Czy Edith robiła to w imię ideologii? Była ona jednym z zapalników, jakie skierowały ją ku tak karygodnemu zachowaniu, ułatwiały to niewybaczalne dla normalnych ludzi zachowanie, ale najważniejsze było dla niej przetrwanie. Gra pozorów, w której zawsze wychodzi obronną ręką; tak by nikt nigdy nie dowiedział się, jak czarne ma myśli, jak bardzo nie szanuje ludzkiego życia. Nie tylko mugole byli w jej mniemaniu gorsi od niej — wielu czarodziejów czystej krwi, tych którzy byli zbyt słabi by się postawić, zbyt miałcy by wziąć sprawę w swoją ręce nawet w najgorszych okolicznościach, znajdowali się równie nisko. Do czynu pchała ją desperacja, pragnienie życia i przeżycia, zrobienia czegoś więcej niż wymazania kilku pamięci mugoli czy wprowadzenia zmiany w ich zachowaniu — tak, by chociaż na chwilę obracali się przeciwko sobie.
— Nie wiem. — powiedziała szczerze, bo pewna być nie mogła. Czy szaleństwo, które zapanowywało w umysłach mugoli wtedy, gdy ojciec uczył ją legilimencji właśnie na nich, można było nazwać śmiercią? Czy człowiek żył, gdy jego umysł nie był w stanie poradzić sobie z złymi wizjami, które przychodziły znienacka, sprowokowane nieudolnymi czarami rzuconymi pod czujnym okiem ojca przez wtedy jeszcze nastolatkę. Czy, gdy mąciła im w umysłach nakłaniając do przemocy, krążąc w strefie nigdy niewypowiedzianych fantazji, w których stronę ich pchała można było zaliczyć, jako śmierć powolną, bo śmierć czystości duszy i sumienia?
— Być może, gdy uczyłam się legilimencji, ale nigdy bezpośrednio, raczej były to wypadki przy pracy. — Nie podobało jej się, że tak drąży, to może, który rzucił między słowami kilkanaście minut wcześniej, gdy nakazał jej zrobić to do czego się posunęła, ciążyło jej niemiłosiernie. Bo co jeśli jednak zmieni swe zdanie. Miała wrażenie, nienienie, Edith, była pewna, że jej życie jest warte więcej niż to, należące do mugola.
Czuła się, jak zwierzę zagonione w najciemniejszy, najgłębszy zakątek lasu, jak istota, która wyrywa się w nadziei, że los oszczędzi ją z rąk myśliwego. Kata. Oprawcy.
Wyczekiwała więc w ciszy, spokojnie, na jego kolejne słowa, nieustająco wpatrując w maskę Śmierciożercy, gdzieś, za czym zajmowała się twarz. Być może i jej znana. W swojej desperacji posunęła się do najgorszego, czego więc chciał? Do czego prowadziły te pytania, jakby to czy zabiła było ważne. Złość narastała dalej, chociaż tym razem spokojniej, sącząc żyłami Rookwood w oczekiwaniu. Była pewna jednego — nie ulegnie. To była ostatnia rzecz, jaką zrobi tej nocy na polecenie Śmierciożercy.
torment me. IN DETAIL.