Przepadała za takimi wieczorami. Obserwowanie cyrkowców podczas pracy ją odprężało, zwłaszcza, kiedy sama wykonała już wszystkie swoje zadania na ten dzień, mogła odpocząć, odetchnąć, zatrzymać się na moment. Potrzebowała tego. Mimo tego, że otaczało ją wielu ludzi, często czuła się samotna, nie szukała jednak towarzystwa na siłę, chyba nie do końca potrafiła zabiegać o zainteresowanie, jakoś tak od zawsze wolała zaszywać się w okolicy swojego wozu w towarzystwie swoich braci. Był to nawyk, który pozostał jej z lat, gdy nie należała do cyrkowej trupy.
Dobrze było czasem jednak pozwolić komuś wejść do swojej przestrzeni. Zauważyła, że przyszedł. Nie umknęło jej to, nie zamierzała jednak zakłócać tej ciszy, która ich otaczała, no nie do końca ciszy, była od czasu do czasu przerywana pochrapywaniem lwów.
Wiedziała, że Flynn nie jest w najlepszym nastroju, znała go jednak na tyle, aby wiedzieć, że miewał swoje momenty. Potrafił być jak kometa, która błyszczała najaśnieszym ze świateł, ale równie szybko gasła wyczerpując całą swoją energię. Tak już miał, nie jej było rozważać nad tym, czy było to dla niego dobre. Była tu jednak po to, aby mógł przy niej pomilczeć jeśli tego potrzebował. Uniosła w końcu głowę, spojrzała na niego, wpatrywała się w Flynna dłuższą chwilę, aż wyciągnęła zza ucha swojego papierosa, wyciągnęła go przed siebie jako propozycję - jeśli miał ochotę mógł się do niej dosiąść, spalić z nią tego blanta i pomilczeć w tym otoczeniu. Rozmowy nie zawsze były konieczne, czasem dobrze było po prostu mieć świadomość tego, że ktoś jest obok, ktoś bliski, komu na Tobie zależało. Zresztą jak wciągną w swoje płuca kilka buchów to może się zmienić, być może nabiorą ochoty na jakąś filozoficzną wymianę zdań, różnie bywa. Póki co oferowała mu po prostu swoją obecność.
@The Edge