• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[01/10/72] To be, or not to be... in hindsight, not to be

[01/10/72] To be, or not to be... in hindsight, not to be
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#5
07.09.2026, 18:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.09.2026, 18:43 przez Bard Beedle.)  
Przez moment naprawdę miałam wrażenie, że mogłyśmy jeszcze uratować nasz wspólny wypad na miasto, nieważne, jaki by on nie był nieprzewidywalny, chaotyczny i zupełnie niezgodny z planem - przekroczenie progu Dziurawego Kotła stanowiło w mojej wyobraźni coś w rodzaju magicznej granicy, za którą wszystkie dzisiejsze nieszczęścia powinny były zostać na ulicy, razem z deszczem, przemoczonymi ulotkami, fałszywymi monetami i z tamtym skurwiałym goblinem, który okazał się być zdecydowanie szybszy, niż pozwalał mu na to jego wzrost - przez kilka minut, które zajął nam spacer z ponurych części magicznego Londynu z powrotem do cywilizacji było nawet dobrze, ale potem… Potem znowu stałyśmy się częścią czegoś, w co nie chciałyśmy być zamieszane - nic więc dziwnego, że troszeczkę puściły mi nerwy, prawda? Każdy byłby zirytowany w takiej sytuacji, a przynajmniej tak usiłowałam się przed sobą wytłumaczyć, zanim weszłam za Prue do środka, zamknęłam drzwi, otrzepałam rękawy, chociaż nie miało to większego sensu, i rozejrzałam się po wnętrzu, najpewniej przypominając kogoś, kto właśnie wrócił z wojny, podczas gdy w rzeczywistości naszym największym osiągnięciem tego wieczoru było jego przeżycie w jednym kawałku. Na szczęście było tu spokojnie, ciepło i zwyczajnie, a przede wszystkim nie dostrzegłam w zasięgu mojego wzroku żadnego niedoszłego wiecownika, który mógłby w tej chwili podejść do nas z kolejnym pytaniem dotyczącym Wizengamotu.
Spojrzałam na Prue, kiedy zaczęła wyliczać wszystkie możliwe stworzenia, które mogłyby zażądać własnego miejsca w Wizengamocie, i parsknęłam śmiechem, bo jej ton doskonale zdradzał, że nie zamierzała prowadzić żadnej poważnej debaty, tylko zwyczajnie robiła sobie jaja z całej tej sytuacji.
- A potem będą reprezentanci duchów. I dementorów, bo przecież oni też mają uczucia. - Ciągnęłam po niej, kierując się do miejsc przy najbliższym wolnym stoliku. - Będą domagały się prawa do głosowania, chociaż połowa z nich nie ma nawet porządnego ciała, ani nawet półmaterialnej ręki, żeby podpisać się pod dokumentem, i… Wiesz co? Masz rację. - Przytaknęłam z całkowicie poważną miną, po czym usiadłam ciężko na krześle i oparłam się plecami o jego wysokie oparcie, dopiero teraz czując to, jak bardzo byłam zmęczona, całe ciało miałam jeszcze rozgrzane po biegu, ale moje ubrania pozostawały mokre i chłodne, więc z pewnością byłam w stanie docenić ciepło bijące z pobliskiego rozpalonego kominka oraz bez dalszego wahania zamówić nam zasłużonego mocnego grzańca, herbatę z wkładką albo chociaż korzennego drinka czy dwa. - Uważam, że Wizengamot powinien natychmiast przygotować miejsca dla wszystkich, którzy mogą poczuć się uprawnieni do wyrażania się za ogół magicznej społeczności. - Rozejrzałam po sali jeszcze raz, tak profilaktycznie, upewniając się, że rzeczywiście nigdzie nie czaił się kolejny uczestnik tamtego nieszczęsnego zgromadzenia - nie znalazłam żadnego, więc po raz pierwszy od kilku godzin pozwoliłam sobie naprawdę się rozluźnić. - Jedno dla trytona, najlepiej takie w akwarium. Jedno dla wilkołaka, ale chowane podczas pełni, bo po co mu wtedy krzesło. Nie daj, Merlinie, ktoś inny by na nim usiadł, a one są przecież terytorialne. Wampirowi przydałoby się miejsce gdzieś z dala od okien, ponieważ dostosowanie posiedzeń do godzin wieczornych mogłoby się gryźć z trybem życia wilkołaków, a jednorożec mógłby stać i głosować za pomocą machnięcia grzywą. Moja Stara też by sobie jakieś znalazła, bo lubi dyskutować, mogłaby być tam całkiem ważna. Nie uważasz, że to plan idealny?- A jeśli już o moją matkę i jej mądrości chodziło… Odsunęłam mokre włosy, które przykleiły mi się do policzków, przygotowując się na pełne poniesienie konsekwencji naszych dotychczasowych decyzji, najpewniej rychłe, bo mięśnie nóg już zaczynały przypominać mi o tym, że najwyraźniej nie były stworzone do pościgów ulicznych, a w prawym bucie chlupała mi woda, wydając mokro-mlaszczący dźwięk przy każdym ruchu - spojrzałam na własne obuwie, kręcąc głową, z mieszaniną żalu i wyrzutu, po czym uznałam jednak, że skoro przeżyło dzisiejszy wieczór, zasługiwały na całkiem spore uznanie, w końcu nie miało łatwo, jak i my - co za życie, co za świat…
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1542), Prudence Fenwick (1504)




Wiadomości w tym wątku
[01/10/72] To be, or not to be... in hindsight, not to be - przez Bard Beedle - 03.09.2026, 19:52
RE: [01/10/72] To be, or not to be... in hindsight, not to be - przez Prudence Fenwick - 03.09.2026, 20:26
RE: [01/10/72] To be, or not to be... in hindsight, not to be - przez Bard Beedle - 03.09.2026, 21:00
RE: [01/10/72] To be, or not to be... in hindsight, not to be - przez Prudence Fenwick - 07.09.2026, 17:40
RE: [01/10/72] To be, or not to be... in hindsight, not to be - przez Bard Beedle - 07.09.2026, 18:42
RE: [01/10/72] To be, or not to be... in hindsight, not to be - przez Prudence Fenwick - 07.09.2026, 19:26

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa