili się teraz ludzie, nie potrafił czuć się bardziej samotny i żałosny niż teraz. Najwyraźniej dało się czuć po czymś takim upokorzenie. Bellowie byli radośni. Zadawali mu pytania, próbowali o niego dbać, a on… co miałby im niby powiedzieć? Miałby się do tego przyznać? Prędzej znów spróbuje odciąć się od świata, niż obedrze się ze skóry na ich oczach.
Po pomocy w naciągnięciu namiotu, szybko oddalił się od zbiorowiska i ruszył w kierunku wozu Fiery.
Widział, że zdawała sobie sprawę z jego szorującego po dnie samopoczucia. Zresztą, nie odezwał się do niej ani dzisiaj ani wczoraj nawet jednym słowem. Nie trzeba było być geniuszem żeby zorientować się, że Flynn znów nurkował w tej ciemnej, wodnej toni, z której nie potrafił sam wypłynąć, ale chorobliwie unikał każdego próbującego podać mu rękę. Zachowywał się jak dziwak. Stał kilkanaście kroków dalej. Widać po nim było, jak zbiera słowa, a później nic nie mówi, bo od razu się poddaje. Spoglądał to na nią, to na fajkę w dłoni. Każdy taki gest ostatecznie kwitował westchnieniem i ciszą.
Zdarzało mu się błyszczeć, huczeć, krzyczeć, rozbłyskać oślepiającym światłem sprawiającym, że ludzie kłócili się ze sobą o możliwość kąpania się w tym świetle, a później… zgasnąć, jak teraz. Znów wyglądał jak wtedy, kiedy Alexander kazał mu wypierdalać i wyrzucił go na zbity pysk.
@The Beast
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.