Ten dzień… ten dzień, a właściwie wieczór był tak okropnie intensywny, że Prue następnym razem dwa razy miała się zastanowić nad tym, czy faktycznie wyjdzie z domu. Tam było ciepło, przytulnie, spokojnie, nie musiała radzić sobie z interakcjami z ludźmi no i goblinami, które okazywały się być bardzo, ale to bardzo skomplikowane - najwyraźniej dwie kobiety nie mogły poruszać się wieczorem ulicami Londynu bez zaczepienia, a szkoda, chociaż - czy wtedy miałyby co wspominać, bo nie wątpiła w to, że ten wieczór na pewno będą.
Nie obeszło się bez zapytania kobiet o zdanie na jakiś gobliński temat. Naprawdę chciała to zignorować, spojrzała na Cressidę, przyglądała jej się przez chwilę, bardzo zależało jej, żeby po prostu napić się drinka, nie gadać już dzisiaj z nikim więcej, chciała, aby miały trochę spokoju, już jeden bar musiały opuścić przez te krasnoludy, to było jednak za mało, najwidoczniej prosiły się o więcej, czy miały coś takiego w swoim wyglądzie, co sugerowało, że chciałyby się dołączyć do tej dyskusji? No nie wydawało jej się.
Przyjaciółka zaczęła mówić, Prue w między czasie sięgnęła w stronę klamki - spodziewała się bowiem, że i Cressida może mieć dość tego całego, goblińskiego zachowania. Nie myliła się zbytnio. Zdążyła otworzyć drzwi, zrobić krok w stronę wnętrza baru, kiedy do jej uszu dobiegły elokwentne słowa Cressidy. Nie odwróciła się jednak, weszła głębiej do pomieszczenia, dopiero wtedy spojrzała przez ramię - chcąc sprawdzić, czy i ona już jest w środku. Liczyła na to, że nie zwróciły na siebie zbyt wielkiej uwagi, było to trochę wejście smoka, jednak ludzie przy stolikach wydawali się być zajęci rozmowami, które prowadzili. Prue jeszcze szybko rozejrzała się po Dziurawym Kotle, wolała się upewnić, że w środku nie ma żadnych goblinów, bo tych miała dość na dzisiejszy wieczór. Nie zauważyła nikogo, kto spowodowałby, że wyszłaby z baru - w sumie gobliny łatwo było przegapić, ale miała nadzieję, że wzrok jej nie mylił.
- Ja nie mogę, co kogo obchodzi, czy jakiś goblin będzie w Wizengamocie? Zaraz każdy będzie chciał mieć swojego reprezentanta, będą trytony, wilkołaki, wampiry, może i jednorożce? - Rzuciła jeszcze w stronę Cressidy. No tego to by było zbyt wiele, każdy powinien znać swoje miejsce, przynajmniej zdaniem Prue. Lubiła gdy świat był uporządkowany, nie znosiła zmian, nie podobało jej się to, że tamci tak głośno zaczęli krzyczeć o swoich prawach.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control