Prue podążała tuż za swoim mężem, który szedł przed nią i badał podłoże. W gruncie rzeczy to mogło być bardzo niefortunnym pomysłem, bo jeśli torfowiska postanowiłby go pochłonąć, to mogłaby mieć spory problem z wyciągnięciem z nich jego osoby. Pozostawało więc liczyć na to, że wodne bóstwa postanowią jednak być łaskawe i wystarczy im ofiara w postaci zakupionych przez nie podarków. Mimo tego, że on sprawdzał grunt to ona również pozostawała ostrożna, wystarczył bowiem jeden krok postawiony nieco za daleko, a ziemia mogła być w zupełnie innym stanie skupienia. Takie miejsca bywały zdradliwe.
Oczy jej się otworzyły, kiedy zakaszlał, zakrztusił się, coś wpadło mu do gardła? Czy była to reakcja na pomysł, który rzuciła. Dosyć szybko miała dostać odpowiedź na to pytanie, które zadała sobie w myślach.
- Serio to było najgorsze, ezoteryczne doświadczenie Twojego życia? Nie było przecież tak strasznie, babcia była dla Ciebie całkiem miła. - Pamiętała bardzo dokładnie tamten dzień, kiedy znaleźli się razem w salonie jej rodziców w towarzystwie Ellie, która postanowiła wyciągnąć swoje karty. Ich stosunki były wtedy wyjątkowo napięte, mieli problem, żeby przebywać w swoim otoczeniu, ale pozwolili babci Prue czytać karty. Była to na pewno osobliwym doświadczeniem, zwłaszcza, że siedzieli razem przy stole.
Sama Prue dosyć często spędzała ze starszą Bletchley czas w podobny sposób, były sobie bliskie od jej najmłodszych lat, zwłaszcza, że łączył ją z nią również dar widmowidzenia, w którego tajemnice ją wprowadziła. Wiele się od niej nauczyła, a aktualnie była w zasadzie jedyną osobą z jej rodziny, z którą mogły na spokojnie usiąść przy stole, no nie wliczając jej brata, chociaż spodziewała się, że Elias jak zawsze jednak odwiedzi rodziców. Penny pewnie będzie smutno, ale na pewno zrozumie sytuację, bo przecież sama była świadkiem tego, co wydarzyło się między Benjym, a jej mężem.
- Tego właśnie się spodziewałam. - Czyli jej założenia były słuszne. Ludzie w różnych częściach świata obchodzili sabaty w różny sposób, wiele z nich było dużo mniej cywilizowanych od Wielkiej Brytanii, no przynajmniej pozornie, sięgano tam po inne rytuały, nie obawiano się pewnych dziedzin magii, to mówiło samo za siebie. W sumie to trochę zazdrościła mu, że miał taką możliwość, bo ona raczej nigdy nie będzie miała szansy zobaczyć czegoś podobnego i szkoda.
- Nie masz, ale może jest coś, co chciałbyś mieć. - Mógł mieć jakąś swoją wizję, niekoniecznie zaczerpniętą z życiowego doświadczenia, po prostu chciałby jakoś spędzić ten dzień, zrobić coś dla siebie. - Jeśli nie tamte, to wyciągnie inne, Ellie ma spory asortyment. - Nie wątpiła w to, że babcia postanowi skorzystać z okazji, sabat był dobry momentem na spojrzenie w to, co mają do powiedzenia, wolała więc przygotować swojego męża do tego, jak może się to skończyć. - ale ma też spory zapas wyjątkowego alkoholu na takie okazje, więc może uda Ci się to całkiem lekko przetrawić. - Dodała jeszcze.
Szli przed siebie, mijali kolejne kępy traw, drzewa, wokół zrobiło się bardzo cicho, słychać właściwie było tylko wiatr, który kołysał koronami drzew. - Myślę, że jesteśmy blisko celu, powinniśmy je jeszcze trochę popsuć, co nie? - Jeśli dobrze pamiętała to ofiary wotywne miały być celowo uszkodzone, nie zastanawiała się póki co nad tym, jak zniszczy swój wymarzony diadem, to miało stać się jej problemem dopiero wtedy, gdy dotrą na miejsce, które będą uważać za odpowiednie.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control