• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
1 2 Dalej »
[10.09.1972] i see red [Sabrina&Edith]

[10.09.1972] i see red [Sabrina&Edith]
wyjec tęczowy
„Wilkołak nie bronił się. Zagnany do jaskini, z której nie było wyjścia, uklęknął i czekał na cios miecza. Wiedźminowi było go żal."
wiek
27
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
alchemiczka w szpitalu św. Munga
Na pierwszy rzut oka wygląda na kogoś, kto wychowywał się w rodzinie z wyższych sfer. Szczupła, wysoka (175 centymetrów wzrostu) i nosząca się z ekstrawagancją, wyuczoną sztywnością i elegancją blondynka o szarozielonych oczach. To jednak wszystko pozory, ponieważ wystarczy, że zrzuci maskę w doborowym towarzystwie lub w domu i widać wtedy tylko dziewczynę, której większość zachowań to odpowiedź na wymagania otoczenia (choć to w gruncie rzeczy wcale sztywności i elegancji już od niej nie wymaga). Czasem jednak, gdy przyjrzysz sie jej bliżej, jesteś w stanie zauważyć kurze łapki i zmarszki, które zaczynają się jej robić od śmiechu, na jej rękach widać tajemnicze blizny, czy też możesz dostrzec to, że gdy jest zmęczona, zaczyna się garbić i maleć w oczach, a niekiedy na jej ubraniach widać ślady po warzeniu eliksirów lub opiece nad roślinami.

Sabrina Morgan
#2
Wczoraj, 20:44  ✶  
Nigdy nie sądziła, że nadejdzie dzień, w którym wpuści do swojego alchemicznego królestwa kogoś, kto nie był uzdrowicielem lub innym pracownikiem szpitala św. Munga. Teraz jednak, gdy od kilku dni panował tak ogromny chaos, a szpital wydawał się być tonącym statkiem, wszystkie (bądź większość) gabinetów były otwarte dla potrzębujących pomocy i diagnozy pacjentów. Sabrinie, jako alchemiczce, przypadło zajmowanie się wszystkimi tymi, którzy potrzebowali magicznych maści lub eliksirów. Były przypadki cięższe, ktore wymagały konsultacji z uzdrowicielami, ale były też te, powiedzmy, łatwe. Jak niezmywalna czerwona farba.

Wcześniejszego dnia przyjęła dwie osoby z tym problemem, ale dziś gdy tylko przyszła do pracy, usłyszała, że tego typu przypadków już na nocnym dyżurze było więcej. Ten dzień zapowiadał się wprost wybornie. Od razu gdy przyszła, wzięła sie do pracy. Po pierwsze, uprzątnęła swój kubek zostawiony wczoraj na biurku. Poprzedniego dnia popołudniu, po kilkunastogodzinnej zmianie, miała wrażenie jakby zupełnie przestała kontaktować. Przez moment nawet myślała, czy jej się to wszystko czasem nie przyśniło. Widok kubka z zaschniętą plamą z kawy na jego dnie uświadomił jej, że w rzeczywistości nic się jej nie śniło. Gdy wróciła wczorajszego wieczora do domu, padła i obudziła się następnego dnia. Westchnęła. Na szybko sprawdziła zawartość kociołka z jedną z mikstur, które warzyły się już od kilku dni i zawołała pierwszą osobę z kolejki.

Przypadki były w miare proste, jednak powtarzalne. Nie potrafiła nie współczuć wszystkim pokrzywdzonym w atakach, choć zdawała sobie sprawę, że pewnie część z nich choć odrobinę sobie na to zasłużyła. Ale o tym wolała nie myśleć. Cóż, na uzdrowiciela z krwi i kości by się nie nadawała, była zbyt empatyczną, za miękką kluchą.

Kolejną osobę, która weszła do jej gabinetu i po chwili zdjęła woalkę, chyba znała. Albo raczej, kojarzyła. Nie potrafiła przypomnieć sobie nazwiska, co dopiero imienia, ale wydawało sie jej, że twarz kobiety jest jej znana. Nie rozpamiętywać jednak tego, wysłała jej łagodny, współczujący uśmiech.

– Dzień dobry – przywitała ją. Gdy ciemnowłosa mówiła, Sabrina patrzyła jej w oczy, a przynajmniej próbowała. Jak zwykle chciała pokazać, że uważnie słucha. Nie byla pewna, czy bylo to odpowiednie, ale rzadko miala kontakt z pacjentami. Ba, wolała go unikać, bojąc się reakcji innych ludzi, gdyby jakims cudem dowiedzieli się o tym, że eliksiry i maści tworzy dla nich ktoś taki jak ona. Teraz jednak kontakt był wymagany i nie mogła na to nic poradzić, jedynie zagryźć zęby i pomagać. 

– Tak, nie jest pani jedyna, ale myślę, że coś na to poradzimy. Jednak zanim przejdziemy do omawiania opcji, muszę o coś jeszcze zapytać. Czy to jedyna szkoda, jaką pani wyrządzono? Bo jeśli coś jeszcze pani dolega, cokolwiek, to w tym rownież chętnie pomogę – powiedziała i uśmiechnęła się, choć nie był to wesoły uśmiech. Raczej dość stłumiony, jakby go wymusiła próbują ukryć zmartwienie, jakie ją ogarnęło na myśl o Spalonej Nocy. Znów pomyślała o tym, że i ona przecież została zaatakowana. Co prawda nie byla to farba, ani oparzenia, ani nic gorszego, jednak złamanie nosa… Bolało jak cholera. I mimo zażycia odpowiedniego eliksiru, wciąż nie było z nią idealnie. Choć widziała się w lustrze i nie dostrzegła tego ranka opuchlizny, miała wrażenie jakby jej twarz wciąż była po tym zdarzeniu obolała.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Edith Rookwood (605), Sabrina Morgan (523)




Wiadomości w tym wątku
[10.09.1972] i see red [Sabrina&Edith] - przez Edith Rookwood - 04.09.2026, 20:42
RE: [10.09.1972] i see red [Sabrina&Edith] - przez Sabrina Morgan - Wczoraj, 20:44

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa