W tym dniu, wolnym od pracy, tej pory, kiedy miał mieć niespodziewane wezwanie, przebywał w swoim domu na tyłach specjalnie wybudowanej małej szklatni. Doglądał swoją hodowlę motyli, na których robił sobie dodatkowe eksperymenty i prowadził zapiski. W pewnym momencie poczuł pieczenie na lewym przedramieniu, drażniący ból mrocznego znaku. Szło jednak się do tego bólu przyzwyczaić, póki nie rozrywało ręki. Wiedział co to oznaczało. Natychmiastowe wezwanie przez Czarnego Pana. Miejsce spotkania było po części zaskakujące, że nie był to Kromlech, ani jego dom, czy inne zamknięte pomieszczenie. Otwarta przestrzeń miasteczka, zaludnionego przez nielicznych czarodziei, ze względu na klimat i historię tego miejsca. Ale jednak miejsce, było odosobnione, bez zbędnych oczu i świadków. Nicholas musiał przerwać to, czym się zajmował i opuszczając szklarnię, zamykając ją porządnie, musiał stawić się tam, gdzie go nagle oczekiwano.
Nicholas postanowił teleportować się w pobliże wskazanej lokalizacji, którą najpewniej usłyszał w swojej głowie. Czarny Pan czekał na niego. Na miejscu zapewnił, że nikt ich nie obserwuje. Czujność w Nicholasie jednak pozostawała. A chłodne spojrzenie spoglądało na oblicze Lorda Voldemorta, słuchając go w milczeniu. Nie odczuwał strachu przed nim. Nie przeszkadzał mu odór jaki wydzielał sobą przez czarną magię. Jego organizm, jego zmysły przyzwyczajały się do tego. Bo przecież on sam on sam doświadczał częstszego użytkowania tej wspaniałej mocy czarnej magii. Przez ostatnie miesiące, Nicholas bardzo się zmienił.
Odczuł umysłowy napór, lecz nie pozwolił na wejście w swoje wspomnienia. Chronił swój umysł. Mógł pozwolić na przekaz informacji, nie mógł pozwolić na jakiekolwiek grzebanie w swojej głowie i siłowe wyciąganie informacji. Nawet Lordowi Voldemortowi. Po to został oklumentą, aby chronić sekrety. Nie tylko własne, ale i innych.
W słowach Lorda Voldemorta usłyszał także docenienie swoich starań w kierunku tego, kim chce być, do czego dąży w szeregach organizacji. Czy może też ogólnie. Tutaj Nicholas wykazał większe zainteresowanie tematem, nie wydając z żadnego słowa. Mowa ciała, gesty i czyny mówią o nas więcej, niż słowa.
Słuchał z zainteresowaniem, przenosząc spojrzenie w kierunku wskazanych drzwi domu, należącego do Archibalda Frasera. Wspomniany mężczyzna miał powrócić jutrzejszego wieczora. Był ważny, potrzebny. Nie było to trudne zadanie. Trudne okaże się, kiedy mężczyzna zacznie odmawiać. Niewymowny wiedział już, jak do tego tematu podejść. Jak zacząć z nim rozmawiać. Jak go przekonać.
- Zrozumiałem.Tym słowem, potwierdził chęć przyjęcia zlecenia. Odebrał to Take jako szansa dla siebie, na naprawienia błędu, porażki jaką poniósł w Mauzoleum Fawleyów. Choć zadanie z Rodolphusem wykonali z powodzeniem, on sam przegrał z iluzją, z lękiem.
Tyle zapewne wystarczyło wiedzieć Voldemortowi, aby móc po chwili zniknąć. Nicholas długo nie pozostawał w tym miejscu. Teleportował się do swojego domu. Otwierając drzwi zaklęciami, wszedł do środka, aby zamknąć się solidnie. Zapobiegawczo. Zadanie, które otrzymał, postanowił rozpocząć już dzisiaj. Zaczynając od wstępnego obejrzenia wnętrza domu Frasera, dzięki Eksterioryzacji.
Na wycieczkę astralną, przygotował się dość późnym wieczorem. Na całe szczęście, miejsce zamieszkania mężczyzny znajdowało się w tym samym miasteczku co dom Traversa. Dzięki temu bez obaw, Nicholas mógł opuścić swoje ciało i jako energia, dostać do jego domu, dokonując oględzin. Tak też uczynił.
Ułożywszy się niczym do snu w swojej sypialni, na swoim łóżku, Nicholas użył Eksterioryzacji opuszczając ciało. Następnie opuścił swoją sypialnię i dom. Udał ścieżkami w kierunku miejsca spotkania, wcześniej odbytego z Czarnym Panem. Skierował się pod drzwi domu Frasera. Obejrzał go pierw z każdej strony. Nie znalazł nic godnego uwagi, ani podejrzanego. Następnie wszedł niczym duch do środka. W środku panował mrok. Było widać, że pomieszczenia miały białym płótnem przykryte meble. Mężczyzna zabezpieczył dobytek, podczas swojej kilkumiesięcznej nieobecności. Minusem podróży astralnej była niemożność dotknięcia czegokolwiek. Nicholas nie mógł zajrzeć pod zakryte witryny, czy komody. Pozostając w domyśle, co było zakryte. Wspomniana ekspertyza i handel zdobytym towarem z dalekiego kraju, mogło się wiązać z zainteresowaniami archeologicznymi. Skupował, zdobywał. Idealnie pasowało do archeologa. To mógł być dla niego punkt zaczepienia w planowanej rozmowie. Nieunikniona będzie w tym wizyta w rodzinnym domu, po więcej informacji. Będzie potrzebował przygotować się na taką rozmowę, korzystając ze źródeł rodzinnej wiedzy i własnych umiejętności.
Orientując się na podstawie tego, co widział w tym domu, mniej więcej wiedział już, jak i czym go dodatkowo przekonać do ich sprawy, Nicholas opuścił jego dom i wrócił do siebie, do swojego ciała.
Z samego rana zaplanował odwiedziny rodziny w Szkocji, jako że kolejny dzień był wolny od pracy. Nie planował brać wolnego, kolejnego chorobowego w tygodniu. Nie chciał, aby poszły jakieś domysły w jego Departamencie czy podejrzenia jego nieobecności, mimo iż już raz musiał brać chorobowe. Zakładał, że skoro zlecenie nie wymaga siły i działań fizycznych, jak podczas Spalonej Nocy, może wszystko rozegrać po godzinach pracy. Miał czas.
Przewaga: Eksterioryzacja
Zadanie będzie kontynuowane w nowym wątku, samodzielnie.