07.09.2026, 18:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.09.2026, 18:43 przez Bard Beedle.)
Przez moment naprawdę miałam wrażenie, że mogłyśmy jeszcze uratować nasz wspólny wypad na miasto, nieważne, jaki by on nie był nieprzewidywalny, chaotyczny i zupełnie niezgodny z planem - przekroczenie progu Dziurawego Kotła stanowiło w mojej wyobraźni coś w rodzaju magicznej granicy, za którą wszystkie dzisiejsze nieszczęścia powinny były zostać na ulicy, razem z deszczem, przemoczonymi ulotkami, fałszywymi monetami i z tamtym skurwiałym goblinem, który okazał się być zdecydowanie szybszy, niż pozwalał mu na to jego wzrost - przez kilka minut, które zajął nam spacer z ponurych części magicznego Londynu z powrotem do cywilizacji było nawet dobrze, ale potem… Potem znowu stałyśmy się częścią czegoś, w co nie chciałyśmy być zamieszane - nic więc dziwnego, że troszeczkę puściły mi nerwy, prawda? Każdy byłby zirytowany w takiej sytuacji, a przynajmniej tak usiłowałam się przed sobą wytłumaczyć, zanim weszłam za Prue do środka, zamknęłam drzwi, otrzepałam rękawy, chociaż nie miało to większego sensu, i rozejrzałam się po wnętrzu, najpewniej przypominając kogoś, kto właśnie wrócił z wojny, podczas gdy w rzeczywistości naszym największym osiągnięciem tego wieczoru było jego przeżycie w jednym kawałku. Na szczęście było tu spokojnie, ciepło i zwyczajnie, a przede wszystkim nie dostrzegłam w zasięgu mojego wzroku żadnego niedoszłego wiecownika, który mógłby w tej chwili podejść do nas z kolejnym pytaniem dotyczącym Wizengamotu.
Spojrzałam na Prue, kiedy zaczęła wyliczać wszystkie możliwe stworzenia, które mogłyby zażądać własnego miejsca w Wizengamocie, i parsknęłam śmiechem, bo jej ton doskonale zdradzał, że nie zamierzała prowadzić żadnej poważnej debaty, tylko zwyczajnie robiła sobie jaja z całej tej sytuacji.
- A potem będą reprezentanci duchów. I dementorów, bo przecież oni też mają uczucia. - Ciągnęłam po niej, kierując się do miejsc przy najbliższym wolnym stoliku. - Będą domagały się prawa do głosowania, chociaż połowa z nich nie ma nawet porządnego ciała, ani nawet półmaterialnej ręki, żeby podpisać się pod dokumentem, i… Wiesz co? Masz rację. - Przytaknęłam z całkowicie poważną miną, po czym usiadłam ciężko na krześle i oparłam się plecami o jego wysokie oparcie, dopiero teraz czując to, jak bardzo byłam zmęczona, całe ciało miałam jeszcze rozgrzane po biegu, ale moje ubrania pozostawały mokre i chłodne, więc z pewnością byłam w stanie docenić ciepło bijące z pobliskiego rozpalonego kominka oraz bez dalszego wahania zamówić nam zasłużonego mocnego grzańca, herbatę z wkładką albo chociaż korzennego drinka czy dwa. - Uważam, że Wizengamot powinien natychmiast przygotować miejsca dla wszystkich, którzy mogą poczuć się uprawnieni do wyrażania się za ogół magicznej społeczności. - Rozejrzałam po sali jeszcze raz, tak profilaktycznie, upewniając się, że rzeczywiście nigdzie nie czaił się kolejny uczestnik tamtego nieszczęsnego zgromadzenia - nie znalazłam żadnego, więc po raz pierwszy od kilku godzin pozwoliłam sobie naprawdę się rozluźnić. - Jedno dla trytona, najlepiej takie w akwarium. Jedno dla wilkołaka, ale chowane podczas pełni, bo po co mu wtedy krzesło. Nie daj, Merlinie, ktoś inny by na nim usiadł, a one są przecież terytorialne. Wampirowi przydałoby się miejsce gdzieś z dala od okien, ponieważ dostosowanie posiedzeń do godzin wieczornych mogłoby się gryźć z trybem życia wilkołaków, a jednorożec mógłby stać i głosować za pomocą machnięcia grzywą. Moja Stara też by sobie jakieś znalazła, bo lubi dyskutować, mogłaby być tam całkiem ważna. Nie uważasz, że to plan idealny?