11.09.2026, 21:34 ✶
Odpowiedź na tę wiadomość przyszła tego samego dnia.
Helu,
Nie powinnam brać od ciebie kolejnej łaski, lecz sama nauczyłaś mnie, że nie odmawia się tym, których serce zna. Dlatego pozwolę sobie raz jeszcze poprosić cię o przysługę.
Wykonaj mi, proszę, naczynie na proch z ogniska. Chcę abyś to ty nadała mu kształt. Twoje dłonie są mi droższe od dłoni obcego rzemieślnika, a rzecz, którą przeznaczam dla świętości, winna przejść przez ręce kogoś, komu ufam. Niech będzie drewniane, jeśli taka będzie twoja wola.
Dynia także do mnie dotarła. Uśmiechnęłam się, kiedy ją zobaczyłam. Dziękuję ci!
Nie wiem, kto pierwszy wypowiedział te słowa i kto ośmielił się przyoblec je w imię naszego kowenu. Wiem natomiast jedno: nie przemówiła przez niego Matka. Nie był to Jej rozkaz, Jej głos ani Jej błogosławieństwo. Kowen nie wezwał nikogo do odbierania Polany siłą, nie nakazał szturmu ani nie podniósł ręki przeciwko tym, którzy mogliby stanąć na jego drodze. Kto twierdzi inaczej, ten nie tylko kłamie, ale i kala święte imię. Czymże jest Samhain, jeśli nie nocą, w której umarli i żywi stają po dwóch stronach tego samego ognia? Jak można więc wzywać w tę noc do krwi?
Odnoszę wrażenie, że ich celem może być przede wszystkim zdyskredytowanie naszej wspólnoty i przedstawienie jej jako czegoś, czym nie jest. Złośliwe plotki mają czasem większą siłę rażenia, zwłaszcza gdy trafiają na podatny grunt. Niepokoi mnie język przemocy, który pojawił się w tej wiadomości — trudno przecież mówić o święcie i wspólnocie, posługując się groźbami oraz nawoływaniem do szturmu. Tym bardziej że przecież w Little Hangleton odbywają się w tym roku obchody Samhain, otwarte dla tych, którzy chcą przeżyć ten czas w sposób spokojny. Nie widzę więc powodu, dla którego ktokolwiek z Whitecroft miałby nawoływać ludzi do takich działań.
Jeżeli ktoś uczynił z imienia Matki sztandar dla własnych zamiarów, popełnił świętokradztwo. Znajdę go wtedy, a jeśli trzeba będzie przejść przez las, popiół i cudze kłamstwa, przejdę.
A jeśli tej nocy pozostanie po mnie tylko popiół, tym lepiej. Wtedy przynajmniej będę wiedziała, że moje prochy powrócą do ciebie w naczyniu, które uczynią twoje ręce.
Niech Matka ma Cię w swojej opiece, Ise.
Nie powinnam brać od ciebie kolejnej łaski, lecz sama nauczyłaś mnie, że nie odmawia się tym, których serce zna. Dlatego pozwolę sobie raz jeszcze poprosić cię o przysługę.
Wykonaj mi, proszę, naczynie na proch z ogniska. Chcę abyś to ty nadała mu kształt. Twoje dłonie są mi droższe od dłoni obcego rzemieślnika, a rzecz, którą przeznaczam dla świętości, winna przejść przez ręce kogoś, komu ufam. Niech będzie drewniane, jeśli taka będzie twoja wola.
Dynia także do mnie dotarła. Uśmiechnęłam się, kiedy ją zobaczyłam. Dziękuję ci!
Nie wiem, kto pierwszy wypowiedział te słowa i kto ośmielił się przyoblec je w imię naszego kowenu. Wiem natomiast jedno: nie przemówiła przez niego Matka. Nie był to Jej rozkaz, Jej głos ani Jej błogosławieństwo. Kowen nie wezwał nikogo do odbierania Polany siłą, nie nakazał szturmu ani nie podniósł ręki przeciwko tym, którzy mogliby stanąć na jego drodze. Kto twierdzi inaczej, ten nie tylko kłamie, ale i kala święte imię. Czymże jest Samhain, jeśli nie nocą, w której umarli i żywi stają po dwóch stronach tego samego ognia? Jak można więc wzywać w tę noc do krwi?
Odnoszę wrażenie, że ich celem może być przede wszystkim zdyskredytowanie naszej wspólnoty i przedstawienie jej jako czegoś, czym nie jest. Złośliwe plotki mają czasem większą siłę rażenia, zwłaszcza gdy trafiają na podatny grunt. Niepokoi mnie język przemocy, który pojawił się w tej wiadomości — trudno przecież mówić o święcie i wspólnocie, posługując się groźbami oraz nawoływaniem do szturmu. Tym bardziej że przecież w Little Hangleton odbywają się w tym roku obchody Samhain, otwarte dla tych, którzy chcą przeżyć ten czas w sposób spokojny. Nie widzę więc powodu, dla którego ktokolwiek z Whitecroft miałby nawoływać ludzi do takich działań.
Jeżeli ktoś uczynił z imienia Matki sztandar dla własnych zamiarów, popełnił świętokradztwo. Znajdę go wtedy, a jeśli trzeba będzie przejść przez las, popiół i cudze kłamstwa, przejdę.
A jeśli tej nocy pozostanie po mnie tylko popiół, tym lepiej. Wtedy przynajmniej będę wiedziała, że moje prochy powrócą do ciebie w naczyniu, które uczynią twoje ręce.
Niech Matka ma Cię w swojej opiece, Ise.
Je t'aime, je te hais
Mais ma meilleure ennemie, c'est toi
Fuis-moi, le pire, c'est toi et moi
Mais ma meilleure ennemie, c'est toi
Fuis-moi, le pire, c'est toi et moi