06.09.2026, 23:02 ✶
Jonathan nagle zaprzestał ekspolorowania dolnych rejonów Shafiqowego biurka, zamknął szufladę i stanął na równe nogi.
– Doskonale w takim razie jedną rzecz mamy już z głowy – oznajmił, po czym podszedł do swojego stanowiska pracy i po chwili znalazł zapodzianą wiadomość. – Zdecydowanie nie rezygnuj z wymyślnych kształtów mój drogi. To mój ulubiony sposób pozostawiania przez ciebie notatek, chociaż może następnym razem ułóż je w kształty, które nie sugerują mi, że dana wiadomość powinna być odczytana tuż przed końcem gpdzin naszej pracy. Byłem przekonany, że jeśli ją przeczytam rano to… No cóż. Godziny będa mi upłuwać na zdecydowanie większym zniecierpliwieniu.
Odłożyl notatkę na bok, a potem ponownie skupił swoją uwagę na biurku Anthony’ego, tym razem po prostu siadając na nim z boku. Przez chwilę rozważał jego słowa, aż w końcu pokiwał głową.
– Bellamont… Jestem przekonany, że moi rodzice kilka razy jadali z nim kolacje. Może przypomnę sobie jakieś anegdotki na jego temat. Coś co wywoła w nim miłe wspomnienia, zanim przejdziemy do poważniejszych rozmów. Ah i i nie wiesz może czy przypadkiem nie jest oklumentą? Miłoby było rozeznać się na dzień dobry w jego aurze – Zamyślił się na chwilę. – I w aurach pozostałych zgromadzonych. Ostaynim czego potrzebujemy to animozje wsród polityków, które wpłynełyby na podejmowane przez nich decyzje o czym nie mielibyśmy pojęcia, chociaż po co ja ci to mówię, skoro zapewne doskonale o tym wiesz.Ale to wszystko jeszcze zdążymy przedyskutować. A teraz powiedz mi Anthony….
Nagle jego wzrok stał się nieco poważniejszy.
– Mam nadzieję, że zdajesz sobie w pełni
sprawę z tego, że ufam ci i wiem, że jeśli mnie potrzebujesz w Lozannie, to naprawdę mnie potrzebujesz. Nie wiem jednak, czy jesteś tego świadom, ale mam do ciebie pewną słabość, która obecnie bierze nade mną górę i nie obiecuję że za killa godzon przez tę słabość nie przebije się świadomość tego, że właśnie poprosiłeś mnie o zamknięcie się w rozpędzonej stalowej bestii. Ale spokojnie myślę że największe wyrzuty poczynię ci wtedy gdy ta metalowa maszkara napędzana ludzkimi błędami, złym losem i pragnieniem krwi, doprowadzi mnie do uszerbku na zdrowiu w postaci rozerwanych kończyn. A w takim stanie nie wiem czy wiesz, ale naprawdę trudno będzie mi klękać. Oczywiście może też się okazać, że któryś z nas cierpi na jakąś ukrytą dolegliwość, która da o sobie znać kiedy będziemy jechać w szczerym polu i nie damy rady bezpiecznie dostać się na czas do magimedyka. Nie wspominając już o tym, że… – Wziął głeboki wdech i uśmiechnął się nieznaczmie. – Ale to wszystko dopiero później. Po prostu chcę abyś wiedział, że będziesz musiał mi to jakoś wynagrodzić i wytłumaczyć jeszcze raz czemu stalowy paszkwil śmierci wydał ci się najlepszym środkiem transportu z możliwych.
– Doskonale w takim razie jedną rzecz mamy już z głowy – oznajmił, po czym podszedł do swojego stanowiska pracy i po chwili znalazł zapodzianą wiadomość. – Zdecydowanie nie rezygnuj z wymyślnych kształtów mój drogi. To mój ulubiony sposób pozostawiania przez ciebie notatek, chociaż może następnym razem ułóż je w kształty, które nie sugerują mi, że dana wiadomość powinna być odczytana tuż przed końcem gpdzin naszej pracy. Byłem przekonany, że jeśli ją przeczytam rano to… No cóż. Godziny będa mi upłuwać na zdecydowanie większym zniecierpliwieniu.
Odłożyl notatkę na bok, a potem ponownie skupił swoją uwagę na biurku Anthony’ego, tym razem po prostu siadając na nim z boku. Przez chwilę rozważał jego słowa, aż w końcu pokiwał głową.
– Bellamont… Jestem przekonany, że moi rodzice kilka razy jadali z nim kolacje. Może przypomnę sobie jakieś anegdotki na jego temat. Coś co wywoła w nim miłe wspomnienia, zanim przejdziemy do poważniejszych rozmów. Ah i i nie wiesz może czy przypadkiem nie jest oklumentą? Miłoby było rozeznać się na dzień dobry w jego aurze – Zamyślił się na chwilę. – I w aurach pozostałych zgromadzonych. Ostaynim czego potrzebujemy to animozje wsród polityków, które wpłynełyby na podejmowane przez nich decyzje o czym nie mielibyśmy pojęcia, chociaż po co ja ci to mówię, skoro zapewne doskonale o tym wiesz.Ale to wszystko jeszcze zdążymy przedyskutować. A teraz powiedz mi Anthony….
Nagle jego wzrok stał się nieco poważniejszy.
– Mam nadzieję, że zdajesz sobie w pełni
sprawę z tego, że ufam ci i wiem, że jeśli mnie potrzebujesz w Lozannie, to naprawdę mnie potrzebujesz. Nie wiem jednak, czy jesteś tego świadom, ale mam do ciebie pewną słabość, która obecnie bierze nade mną górę i nie obiecuję że za killa godzon przez tę słabość nie przebije się świadomość tego, że właśnie poprosiłeś mnie o zamknięcie się w rozpędzonej stalowej bestii. Ale spokojnie myślę że największe wyrzuty poczynię ci wtedy gdy ta metalowa maszkara napędzana ludzkimi błędami, złym losem i pragnieniem krwi, doprowadzi mnie do uszerbku na zdrowiu w postaci rozerwanych kończyn. A w takim stanie nie wiem czy wiesz, ale naprawdę trudno będzie mi klękać. Oczywiście może też się okazać, że któryś z nas cierpi na jakąś ukrytą dolegliwość, która da o sobie znać kiedy będziemy jechać w szczerym polu i nie damy rady bezpiecznie dostać się na czas do magimedyka. Nie wspominając już o tym, że… – Wziął głeboki wdech i uśmiechnął się nieznaczmie. – Ale to wszystko dopiero później. Po prostu chcę abyś wiedział, że będziesz musiał mi to jakoś wynagrodzić i wytłumaczyć jeszcze raz czemu stalowy paszkwil śmierci wydał ci się najlepszym środkiem transportu z możliwych.