07.09.2026, 09:56 ✶
— Cóż, dobry spirytysta to adwokat dusz. Panią dręczą żywi, mnie zaś martwi. Rozwiązywanie spraw przemocą tylko dla wygody kogoś, kto postąpił niegodnie, nie leży ani w moim, ani w Pani interesie.
Wzruszył ramionami, nieprzejednany. Nie, żeby nagle był taki znowu bez skazy, że zawsze po Bożemu i według przykazań, ale dla niego zjawy były bardziej żywe niż ludzie i jeśli miał z nimi walczyć, to nie wbrew własnym przekonaniom. Był daleki od krzywdzenia dzieci, nawet tych, które wiele lat temu opuściły swoje ludzkie ciała i istniały już jedynie w pozamaterialnej formie. Im bardziej stawiał się Astorii, tym bezpieczniej i pewniej czuł się, zerkając w stronę nawiedzonego obrazu. Zaśmiał się nieoczekiwanie, gdy uświadomił sobie, że pragnie przytulić się do ramy.
— Powtórzę to raz jeszcze: można wypędzić ducha z obrazu, ale niekoniecznie z życia osoby, której złe czyny i wyrzuty sumienia go karmią. To trochę tak, jak walczyć z mrówkami chemikaliami, ale nie sprzątnąć ze stołu słodkiego tortu weselnego i patery pełnej najznamienitszych ciast. Nie da się zlikwidować jedynie skutku, zupełnie ignorując przyczynę problemu. Upór martwych nie gaśnie, bo jest wspomnieniem, nie rzeczywistością. Funkcjonuje zupełnie poza czasem i dlatego często dotyka także przodków.
Uśmiechnął się bez przekonania. Nie rozumiał uporu tej kobiety. Jaki interes, poza finansowym, miała w bronieniu dobrego samopoczucia obcego bogacza? Jedynym, co sugerował Eugene, było zmierzenie się z przeszłością, może nawet nie swoją, a jakiegoś dalekiego krewnego. Czy to naprawdę był aż taki problem, niemożliwa niewygoda? Widocznie się tu różnili. Pewnie dlatego on mieszkał w cyrku, pijał samogon i jadł śmieci, a ona prowadziła galerię światowej sławy, otoczona antycznymi meblami i pięknymi dziełami sztuki. Przynajmniej miał swój honor. Zastanawiał się przez chwilę, czy pomógłby jej inny spirytysta, jakiś duchowy degenerat, bo jeśli tak, to oznaczałoby, że w imię miejsca w niebie i przychylności nieokreślonego bytu marnuje okazję na zarobienie naprawdę dobrych pieniędzy. Przyszła mu do głowy jeszcze jedna opcja, umiarkowanie satysfakcjonująca.
— Rozwiązanie pośrednie Pani nie zadowoli, nie jest też zbyt humanitarne ani sprawiedliwe. Obraz może zostać tutaj lub w innym miejscu, odległym od rezydencji. Duchy nie są zbyt mobilne, znają zwykle kilka utartych ścieżek, straszą gdzieś, ale dwa domy dalej już nie, prawda? Z braku laku będzie dręczył Pani pracowników, może odnajdzie w kimś podobną historię. Nie przyniesie to ukojenia ani duszy, ani Pani klientowi, ale przynajmniej nie wyhodujemy czegoś, z czym sobie nie poradzimy. Są też klienci na tego rodzaju turystykę, wystarczy dopisać historię. Ostatecznie nie musi być nawet prawdziwa.
Podrapał się po policzku, trochę rozbity. Zaczynała go boleć głowa, głównie przy skroniach. Czuł, że pokładane w nim nadzieje i oczekiwania nie mieszczą się w jego głupim, ludzkim ciele. Spojrzał w jej oczy, chłodne i śliczne, chyba zawiedzione. Zjawy przynajmniej nie miały twarzy, pokazywały mu wszystko tylko przez fizyczny dyskomfort. W pomieszczeniu zrobiło się potwornie duszno.
