- Tak naprawdę to nawet nie metoda pracy, to raczej styl życia. Wprowadzanie odrobiny niepewności, zachęcanie do zastanowienia się nad sobą. - Nie miała pojęcia jaki wpływ na innych miały komentarze babci, na nią akurat działały, brała je sobie do serca i analizowała. Nie wątpiła w to, że była jedyna, zresztą i jej męża najwyraźniej kiedyś to odrobinę ruszyło, chociaż wtedy starał się udowodnić, że zupełnie go to nie obchodzi. Ellie miała wiele ukrytych talentów, nie dało się temu zaprzeczyć.
- To nie miało Cię pocieszyć, raczej po prostu zasugerować, że tak już jest i pewnie nigdy się nie zmieni. - Nie wydawało jej się, aby babcia na stare lata miała zaprzestać swoich praktyk, wręcz przeciwnie wydawało się Prue, że wraz z upływem czasu stawała się coraz bardziej tajemnicza i rzucała coraz więcej słów, które miały skłaniać do zastanowienia się nad swoim życiem. Jej to akurat nie przeszkadzało, bo wiedziała, że kobieta robiła to w dobrej wierze, przynajmniej w jej przypadku.
- Skoro tak mówisz, to na pewno tak jest. - Nie do końca chyba by się akurat z tym zgodziła, miała wrażenie, że czasem kwestionował coś dla samego kwestionowania, no na pewno robił to kiedy byli dziećmi. Lubił wprowadzać nieco zamieszania i powodował, że inni spoglądali na problem z zupełnie odwrotnej strony.
Oczywiście, że zamierzała wrócić do tej rozmowy w odpowiednim momencie. Lubiła być przygotowana na to, co miało nadejść, a Benjy sam często wkładał jej pewne karty w ręce, miała wrażenie, że zdarzało się to czasem w jego przypadku nawet specjalnie, wiedział, że niektóre słowa mogą zostać wykorzystane przeciwko niemu, a i tak je wypowiadał.
- Ja? Coś Ty. Mnie wszystko pasuje, zresztą chyba już trochę za późno na reklamacje… - Byli małżeństwem ponad dwa tygodnie, nie wydawało jej się, aby mogła mieć teraz jakieś zażalenia, doskonale wiedziała na co się pisze i z kim ma do czynienia, nigdy nie zasugerowałby mu tego, że powinien nad sobą popracować, bo był idealny taki, jaki był. Prosta sprawa. Karty i babcia mogły mieć co do tego innego zdanie.
- Zgadzam się z Tobą, dużo łatwiej można pogodzić się ze swoim losem będąc chociaż odrobinę znieczulonym. - Czasem mogło to zadziałać też odwrotnie, w końcu alkohol mógł też powodować histerię, jednak raczej nie o taki scenariusz jej chodziło.
Zgodzili się co do tego, że znaleźli odpowiednie miejsce. Drugi punkt z listy odhaczony. Mieli ofiary, mieli gdzie je złożyć, pozostawał więc ten trzeci punkt, w przypadku Prue chyba najbardziej skomplikowany. Trzymała w dłonie tej swój wymarzony, srebrny diadem i się mu przyglądała. Planowała, zamierzała uszkodzić miejsce, w którym srebro było najcieńsze, chociaż jeszcze pewnie będzie musiało jej się udać w nie trafić, co też raczej nie było takie proste.
- Wiem, szkoda, że nie możesz, bo wystarczyłoby, że postawiłbyś na tym stopę, a pewnie by pękło. - Benjy miał w końcu swoje gabaryty, ze swoim wiankiem pewnie rozprawi się w kilka sekund.
- Mogę spróbować. - Odruchowo spojrzała jednak na swoje pantofelki, westchnęła cicho, naprawdę podchodziła do tego bardzo sceptycznie. Położyła diadem na ziemi, a później na niego skoczyła. Obiema nogami jednocześnie.
Czy Prue uszkodzi diadem przy pierwszej próbie?
Nie
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control