- Teraz to chyba ja nie dosłyszałam o czym mówisz. - Odpowiedziała przekornie. Nie mogło być przecież tak prosto. To nie tak, że nie chciała przyznawać mu racji, obawiała się jednak tego, że ego jej męża mogło trochę za mocno urosnąć. Nie miała większego problemu z przyznawaniem mu racji, jednak wolała nieco opanować się w tej czynności.
Prue nie miała zbyt wielkich oczekiwań od świata, nie spodziewała się jednak tego, że tak wiele niby zwyczajnych czynności będzie sprawiało jej radość. Miała wrażenie, że Benjy powodował, że wszystko, co robiła w swoim życiu stawało się kolorowe. Każdy dzień spędzony z nim pokazywał jej jak bardzo kiedyś marnowała czas. Była szczęśliwa - naprawdę czuła się spełniona, gdy był obok i czuła, że on również nie miał jej nic do zarzucenia. Tak chyba powinno wyglądać to w małżeństwie.
- Ależ ja wiem, że to są mięśnie, mięśnie jednak są ciężkie, cięższe od tłuszczu, więc to by się zgadzało. - Jej mąż był wyjątkowo wysportowany, nie zamierzała się z tym sprzeczać, nie sugerowała broń Merlinie, że miał nadwagę. Musiała to najwyraźniej jednak podkreślić. - Nikogo nie dyskryminuje, po prostu stwierdzam fakt. - Komu, jak komu, ale akurat jej nie można było zarzucić dyskryminacji, starała się zawsze traktować wszystkich równo.
- Nie wyciągaj tu teraz mojego zawodu, mam Ci przypomnieć jakie zazwyczaj masz podejście do profesji, którą wykonuję? - Oczywiście, że postanowił skorzystać z tego w momencie, w którym mógł sobie pomóc, nie mogło być inaczej. Tak to raczej starał się oddzielać życie osobiste od zawodowego, co nie do końca było możliwe, nie w przypadku tego, czym się zajmowała.
Spróbowała po raz kolejny poradzić sobie z diademem - niestety nie udało jej się go uszkodzić. Tym razem jednak nie milczała, pozwoliła sobie powiedzieć co nieco na ten temat. - Naprawdę? Serio? Wiem, że się nie nadaję, ale moglibyście zmrużyć oczy. - Zaczęła mówić nieco rozczarowana. - Nie chcę przecież wprowadzać żadnych zmian, chcę tylko złożyć ofiarę - zlitujcie się nade mną. - Czy ktoś ją usłyszy? Pewnie nie, ale próbowała przemówić do wszechświata.
Próbowała skoczyć na ten diament tak po prostu - nie zadziałało, później z rozbiegu - też nie zadziałało, co mogło być kolejne? Niedługo pewnie zabraknie jej pomysłów.
[b] - Obawiam się, że mogę nie mieć siły przebicia. - Uniosła głowę i spojrzała na męża, miała nadzieję, że nie będzie rozczarowany jej działaniami, sama Prue robiła się coraz bardziej rozczarowana. - Dobra, ostatnia szansa. - Nie zamierzała się znowu rozbiegać, skoro to nic nie dało - podskoczyła do góry i spróbowała znowu uszkodzić diadem - mógłby w końcu z nią współpracować.
a teraz?
Tak
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control