Wczoraj, 01:06 ✶
- Dziękuję. Zajmie mi to maksymalnie tydzień - zapewniła, wciąż oczarowana obrazem, który stanowił zagadkę, ale i nadzieję. Palce jednej dłoni oparła lekko na krawędzi stołu, drugą zaś przesunęła po mankiecie rękawa, wygładzając materiał, choć ten wcale tego nie wymagał. Jej umysł pracował na najwyższych obrotach i już układała najbardziej optymalny plan analiz, żeby sprawdzić autentyczność. Wolała powstrzymać ekscytację do chwili, w której będą mieli całkowitą pewność, że obraz należy do Lysandra.
Słowa o cenie przyjęła bez zaskoczenia. Właściwie tego właśnie się spodziewała. Ceolsige nie była osobą, która przynosiła do galerii coś takiego z czystej ciekawości. Wiedziała, co ma przed sobą, wiedziała też, komu to pokazuje. Astoria nie zamierzała udawać, że tego nie dostrzega. Była więcej niż skora, żeby zapłacić. Chociaż gotowość handlarki do wymiany była interesującą opcją. Kącik ust kustoszki uniósł się ledwie dostrzegalnie. Wymiana dawała jej znacznie większe pole manewru niż zwyczajny zakup. Szczególnie jeśli druga strona miała słabość do rzeczy nietypowych. Po Spalonej Nocy kilka ciekawych artefaktów przewinęło się przez jej ręce, ale na razie nie miała głowy, żeby się targować.
Nie odpowiedziała od razu. Jeszcze przez moment patrzyła na obraz. Tym razem nie analizowała już wyłącznie jego techniki. Myślała o całej drodze, jaką musiał przebyć. O tym, jak długo mógł wisieć w obcym domu, ile razy mógł zmieniać ręce, zanim ktokolwiek zorientował się, czyje nazwisko kryje się pod niemal niewidoczną sygnaturą. I przede wszystkim - o tym, dlaczego właśnie teraz wrócił do jej rodziny.
Czarownica w końcu odsunęła się od obrazu i wyprostowała ramiona. Nie zamierzała jeszcze obiecywać Ceolsige konkretnej sumy.
- Rozumiem, na pewno się dogadamy - zapewniła spokojnie. Ich współpraca pozostała niezachwiana od dłuższego czasu, a teraz dodatkowo rodzina Avery mogła być wdzięczna za sprowadzenie w ich ręce dzieła przodka ich rodu. Zapłacą z nawiązką, jeśli obraz potwierdzi swoją autentyczność. - Mam kilka przedmiotów, które mogłyby wzbudzić twoje zainteresowanie, ale myślę, że możemy je obejrzeć później. Gdy spotkamy się sfinalizować umowę obrazu? - dopytała, nie chcąc zabierać paserce zbyt dużo czasu. Zresztą sama myśl o tym, że będzie mogła wreszcie dokładnie zbadać dzieło przypisywane jej przodkowi, budziła w niej niemal zawodową niecierpliwość. Nie mogła się doczekać, aż zatopi w nim swoje pazurki i rozbierze obraz na czynniki pierwsze, bez pośpiechu i bez niczyjej obecności nad ramieniem. Nie chciała jednak, by jej zainteresowanie wyglądało jak desperacja. W interesach było to niewskazane, a Ceolsige z pewnością nie przeoczyłaby takiej słabości.
- Powiadomię cię, gdy tylko otrzymam wyniki analizy - odezwała się jeszcze, zanim na dobre rozstały się tego wieczoru.
Słowa o cenie przyjęła bez zaskoczenia. Właściwie tego właśnie się spodziewała. Ceolsige nie była osobą, która przynosiła do galerii coś takiego z czystej ciekawości. Wiedziała, co ma przed sobą, wiedziała też, komu to pokazuje. Astoria nie zamierzała udawać, że tego nie dostrzega. Była więcej niż skora, żeby zapłacić. Chociaż gotowość handlarki do wymiany była interesującą opcją. Kącik ust kustoszki uniósł się ledwie dostrzegalnie. Wymiana dawała jej znacznie większe pole manewru niż zwyczajny zakup. Szczególnie jeśli druga strona miała słabość do rzeczy nietypowych. Po Spalonej Nocy kilka ciekawych artefaktów przewinęło się przez jej ręce, ale na razie nie miała głowy, żeby się targować.
Nie odpowiedziała od razu. Jeszcze przez moment patrzyła na obraz. Tym razem nie analizowała już wyłącznie jego techniki. Myślała o całej drodze, jaką musiał przebyć. O tym, jak długo mógł wisieć w obcym domu, ile razy mógł zmieniać ręce, zanim ktokolwiek zorientował się, czyje nazwisko kryje się pod niemal niewidoczną sygnaturą. I przede wszystkim - o tym, dlaczego właśnie teraz wrócił do jej rodziny.
Czarownica w końcu odsunęła się od obrazu i wyprostowała ramiona. Nie zamierzała jeszcze obiecywać Ceolsige konkretnej sumy.
- Rozumiem, na pewno się dogadamy - zapewniła spokojnie. Ich współpraca pozostała niezachwiana od dłuższego czasu, a teraz dodatkowo rodzina Avery mogła być wdzięczna za sprowadzenie w ich ręce dzieła przodka ich rodu. Zapłacą z nawiązką, jeśli obraz potwierdzi swoją autentyczność. - Mam kilka przedmiotów, które mogłyby wzbudzić twoje zainteresowanie, ale myślę, że możemy je obejrzeć później. Gdy spotkamy się sfinalizować umowę obrazu? - dopytała, nie chcąc zabierać paserce zbyt dużo czasu. Zresztą sama myśl o tym, że będzie mogła wreszcie dokładnie zbadać dzieło przypisywane jej przodkowi, budziła w niej niemal zawodową niecierpliwość. Nie mogła się doczekać, aż zatopi w nim swoje pazurki i rozbierze obraz na czynniki pierwsze, bez pośpiechu i bez niczyjej obecności nad ramieniem. Nie chciała jednak, by jej zainteresowanie wyglądało jak desperacja. W interesach było to niewskazane, a Ceolsige z pewnością nie przeoczyłaby takiej słabości.
- Powiadomię cię, gdy tylko otrzymam wyniki analizy - odezwała się jeszcze, zanim na dobre rozstały się tego wieczoru.
Koniec sesji
learn the rules
then break some
then break some