Nicholas nie myślał o tym, aby odwiedzić kobietę innego dnia o stosownej porze. Skoro był już dzisiaj w Dolinie Godryka, skorzystał z zaproszenia od razu. Późna pora, to możliwe, że większość zwierząt udała się na swój spoczynek. Grasowały tylko nocne stworzenia. Nie trudno było jednak znaleźć wspominany kurnik, ale też wymagało to sporej uwagi. Ponieważ chatka, nie znajdowała się w pobliżu zagospodarowanego miasteczka.
Ostatnie noce Travers nie przesypiał dobrze. Od czasu nieudanej misji z wypiciem trującego, jak w jego ocenie eliksiru z Mauzoleum Fawleyów, zdarzały śnić mu się koszmary. Potęgowało to jego problemy z bezsennością. Potrzebował więc także czegoś na spokojny sen. Inaczej, nie mógłby normalnie funkcjonować dnia następnego. Musiał pracować. Liczyć mógł tylko na siebie. Zawsze tak jest i było od naszych narodzin. Radzić sobie musimy sami. Nie zawsze ktoś nam pomoże. Zaufane osoby, którymi darzył, były daleko. Wręcz nieosiągalne. A to, że z kimś przesypiał noce, czy czas spędzał, to jedynie dla towarzystwa. Nie da się jednak ukryć, że kogoś obok potrzebował. Ze względu na swoje problemy zdrowotne.
Magiczna chatka, wpuściła go do środka. Nie często bywał w takich miejscach zamieszkania. Gdyż może nieczęsto spotykał się w wiedźmami, czarownicami. Rozejrzał się z zainteresowaniem po wnętrzu miejsca, które bardzo mogły przypominać lokum kobiety zajmującej się zielarstwem, wytwórstwem eliksirów?
Miłe słowa na powitanie wieczorne Nicholas usłyszał z ust kobiety, która pojawiła się w pomieszczeniu kuchennym.
- Bezsenność jest bezlitosna.Odpowiedział na zaczepkę krótko, co powinno wystarczyć, dlaczego nie wrócił do swojego domu zaraz po ich "astralnym" spotkaniu i nie stawił się na zaproszenie, dnia chociażby następnego. Skierował w jej stronę swoje znane jej już chłodne w oczach niebieskich spojrzenie. Miała przed sobą wysokiego blondyna, odzianego w czerń szaty. Mogła go dotknąć, aby poczuć krople deszczu, które postanowiły przyczepić się do jego odzienia. Nie oponował. Dał jej powód do tego, że jest prawdziwy. Namacalny.
Spojrzał w kierunku wskazanego krzesła, które mu wskazała, aby mógł spocząć. Meble te widocznie nie doczekały się swojej renowacji. Czy w takim stanie, były stabilne? Miał trochę wrażenie, jakby był u siostry bałaganiary. Może i meble miała w lepszym stanie, to walące się ubrania był czymś podobnym, co tutejsze zioła. Był tutaj jednak gościem, nie mógł sobie pozwolić na sprzątanie miejsca obcego domu. Choć kusiło sięgnąć po różdżkę i zrobić tutaj porządek. W ostatnich miesiącach obcowania z mentorem gdy żył, sam już popadał w paranoję czystości.
Dotknął krzesła, aby sprawdzić jego stabilność, udając że je sobie odsuwa, poprawia tak, aby móc skorzystać z zaproszenia. Aż w końcu usiadł.
- Co więcej możesz mi powiedzieć o widmach?Zapytał, jednocześnie pokazując jej, że nie jest z tych co pierw zaczynają rozmowy od pogody i zdrowia. Nie owijał w bawełnę, a przeszedł od razu do rzeczy. Nie zamierzał też długo tutaj zostać.