- A jeśli już o moją matkę i jej mądrości chodziło… Odsunęłam mokre włosy, które przykleiły mi się do policzków, przygotowując się na pełne poniesienie konsekwencji naszych dotychczasowych decyzji, najpewniej rychłe, bo mięśnie nóg już zaczynały przypominać mi o tym, że najwyraźniej nie były stworzone do pościgów ulicznych, a w prawym bucie chlupała mi woda, wydając mokro-mlaszczący dźwięk przy każdym ruchu - spojrzałam na własne obuwie, kręcąc głową, z mieszaniną żalu i wyrzutu, po czym uznałam jednak, że skoro przeżyło dzisiejszy wieczór, zasługiwały na całkiem spore uznanie, w końcu nie miało łatwo, jak i my - co za życie, co za świat…
Spojrzałam na Prue, kiedy zaczęła wyliczać wszystkie możliwe stworzenia, które mogłyby zażądać własnego miejsca w Wizengamocie, i parsknęłam śmiechem, bo jej ton doskonale zdradzał, że nie zamierzała prowadzić żadnej poważnej debaty, tylko zwyczajnie robiła sobie jaja z całej tej sytuacji.
- A potem będą reprezentanci duchów. I dementorów, bo przecież oni też mają uczucia. - Ciągnęłam po niej, kierując się do miejsc przy najbliższym wolnym stoliku. - Będą domagały się prawa do głosowania, chociaż połowa z nich nie ma nawet porządnego ciała, ani nawet półmaterialnej ręki, żeby podpisać się pod dokumentem, i… Wiesz co? Masz rację. - Przytaknęłam z całkowicie poważną miną, po czym usiadłam ciężko na krześle i oparłam się plecami o jego wysokie oparcie, dopiero teraz czując to, jak bardzo byłam zmęczona, całe ciało miałam jeszcze rozgrzane po biegu, ale moje ubrania pozostawały mokre i chłodne, więc z pewnością byłam w stanie docenić ciepło bijące z pobliskiego rozpalonego kominka oraz bez dalszego wahania zamówić nam zasłużonego mocnego grzańca, herbatę z wkładką albo chociaż korzennego drinka czy dwa. - Uważam, że Wizengamot powinien natychmiast przygotować miejsca dla wszystkich, którzy mogą poczuć się uprawnieni do wyrażania się za ogół magicznej społeczności. - Rozejrzałam po sali jeszcze raz, tak profilaktycznie, upewniając się, że rzeczywiście nigdzie nie czaił się kolejny uczestnik tamtego nieszczęsnego zgromadzenia - nie znalazłam żadnego, więc po raz pierwszy od kilku godzin pozwoliłam sobie naprawdę się rozluźnić. - Jedno dla trytona, najlepiej takie w akwarium. Jedno dla wilkołaka, ale chowane podczas pełni, bo po co mu wtedy krzesło. Nie daj, Merlinie, ktoś inny by na nim usiadł, a one są przecież terytorialne. Wampirowi przydałoby się miejsce gdzieś z dala od okien, ponieważ dostosowanie posiedzeń do godzin wieczornych mogłoby się gryźć z trybem życia wilkołaków, a jednorożec mógłby stać i głosować za pomocą machnięcia grzywą. Moja Stara też by sobie jakieś znalazła, bo lubi dyskutować, mogłaby być tam całkiem ważna. Nie uważasz, że to plan idealny?- A jeśli już o moją matkę i jej mądrości chodziło… Odsunęłam mokre włosy, które przykleiły mi się do policzków, przygotowując się na pełne poniesienie konsekwencji naszych dotychczasowych decyzji, najpewniej rychłe, bo mięśnie nóg już zaczynały przypominać mi o tym, że najwyraźniej nie były stworzone do pościgów ulicznych, a w prawym bucie chlupała mi woda, wydając mokro-mlaszczący dźwięk przy każdym ruchu - spojrzałam na własne obuwie, kręcąc głową, z mieszaniną żalu i wyrzutu, po czym uznałam jednak, że skoro przeżyło dzisiejszy wieczór, zasługiwały na całkiem spore uznanie, w końcu nie miało łatwo, jak i my - co za życie, co za świat…