Nie miała wątpliwości co do tego, że Benjy pewnie kiedyś znał tu każdy korzeń, czy każde drzewo. Spędził tutaj w końcu całą swoją młodość. Las zmieniał się dość szybko, zastanawiała się, czy teraz raczej traktował je jako obce miejsce, czy niekoniecznie. W końcu nie pozbył się swoich wszystkich wspomnień, nie zapomniał kim kiedyś był.
- No tak, tamte lata w końcu Cię ukształtowały. - Wychował się tutaj, wiedział kim nie chce być, podjął decyzję o zmianie swojego życia, stał się kimś zupełnie innym, niż wszyscy zakładali, że będzie. Tak, czy siak wszystko zaczęło się w tej okolicy.
Nie do końca potrafiła znaleźć inne miejsce, w którym mogliby realizować jej plan. Wiedziała, że w Lesie Wisielców licho nigdy nie spało, ale nie wydawało jej się, aby coś miało ich tutaj dzisiaj niepokoić. Miała plan, chciała go zrealizować jak najmniejszym kosztem i tylko to było istotne. Zamierzała ignorować szepty drzew i wszystkie znaki, które mogły sugerować, że coś będzie nie tak. Wolała skupić się na swoich założeniach.
- Jeszcze mi nie podpadłeś, więc niekoniecznie taki był plan, ale bądź czujny, kto wie, może kiedyś? - Uśmiechnęła się jeszcze do niego. To raczej nie była groźbą, którą warto było się przejmować, zresztą Prue nie miała najmniejszych złudzeń co do tego, że byłaby sobie w stanie poradzić z przeciwnikiem jego pokroju. Potrafiła racjonalnie podchodzić do swoich umiejętności.
Zrobiło się poważnie, mimo wszystko wydawało jej się, że nie powinni zapominać o realnym zagrożeniu, które mogło pojawić się w każdej chwili. Warto było być przygotowanym na wszystko, a skoro ona posiadała pewną wiedzę i jej na nim zależało to zamierzała mu ją przekazać. W ten sposób pokazywała swoją troskę o jego osobę, nie chciała bowiem, żeby coś mogło go zaskoczyć. Warto więc było poświęcić odrobinę czasu na to, aby nabyć nowe umiejętności.
Zapytała go o tego patronusa, bo w tej chwili mógł być jedną z nielicznych metod na radzenie sobie z pewnymi stworzeniami. Pytanie było bardzo konkretne. Spoglądała na niego czekając, aż na nie odpowie. Nie do końca spodziewała się takiej odpowiedzi, chociaż z drugiej strony może to i dobrze, że wcześniej nie musiał korzystać z podobnych zaklęć, bo to oznaczało, że nie mierzył się z podobnym zagrożeniem.
- A chciałbyś umieć go wyczarować? - Wpatrywała się w niego ciągle, nie mogła przecież zmusić go do nauki zaklęć, które mógł uznać za zupełnie niepotrzebne, jak zawsze więc dała mu wybór.
- Tak się składa, że jestem całkiem niezła w pewnej, zakazanej dziedzinie magii, a kto wie, kiedy mogłoby Ci się to przydać. - Dawała mu możliwość, nie mówiła już nic więcej, bo nie zamierzała się teraz jakoś specjalnie reklamować, decyzja należała do niego.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control