Trudno, aby było inaczej, skoro kobieta była gdzieś obok przez całe jej życie, zawsze gotowa ją wesprzeć radą, nawet gdy o to nie prosiła. Miała sporo czasu, aby do tego przywyknąć. Zresztą dobrze było czasem posłuchać kogoś doświadczonego, kto nie do końca narzucał swoje zdanie, ale próbował otwierać innym oczy. Ellie tylko pokazywała możliwości, dawała wskazówki, inni mogli je ignorować lub nie.
- Przecież to byłoby zbyt proste, wiesz, że lubię nieco wszystko komplikować. - Prue lubiła doszukiwać się drugiego, albo trzeciego dna, nadawać rzeczom głębszy sens, analizowała każdą sprawę bardzo dokładnie, z każdej strony. Taki miała nawyk.
- Nie będę mydlić Ci oczu, wolę, żebyś się na to mentalnie przygotował, nie ma żadnej nadziei na poprawę. - Nie było sensu, aby go oszukiwała. Prue ceniła sobie szczerość i jednak wolała, aby Benjy miał świadomość na co się wpisze, nie wprowadziłaby go przecież w maliny. Tak naprawdę jednak nie sądziła, że da się przygotować do tej wizyty, bo jej babcia była bardzo osobliwa, na szczęście Benjy doskonale wiedział z kim ma do czynienia, zdążył już poznać jej sposób działania, oswoić się z nim, to nieco ułatwiało sprawę, przynajmniej nie musiała mu tłumaczyć wszystkiego od podstaw. To był spory plus tego, że pojawiał się w ich domu jeszcze za czasów swojej młodości. Nie byli sobie obcy od bardzo dawna.
- To musisz popracować nad swoim słuchem. - Nie zamierzała przecież powiedzieć, że tego przekonania faktycznie trochę tam brakowało. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę i pewnie będzie musiał zmierzyć się z tym szybciej, niż mu się wydawało.
Nie wydawało jej się, że musiała mówić mu w głos o tym, że nie miała co do niego żadnych zarzutów, ale jednak coś tam z siebie wyrzuciła, bo przecież wypadało skomentować jego słowa. Kochała go takim jakim był, żadne zmiany nie były potrzebne, bez względu na to, co miały do powiedzenia karty Ellie, nie zostałaby jego żona, gdyby miała co niego jakieś ale, to było chyba całkiem jasne. Od lat miała do niego słabość, nie spodziewała się tego, że przyjdzie im razem spędzić resztę życia, ale uznawała to raczej za bardzo przyjemną niespodziankę, nie mogła wymarzyć sobie dla siebie lepszej przyszłości.
Przewróciła oczami, kiedy usłyszała jego kolejne słowa. - Nie, nie to miałam na myśli, jesteś ciężki, a to coś innego niż gruby. - Nie sądziła, że będzie musiała mu to wyjaśniać, najpewniej jednak nie mógł się powstrzymać przed tym, żeby znowu się z nią podroczyć.
Zasady działania rytuału były całkiem dla niej jasne, musiała nieco uszkodzić ten diadem, co wydawało się nieszczególnie skomplikowane, tyle, że właśnie, nie miała ku temu najlepszych predyspozycji, nie mogła jednak w tym przypadku polegać na wsparciu swojego męża, musiała to zrobić sama.
Podjęła próbę, wskoczyła na diadem, i chyba nic się nie wydarzyło. Odsunęła się więc o krok i nachyliła, aby obejrzeć go z bliska. Zobaczyła wtedy, że po prostu wbiła go w ziemię, nic się nie zmieniło, nadal wyglądał tak samo, jak wcześniej. Westchnęła cicho, spodziewała się komplikacji, no i właśnie musiała sobie z nimi radzić.
- Cholernie ambitny, jak widać. - Nie do końca była zadowolona z efektu swojego skoku, ale nie zamierzała się poddawać. - Nie nabijaj się ze mnie. - Spojrzała jeszcze na niego, nim ponownie postanowiła zaatakować ten swój niesamowity diadem. Oby tym razem się udało. Zmieniła nieco taktykę, tym razem wyskoczyła z drobnego rozbiegu.
a teraz?
Nie
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control