— Przepraszam, to właściwie wszystko, co mogę dla Pani zrobić.
Wzruszył ramionami, nieprzejednany. Nie, żeby nagle był taki znowu bez skazy, że zawsze po Bożemu i według przykazań, ale dla niego zjawy były bardziej żywe niż ludzie i jeśli miał z nimi walczyć, to nie wbrew własnym przekonaniom. Był daleki od krzywdzenia dzieci, nawet tych, które wiele lat temu opuściły swoje ludzkie ciała i istniały już jedynie w pozamaterialnej formie. Im bardziej stawiał się Astorii, tym bezpieczniej i pewniej czuł się, zerkając w stronę nawiedzonego obrazu. Zaśmiał się nieoczekiwanie, gdy uświadomił sobie, że pragnie przytulić się do ramy.
— Powtórzę to raz jeszcze: można wypędzić ducha z obrazu, ale niekoniecznie z życia osoby, której złe czyny i wyrzuty sumienia go karmią. To trochę tak, jak walczyć z mrówkami chemikaliami, ale nie sprzątnąć ze stołu słodkiego tortu weselnego i patery pełnej najznamienitszych ciast. Nie da się zlikwidować jedynie skutku, zupełnie ignorując przyczynę problemu. Upór martwych nie gaśnie, bo jest wspomnieniem, nie rzeczywistością. Funkcjonuje zupełnie poza czasem i dlatego często dotyka także przodków.
Uśmiechnął się bez przekonania. Nie rozumiał uporu tej kobiety. Jaki interes, poza finansowym, miała w bronieniu dobrego samopoczucia obcego bogacza? Jedynym, co sugerował Eugene, było zmierzenie się z przeszłością, może nawet nie swoją, a jakiegoś dalekiego krewnego. Czy to naprawdę był aż taki problem, niemożliwa niewygoda? Widocznie się tu różnili. Pewnie dlatego on mieszkał w cyrku, pijał samogon i jadł śmieci, a ona prowadziła galerię światowej sławy, otoczona antycznymi meblami i pięknymi dziełami sztuki. Przynajmniej miał swój honor. Zastanawiał się przez chwilę, czy pomógłby jej inny spirytysta, jakiś duchowy degenerat, bo jeśli tak, to oznaczałoby, że w imię miejsca w niebie i przychylności nieokreślonego bytu marnuje okazję na zarobienie naprawdę dobrych pieniędzy. Przyszła mu do głowy jeszcze jedna opcja, umiarkowanie satysfakcjonująca.
— Rozwiązanie pośrednie Pani nie zadowoli, nie jest też zbyt humanitarne ani sprawiedliwe. Obraz może zostać tutaj lub w innym miejscu, odległym od rezydencji. Duchy nie są zbyt mobilne, znają zwykle kilka utartych ścieżek, straszą gdzieś, ale dwa domy dalej już nie, prawda? Z braku laku będzie dręczył Pani pracowników, może odnajdzie w kimś podobną historię. Nie przyniesie to ukojenia ani duszy, ani Pani klientowi, ale przynajmniej nie wyhodujemy czegoś, z czym sobie nie poradzimy. Są też klienci na tego rodzaju turystykę, wystarczy dopisać historię. Ostatecznie nie musi być nawet prawdziwa.
Podrapał się po policzku, trochę rozbity. Zaczynała go boleć głowa, głównie przy skroniach. Czuł, że pokładane w nim nadzieje i oczekiwania nie mieszczą się w jego głupim, ludzkim ciele. Spojrzał w jej oczy, chłodne i śliczne, chyba zawiedzione. Zjawy przynajmniej nie miały twarzy, pokazywały mu wszystko tylko przez fizyczny dyskomfort. W pomieszczeniu zrobiło się potwornie duszno.
— Przepraszam, to właściwie wszystko, co mogę dla Pani zrobić.