Gdyby miała galeona za każdym razem, kiedy musiała odbierać kogoś z ministerialnego aresztu, to może nie miałaby wiele, a przynajmniej starczyłoby jej na jakiś zajebisty obiad w Zorzy. Chociaż może gdyby dokonała odpowiednich obliczeń matematycznych, to wyszłoby z tego coś na kaucje, ale Asena nie była pewna, czy Departament Prawa w ogóle kaucji wymagał. Głównie dlatego, ze nigdy nie miała okazji jakiejkolwiek płacić, bo nie miała na to jakichkolwiek środków.
Aseny, w przeciwieństwie do Biliusa, nie bolało nic. Serce może, że ten debilius znowu postanowił wpakować się za kratki. Postanowił, bo Greyback była absolutnie przekonana, że coś w nim kazało to robić specjalnie. Może siedziały mu na ramionach takie miniaturowe wersje jego samego, namawiające do złego i jeszcze gorszego, taka opcja wydawała jej się całkiem prawdopodobna. Była też zmodyfikowana i pozbawiona tego dobrego elementu, bo wystarczyło spojrzeć na Weasleya, na te jego oczy nieskażone myślą rozsądną, i z miejsca wiedziało z jakim typem człowieka miało się do czynienia.
Żeby nie było, zbytnio jej to nie przeszkadzało. Kiedy od urodzenia obracało się w takich fenomenalnych miejscach jak Little Hangleton, Nokturn i Podziemne Ścieżki, to człowiek był w stanie stwierdzić, że Weasley i tak był jednym z lepszych typów człowieka, jakich można było tam uświadczyć. W gruncie rzeczy porządny, tylko cholernie głupi.
— Okropnie śmierdzisz — to były pierwsze słowa, które zawisły między nimi, kiedy wreszcie stanęła obok, odfajkowawszy wszelkie Ministerialne pierdolenie, żeby w ogóle móc się tutaj dostać. — Gorzej jak ta studzienka kanalizująca jeden zaułek dalej od Rejwachu, z której codziennie o czwartej bucha ta dziwna chmura zielonych wyziewów — potarła wrażliwy, wilczy nos, czując jak ją nieco kręci. W przeciwieństwie do niego, prezentowała się o wiele lepiej. Buty z wysoką cholewą, takie trochę cowboyki i krótka sukienka ze sztruksu, w kolorze ciemnej wiśni. Mugolska, bo czemu by nie, a na którą zarzucony była długa, wierzchnia szata, bo robiło się już chłodnawo. Nic nie było podarte, poplamione czy zaplute, a mimo tego pozostawała jakaś świadomość, że jedyne co tę dwójkę różniło to fakt, że Billius nie poszczędził sobie alkoholu i niechcący go złapali. Asena natomiast miała dostęp do zestawu czystych ubrań. Oprócz tego, cóż, byli tak samo przeżuci przez życie.
Blood is rare and sweet as cherry wine