- Myślę, że nie jesteś jednym, którego skłoniła do podobnych przemyśleń. - Ellie widziała dużo więcej, niż większość ludzi. Prue tak naprawdę uważała, że nawet nie potrzebowała mieć w rękach kart, aby domyśleć się tego, czego inni nie dostrzegali. Była wyjątkową obserwatorką, potrafiła czytać ludzi, skłaniać ich do myślenia, wzbudzać niepewność. Zresztą sama wiele razy przeżyła to na własnej skórze. Niby drobny komentarz, mała sugestia, które powodowały, że nie mogła zmrużyć oka. W przeciwieństwie jednak do swojego męża nie miała nic przeciwko temu, aby babcia znowu spojrzała w karty, zdążyła się do tego przyzwyczaić przez lata.
- Muszę jednak przyznać, że zdziwiłam się wtedy, że tak łatwo jej uległeś, byłam pewna, że ją zbyjesz, ale najwyraźniej potrafiła być całkiem przekonująca. - Benjy nie był wtedy osobą z którą łatwo się negocjowało, miał swoje zdanie na każdy temat, które bardzo chętnie demonstrował, jednak babcia Bletchley zdołała go przekonać do tego, aby usiadł przy tamtym stoliku i wyciągnął karty. Być może potrafiła dotrzeć do każdego.
- To może to dostaniesz, jak już się zdecydujesz, że to jest to, czego chcesz. - Znała to spojrzenie, doskonale wiedziała do czego zmierzał, chociaż sama nie miała zamiaru ułatwiać mu tej sprawy, będzie musiał się konkretnie określić, gdy nadejdzie sabat.
- Dlaczego od razu zakładasz, że to będzie wiązało się z czymś nieprzyjemnym, być może zmienisz nastawienie, jak w końcu usłyszysz coś przyjemniejszego. - Być może istniała szansa, że mogłaby namówić Ellie, aby była dla niego tym razem nieco łaskawsza, nie, żeby wydawało się Prue, że babcia byłaby skora do tego, aby robić coś, czy mówić tylko dlatego, że Prue ją o to poprosiła.
- Nie musisz być od razu taki sceptyczny. - Rozumiała, że miało to pewną genezę, ale karty wcale nie musiały już być dla niego takie złośliwe.
- Nie no, na pewno nie powie Ci, że jesteś zjebany, raczej, że mógłbyś nieco nad sobą popracować. - W sumie wychodziło na jedno, ale nie było sensu się na tym skupiać. - Cieszę się, że alkohol Cię przekonał. - Był to argument, który przemawiał do sporej ilości osób, zresztą Prue nie wątpiła w to, że jeśli odwiedzą babcię to spędzą z nią całkiem miłe popołudnie. Była idealnym kompanem do świętowania, miała też całą masę opowieści, którą zapewne postanowi się z nimi podzielić.
Prue szła powoli za Benjym, czuła, że są już blisko celu. Znajdowali się w z dala od ludzi, w otoczeniu natury, było to całkiem malownicze miejsce, poza tym jednym, drobnym faktem, że łatwo było w nim przypadkiem się utopić, na szczęście oni póki co całkiem nieźle radzili sobie z przedzieraniem się przez mokradła.
- No, zobaczymy, jak sobie z tym poradzę, na pewno zajmie mi to chwilę. - Prue nie miała jeszcze pomysłu w jaki sposób rozwali, to znaczy uszkodzi srebro, nie miała zbyt wiele siły, ale na pewno wpadnie na jakiś wybitny pomysł.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control