Ludzie się potem dziwili, dlaczego momentami Atreus bywał taki krytyczny i niemiły dla Brygady Uderzeniowej. Właśnie dlatego - bo wystarczyło zdać wstępne egzaminy. Nikt chyba nie posiadał złudzeń co do tego, że próg wejścia do jednostki wcale nie był wysoki, przynajmniej nie jak na standardy Ministerstwa. To byli policjanci, osoby pierwszego kontaktu, kiedy działo się coś złego. Ich obowiązki rozpoczynały się od źle zaparkowanych mioteł i kończyły na byciu pierwszymi osobami na miejscu zbrodni. Potem dopiero kontaktowano się z resztą potrzebnych osób. Nikogo nie dziwiło więc, że w Brygadzie sporo było dzieciaków. Fakt, mieli te swoje lamówki innego koloru, ale oprócz tego byli regularnymi funkcjonariuszami. I w takich sytuacjach jak ta, zwyczajnie to przeszkadzało. Szczególnie gdy trafiło się na kogoś, kto nie miał do wszystkiego cierpliwości.
A Bulstrode miał jej w tym momencie niezwykle mało. Z resztą, nie tylko on, ale kiedy Lestrange zapytała o głowę, coś a blondynie ustąpiło nieco i pojawiła się pewna niepewność. No bo jak to jaka głowa? Atreus czasem zapominał, że nie każdy był cholerną plotkarą i nie każdemu najlepszy przyjaciel wyszedł z pracy i nigdy do niej nie wrócił, tylko po to by następnego dnia wystawiono za nim list gończy. Cholera, bolało go to dalej, nawet po tak długim czasie i złość z tym związana paliła gdzieś głęboko za żołądkiem.
Przetoczył papierosa między palcami, jakby się nad czymś zastanawiał, wyostrzonym spojrzeniem wpatrując się w nią, ale pomimo tego skupienie nie poszedł krok dalej i nie nacisnął. Nie próbował podejść jej i dopatrzeć się w aurze jakiejś wskazówki, świadomie robiąc na tym polu krok w tył. Były takie kwestie, że gdzie trzecie oko aż rwało się do tego, by szeroko rozewrzeć. Ale teraz było inaczej.
— Ta sama która trafiła na biurko Harper. Kogoś upierdolili i rzucili jej podobno na biurko. Cholera jak tak sobie człowiek teraz o tym myśli, to się wcale nie dziwi, że wyskoczyła zza biurka na cały rozpierdol w Beltane — zaciągnął się, uciekając spojrzeniem gdzieś w bok, jakby starając się wyłuskać wszystko to, co byłow zceśniej słychać na korytarzach, ale też i okruchy, które po drodze usypywali. Brenna, wizje przy Polanie Ognisk, zmiany regulaminowe Koronerów, cudaczne zachowanie Moody… — Potem było to durne przesłuchanie po sabacie. I kurwa ten Stanley, którego wezwano na rozmówkę i zniknął z pracy.