Oczywista oczywistość, że w sumie jak się gdzieś zajmowało roślinami, to chciało się mieć szklarnie, ale z drugiej strony to jednak była dość spora skala przedsięwzięcia. Bardzo praktyczne, a jednocześnie Atreus zaczął się zastanawiać, czy ktokolwiek przechodzący pod szklanymi kopułami, wyobrażał sobie jak wszystkie jednocześnie zawalają się na głowę. Jasne, były wzniesione przez rzemieślników i zabezpieczone odpowiednimi zaklęciami (a przynajmniej na to liczył), ale natrętne myśli nie dawały o sobie zapomnieć i rozważać, czy ktoś nie miał z tego powodu paranoi.
— Ta, pamiętam. Chyba poszło nawet parę zgłoszeń że coś szaleje, bo w sumie gdzie to dać? Departament Zwierząt nie weźmie tego. Chyba pogotowie czy inne szybkie reagowanie zostaje — mruknął, ale tak… wiedział. Kiedy rozwinęła wątek, miał 'faktycznie' moment - wcześniej jakby omijał ten bunt roślin, no bo co on go interesował? Mieszkał wtedy w kamienicy, a tam nie było takich ekscesów.
Nie rozdzielili się, idąc dalej w kierunku głównej szklarni i tam znaleźli jakąś kobietę. Dogmę, jak się okazało. Victoria przedstawiła ich obydwoje, a Atreus, uśmiechnąwszy się na powitanie, siedział cicho podczas gdy ona prowadziła rozmowę. Przyglądał się kobiecie, z nieco zblazowanym wyrazem twarzy, uśmiechając się przy tym lekko, grzecznie i co jakiś czas kiwając głową, dając znać że też słucha. Nie wtrącał się na razie, bo mimo początkowych oporów, kobieta wydawała odpowiadać na zadane przez nich pytania. W końcu pożegnali się z kobietą i po chwili wymiany jakichś luźnych spostrzeżeń ruszyli dalej, w poszukiwaniu nieco… lepiej usytuowanego członka zespołu zielarskiego.